spiewnik lo3 2010 02 07 by KZvObXf4

VIEWS: 0 PAGES: 112

									Ain’t no sunshine                                      Ale to już było

Ain't no sunshine when she's gone               aeGa   Z wielu pieców się jadło chleb              CGC
It's not warm when she's away                          Bo od lat przyglądam się światu              dG
Ain't no sunshine when she's gone                aG    Nieraz rano zabolał łeb                     CGC
And she's always gone too long                    D    I mówili zmiana klimatu                      dG
Anytime she goes away                                  Czasem trafił się wielki raut                ed
                                                       Albo fala proletariatu                       FG
Wonder this time where she's gone                      Czasem podróż w najlepszym z aut             ed
Wonder if she's gone to stay                           Częściej szare drogi powiatu                 FG
Ain't no sunshine when she's gone
An' this house just ain't no home                         Ale to już było i nie wróci więcej       FGC
Anytime she goes away                                     I Choć tyle się zdarzyło                   e
                                                          To do przodu wciąż wyrywa głupie serce    FC
And I know-I know-I know-I know-I know-I know             Ale to już było znikło gdzieś za nami    FGC
I know-I know-I know-I know ....                          Choć w papierach lat przebyło              e
Yeah, I'm gonna leave that young thing alone              To naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami      FC
But ain't no sunshine when she's gone - oh oh
                                                       Na regale kolekcja płyt
Ain't no sunshine when she's gone                      I wywiadów pełne gazety
Only darkness everyday                                 Za oknami kolejny świt
Ain't no sunshine when she's gone                      I w sypialni dzieci oddechy
An' this house just ain't no home                      One lecą drogą do gwiazd
Any time she goes away                                 Przez niebieski ocean nieba
Any time she goes away                                 Ale przecież za jakiś czas
Any time she goes away                                 Będą mogły sobie zaśpiewać
Any time she goes away
Always Look on the Bright Side of Life
                                                    Anna Maria
Some things in life are bad,                        Smutne oczy, piękne oczy,                        D fis
They can really make you mad,
                                                    Smutne usta bez uśmiechu.                   h E7 A A7
Other things just make you swear and curse,
When you're chewing life's gristle,                 Widzę co dzień ją z daleka,
Don't grumble,                                      Stoi w oknie aż do zmierzchu.
Give a whistle
And this'll help things turn out for the best.      Anna Maria                            D Fis7 h E7 A A7
And...
                                                    Tylko o niej ciągle myślę
Always look on the bright side of life. /x 2
                                                    I jednego tylko pragnę,
If life seems jolly rotten,                         Żeby chciała choć z daleka,
There's something you've forgotten,                 Choć przez chwilę spojrzeć na mnie.
And that's to laugh and smile and dance and sing.
When you're feeling in the dumps,                   Anna Maria smutną ma twarz,
Don't be silly chumps.                              Anna Maria wciąż patrzy w dal.
Just purse your lips and whistle.
That's the thing.
And...                                              Jakże chciałbym ujrzeć kiedyś
                                                    Swe odbicie w smutnych oczach,
Always look on the bright side of life /x 2         Jakże chciałbym móc uwierzyć
                                                    W to, że kiedyś mnie pokocha.
For life is quite absurd
And death's the final word.                         Lat minionych, dni minionych
You must always face the curtain with a bow.        Żadne modły już nie cofną.
Forget about your sin.
Give the audience a grin.                           Ten, na kogo ciągle czeka,
Enjoy it. It's your last chance, anyhow.            Już nie przyjdzie pod jej okno.
So,...

Always look on the bright side of death,
Just before you draw your terminal breath.

Life's a piece of shit,
When you look at it.
Life's a laugh and death's a joke it's true.
You'll see it's all a show.
Keep 'em laughing as you go.
Just remember that the last laugh is on you.
And...

Always look on the bright side of life.
Always look on the right side of life.
Archia                                              Autobiografia
                                                    Miałem dziesięć lat, gdy usłyszał o mnie świat                   a
Mój dom murem podzielony                        d   W mej piwnicy był nasz klub                                     CG
Podzielone murem schody                         a
Po lewej stronie łazienka                       E   Kumpel radio zniósł, usłyszałem Blue Suede Shoes
Po prawej stronie kuchenka               a A7 /x2   I nie mogłem w nocy spać
                                                    Wujek Józek zmarł darowano reszty kar
Moje ciało murem podzielone                         Znów się można było śmiać
                                                    W kawiarniany gwar jak tornado jazz się wdarł
Dziesięć palców na lewą stronę                      I ja też chciałem grać.
Drugie dziesięć na prawą stronę                     Ojciec, Bóg wie gdzie, martenowski stawiał piec
Głowy równa część na każdą stronę | x2              Mnie paznokieć z palca zszedł
                                                    Z gryfu został wiór, grałem milion różnych bzdur
                                                    I poznałem co to seks.
Moja ulica murem podzielona                         Pocztówkowy szał, każdy z nas ich pięćset miał
Świeci neonami prawa strona                         Zamiast nowej pary dżins,
Lewa strona cała wygaszona                          A w sobotnią noc był Luksemburg, chata, szkło
Zza zasłony obserwuję obie strony | x3              Jakże się chciało żyć.

                                                        Było nas trzech, w każdym z nas inna krew,                   F
                                                        Ale jeden przyświecał nam cel,                               G
                                                        Za kilka lat mieć u stóp cały świat, wszystkiego w bród.    Ca
                                                        Alpagi łyk i dyskusje po świt,                               d
                                                        Niecierpliwy w nas ciskał się duch,                          B
                                                        Ktoś dostał w nos, to popłakał się ktoś, coś działo się.     F

                                                    Poróżniła nas, za jej Poli Raksy twarz
                                                    Każdy by się zabić dał.
                                                    W pewna letnią noc gdzieś na dach wyniosłem koc
                                                    I dostałem to, com chciał.
                                                    Powiedziała mi, że kłopoty mogą być,
                                                    Ja jej, że egzamin mam
                                                    Odkręciła gaz, nie zapukał nikt na czas
                                                    Znów jak pies byłem sam.

                                                        Stu różnych ról, czym ugasić mój ból,
                                                        Nauczyło mnie życie jak nikt,
                                                        W wyrku na wznak przechlapałem swój czas, najlepszy czas.
                                                        W knajpie dla braw klezmer kazał mi grać
                                                        Takie rzeczy, że jeszcze mi wstyd
                                                        Pewnego dnia zrozumiałem, że ja nie umiem nic.
                                                        Słuchaj mnie, tam pokonałem się sam,
                                                        Oto wyśnił się Wielki Mój Sen,
                                                        Tysięczny tłum spija słowa z mych ust, kochają mnie.
                                                        W hotelu fan mówi „ Na taśmie mam
                                                        To, jak w gardłach im rodzi się śpiew”,
                                                        Otwieram drzwi i nie mówię już nic do czterech ścian.
Autsajder
                                         Babę zesłał Bóg
Chociaż puste mam kieszenie       D D4
No i wódy czasem brak             D D4   Babę zesłał Bóg, raz mu wyszedł taki cud                a
Ja już nigdy się nie zmienię         A   Babę zesłał Bóg, coś innego przecież mógł               d
Zawsze będę żył już tak              D   Żeby dobrze zrobić wam, żeby dobrze zrobić wam       FEFE
Nie słuchałem nigdy ojca                 Babę zesłał Pan                                         a
Choć przestrzegał zgnoją Cię
Z naiwności w oczach chłopca             Bóg też chłopem jest, świadczy o tym jego gest
Dziś już wielu śmieje się                Bóg też chłopem jest, tak jak swing, blues i jazz
                                         Żeby z baby ciągle kpić, żeby z baby ciągle kpić
   Ale jedno wiem po latach         G    Trzeba chłopem być
   Prawdę musisz znać i ty
   Zawsze warto być człowiekiem     E    Bóg Ci zesłał mnie, byś miał kogoś w noc i w dzień
   Choć tak łatwo zejść na psy      A    Bóg Ci zesłał mnie, ty się z tego tylko ciesz
                                         Z woli nieba jestem tu, z woli nieba jestem tu
Kumpel zdradził mnie nie jeden           Więc się do mnie módl
I nie jeden przegnał, lecz
Nie szukałem zemsty w niebie
Co kto robi jego rzecz.
Ta dziewczyna którą miałem
Chciała w życiu tylko mnie
Teraz z innym jest na stałe
Każdy kocha tak jak chce

Chociaż puste mam kieszenie
No i wódy czasem brak
Ja już nigdy się nie zmienię
Zawsze będę, żył już tak
Nadal puste mam kieszenie
Nadal forsy, forsy brak
Forsę, będę, będę kraść
No bo wódy, wódy brak
                                                               Ballada o Cześku Piekarzu
Baleron
                                                               Chleba takiego jak ten od Cześka                 DA
W pewnym małym miasteczku                                 a    Nie kupisz nigdzie nawet w Warszawie         e D fis h
Gdzieś na krańcach Albanii                                G    Bo Czesiek piekarz nie piekł lecz tworzył        GA
Stary rzeźnik Alberto                                     F    Bochny jak z mąki słoneczne kołacze              DA
Miał sklep mięsny z mięsami                                    Kłaniali mu się ludzie gdy wyjrzał               DA
I czy pan był bogaty                                           Przez okno w kitlu łyknąć powietrza          e G fis h
Pan był biedny, czy cieć                                       A masłem kromkę smarując każdy                   GA
Każdy dobry baleron                                            Mówił: nad chleby ten chleb od Cześka          DAD
Chciał żreć
                                                                  Chleb się chlebie chleb się chlebie        CGea
  Ten baleron dla zgłodniałych cavaleros                  aE      Bo nad chleb być może co                    Che
  Z baleronem będziesz senior prezentował się jak struś   aE      Chleb się chlebie chleb się chlebie        CGea
  Na baleron i kiełbasę ty się skuś /x2                   FE      Niech ci nigdy nie zabraknie                  C
                                                                  Drożdży wody rąk i ziarna                  DAeh
Jeśli chcesz pan baleron                                          (mruczał Czesiek tak noc w noc)          GDAGD
Biały, czarny, czerwony
Zakrapiany tymiankiem                                          A o porankach chlebem pachnących
Czy też mocno pieprzony                                        Gdy pora idzie spać dla piekarzy
Jaki chcesz pan baleron                                        Zaczerwienione zamykał oczy
Dużo tłuszczu czy nie                                          Czesiek i siadał z dłutem przy stole
Jaki chcesz pan baleron?                                       Ciągle te same oczy i trochę
Ole!!!                                                         Za duży nos w drewnie cierpliwym
                                                               Pieściły ręce dziesiątki razy
Na corridę gdy pójdziesz                                       Porankiem świeżym chlebem pachnące
Z baleronem ukrytym
Wtedy mocniej zabije                                           Nikt takich słów jak miasto miastem
Serce twej senioraty                                           Nie znał i źle się dzieje mówili
No i ona zemdlona                                              Na obraz czerniał Czesiek razowca
Na twe łono bez sił                                            Kruszał podobnie bułce zleżałej
Padnie, szepcząc: „Amigo!                                      Gdy go znaleźli na pasku z wojska
Gdzieś je skrył?!”                                             Dłuto jak wbite w bochen miał w garści
                                                               I nie wie nikt co Cześka wzięło
                                                               Lecz śpiewa każdy jak miasto miastem
Ballada o Felku Zdankiewiczu                                 Ballada o Krzyżowcu

Felek Zdankiewicz był chłopak morowy                         Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia    e
Przyjechał na urlop sześciotygodniowy                        Dokąd pędzisz w stal odziany         A
   Ojra, tarira ojra, tarira ojra, tarira, raz, dwa, trzy!
                                                             Pewnie tam, gdzie błyszczą w dali    C
                                                             Jeruzalem białe ściany.              D
Urlop się. kończy czas do wojska wrócić                          Pewnie myślisz, że w świątyni
Ale Felusiowi żal koleżków rzucić                                Zniewolony Pan twój czeka
                                                                 Abyś przyszedł go ocalić,
Nie tak koleżków jak swojej kochanki
U której przebywał wieczory i ranki
                                                                 Abyś przyszedł doń z daleka.

Wreszcie go schwytali grudnia trzynastego                    Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia
I go zawieźli do biura śledczego                             Byłem wczoraj w Jeruzalem,
                                                             Przemierzałem puste sale,
Lecz Feluś nie gapa już nóż otwiera
Przebił Czajkowskiego na Fuksa naciera
                                                             Pana twego nie widziałem.
                                                                 Pan opuścił Święte Miasto
Ledwie wyskoczył za bramę ratusza                                Przed minutą, przed godziną,
Wsiada do dorożki na Warszawę rusza                              W chłodnym gaju na pustyni
                                                                 Z Mahometem piją wino.
A w tej dorożce miał czasu troszkie
Więc kazał się zawieźć aż na Czerniakowskie
                                                             Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia
Połóż się Feluś boś ty jest pijany                           Chcesz oblegać Jeruzalem –
Połóż się Feluś boś ty niewyspany                            Strzegą go wysokie wieże,
                                                             Strzegą go mahometanie.
Kładzie się Feluś do snu kamiennego
A kochanka jego do biura śledczego
                                                                 Pan opuścił Święte Miasto,
                                                                 Na nic poświęcenie twoje,
Panowie agenci prędko pospieszajcie                              Po co niszczyć białe wieże,
Felka Zdankiewicza na łóżku schwytajcie                          Po co ludzi niepokoić.
Panowie agenci prędko pospieszyli
Felka Zdankiewicza z nogami nakryli
                                                             Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia,
                                                             Porzuć walkę niepotrzebną,
Jedzie kibitka wąską ulicą                                   Porzuć miecz i włócznię swoją
A koledzy jemu szczęścia zdrowia życzą                       I jedź ze mną, i jedź ze mną.
                                                                  Bo gdy szlakiem ku północy
Ach wy koledzy czyż wy nie żyjecie
Czy wy mojej Mańce życie darujecie
                                                                  Podążają hufce ludne,
                                                                  Ja unoszę dumnie głowę
Nie martw się Feluś my jeszcze żyjemy                             I odjeżdżam na południe.
I tę twoją Mańkę smykiem posuniemy

Młoda Felusiowa już w grobie spoczywa
A my na to konto gruchniem sobie piwa
Ballada o małym rycerzu                                  Ballada z gór

W stepie szerokim, którego okiem                aCd      Tu króluje zeszłoroczny czas                GCD
Nawet sokolim nie zmierzysz                     aCE      Na posłaniu z liści buczynowych               FC
Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa   ada/dada      Stąd do ziemi dalej niż do gwiazd            ahe
Pieśni o małym rycerzu                       a E a /x2   Zachwytu swego nie wysłowisz                CDG

Choć mały ciałem, rębacz wspaniały                       Rosną skrzydła u ramion                        e
Wyrósł nad pierwsze szermierze                           Czas się w wieczność przemienia              C7+
I wieki całe będą śpiewały                               Obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy          a
Pieśni o małym rycerzu                                   Gdy zbliżamy się do szczytu po kamieniach     H7

Ty, któryś w boju i ty, coś w znoju                      Rosną skrzydła u ramion
I ty, co uczysz i mierzysz                               Czas się w wieczność przemienia
Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa                 Góry i wolność dokoła
Pieśni o małym rycerzu                                   Chyba dostąpimy tu wniebowstąpienia

                                                         A w schronisku Święty Piotr z herbatą
                                                         I widoki nieziemskie na świat
                                                         Przy ognisku rozłożymy się z gitarą
                                                         Posłuchamy co nam w duszy gra

                                                         Z pleców góry zrzucimy do stóp
                                                         I zmęczenie rozzujemy znów
                                                         To schronisko to prawdziwy raj
                                                         Niechaj wieczny odpoczynek trwa

                                                         Rosną skrzydła u ramion
                                                         Rosną przepastne błękity
                                                         Życie pełne olśnień zachwytów
                                                         Tyś wędrówką najwytrwalszą ku szczytom

                                                         Góry tu wszystko jest święte
                                                         Tu wspinaczki nasze wniebowzięte
                                                         W górach rosła Światowida twarz
                                                         Od ogniska bije jeszcze baśni blask
Bandyta                                              Baranek
Nie chciałem śpiewać ani pić.                        Ach Ci ludzie, to brudne świnie                       A
I bez niej nie umiałem żyć.                          Co napletli o mojej dziewczynie                       d
To była miłość. Szczenięca miłość.                   Jakieś bzdury o jej nałogach                          A
A jeden z tych, co mieli ją,                         To po prostu litość i trwoga                          d
Powiedział: - Pędź, gówniarzu, won!                  Tak to bywa gdy ktoś zazdrości                        D
Aż mnie zmroziło.                                    Kiedy brak mu własnej miłości                         g
                                                     Plotki płodzi, mnie nie zaszkodzi żadne obce zło     Ad
A jeden z tych, co mieli ją,                         Na mój sposób widzieć ją                             Ad
Ubliżał mi, wyzywał, klął.
Ja się w ten układ wpychać nie chciałem,                 Na głowie kwietny ma wianek                      Ad
Lecz kiedy miałem spadać już                             W ręku zielony badylek                           Ad
Ona rzuciła krótko: - Tchórz!                            A przed nią bieży baranek                        gD
Więc z nią zostałem.                                     A nad nią lata motylek                           Ad
A jeden z tych... Co niech go szlag!
Podskoczył do mnie krzycząc tak:                     Krzywdę robią mojej panience
Chodź na solówkę, nie masz wyboru!                   Opluć chcą ją podli zboczeńcy
Wychodzę. Ma być sam na sam.                         Utopić chcą ją w morzu zawiści
Honor to święta rzecz, a tam. ośmiu bandziorów       Paranoicy, podli sadyści
Obcy mi cykor, bliski gniew.                         Utaplani w brudnej rozpuście
Nie mdlałem nigdy widząc krew.                       A na gębach fałszywy uśmiech
Nóż mieć w kieszeni zawsze wypada.                   Byle zagnać do swego bagna, ale wara wam
Trudno przewidzieć własny los,                       Ja ją przecież lepiej znam
Lecz pierwszy możesz zadać cios!
Lecz pierwszy możesz zadać cios - to jest zasada..
                                                     Znów widzieli ją z jakimś chłopem
Gdy zazgrzytała stal o kość,                         Znów wyjechała do St. Tropez
Myślałem: Będą mieli dość!                           Znów męczyła się, Boże drogi
Mogłem się cofnąć, lecz mi odbiło!
Źle, gdy się człowiek głupio rwie,
                                                     Znów na jachtach myła podłogi
Paru od tyłu zaszło mnie!                            Tylko czemu ręce ma białe
Paru od tyłu zaszło mnie, za późno było!             Chciałem zapytać, zapomniałem
                                                     Ciało kłoniąc skinęła dłonią wsparła skroń o skroń
Pan prokurator z ran mych drwi.
Zamknęły się więzienia drzwi.
                                                     Znów zapadłem w nią jak w toń
Tam - w lazarecie - dogorywałem.
Felczer na żywo rany szył                            Ech, dziewczyna pięknie się stara
I mówił: Będziesz, brachu, żył!                      Kosi pieniądz, ma jaguara
I mówił: Będziesz, brachu, żył! A ja żyć chciałem!   Trudno pracę z miłością zgodzić
Odsiedzę, co odsiedzieć mam.                         Rzadziej może do mnie przychodzić
Ona nie przyjdzie, głowę dam!                        Tylko pyta kryjąc rumieniec
Ja jej nie winię. Wcale nie winię.                   Czemu patrzę jak potępieniec
Żyje pod konstelacją złą,                            Czemu zgrzytam, kiedy się pyta czy ma ładny biust
Lecz jeden z tych, co mieli ją...
Lecz jeden z tych, co mieli ją, na pewno zginie!
                                                     Czemu toczę pianę z ust
(Bardzo) smutna piosenka retro                      Baśka

Lato było jakież szare,                     C G7    GaCGGaCG
I słowikom brakło tchu.                     C G7
Smutnych wierszy parę,                       E7 a   Baska miała fajny biust, Ania styl, a Zośka cos, co lubię. G a C G
Ktoś napisał znów.                          D G7    Ela całowała cudnie, nawet tuż po swoim ślubie.            GaCG
Smutnych wierszy nigdy dosyć,                       Z Kaśka można było konie kraść, chociaż wiem,                GaC
I zranionych ciężko serc,                           Że chciała przeżyć ze mną swój pierwszy raz,                     G
Nieprzespanych nocy,                                Magda zło, Jolka mnie, Zagłaskałaby na śmierć,                 Ga
Które trawi lęk.                                    A Agnieszka zdradzała mnie.                                    CG

  Kap, kap, płyną łzy.                     C G7       Piękne jak okręt, pod pełnymi żaglami,                  CGae
  W łez kałużach ja i ty.                  C G7       Jak konie w galopie, jak niebo nad nami.                CGae
  Wypłakane oczy i przekwitłe bzy.      CAdGCG
  Płacze z nami deszcz,                             Karolina w Hollywood, z Aśką nigdy nie było tak samo,
  I fontanna szlocha tez,                           Ewelina zimna jak lód, wiec na noc umówiłem się z Alą
  Trochę zadziwiona skąd ma tyle łez.               Wszystko mógłbym Izie dać, Tak jak Oli,
                                                    ale one wcale nie chciały brać
Nad dachami muza leci,                              Małgorzata jeden grzech, aż onieśmielała mnie,
Muza czyli weny znak.                               A Monika była okay
Czemuż wam poeci
Miodu w sercach brak.
Muza ma sukienkę krotka,
Muza skrzydła ma u rak.
Lecz wam ciągle smutno,
A mnie boli ząb.
Bez słów                                                    Biały miś

Chodzą ulicami ludzie                                GD     Hej dziewczyno o… spójrz na misia a…            ad
Maj przechodzą lipiec grudzień                        eh    On przypomni, przypomni chłopca ci            FGaE
Zagubieni wśród ulic bram                           CGD     Nieszczęśliwego o… białego misia a…
Przemarznięte grzeją dłonie                                 Który w oczach ma tylko szare łzy.
Dokądś pędza za czymś gonią
I budują wciąż domki z kart                                 Biały miś, biały miś, dla dziewczyny               Cd
                                                            Którą kocham i będę kochał wciąż                  FGa
  A tam w mech odziany kamień                        CG     Lecz dziewczyna, lecz dziewczyna jest już z innym
  Tam zaduma w wiatru graniu                         CG     A ja kocham i będę kochał wciąż
  Tam powietrze ma inny smak                        CGD
  Porzuć kroków rytm na bruku                               Płynie czas, płynie czas, jak ta rzeka
  Spróbuj – znajdziesz jeśli szukać                         I nie wrócą, nie wrócą tamte dni
  Zechcesz nowy świat własny świat                          W moim sercu, w moim sercu, jest dziś rana
                                                            Którą zatrzeć możesz tylko ty!
Płyną ludzie miastem szarzy pozbawieni złudzeń, marzeń
Omijają wciąż główny nurt
Kryją się w swych norach krecich i śnic nawet o karecie
Co lśni złotem nie potrafią już

Żyją ludzie asfalt depczą nikt nie krzyknie każdy szepcze
Drzwi zamknięte zaklepany krąg
Tylko czasem kropla z oczu po policzku w dół się stoczy
I to dziwne drżenie rąk
Bieszczady                                                  Bieszczadzkie anioły
                                                            Anioły są takie ciche,            a
Tu w dolinach wstaje mgłą wilgotny dzień.             ea
                                                            Zwłaszcza te w Bieszczadach       G
Szczyty ogniem płoną, stoki kryje cień.          D7 G H7    Gdy spotkasz takiego w górach     a
Mokre rosą trawy wypatrują dnia,                            Wiele z nim nie pogadasz          e
ciepła, które pierwszy słońca promień da.                   Najwyżej na ucho ci powie       CG
                                                            Gdy będzie w dobrym humorze      CF
   Cicho potok gada, gwarzy pośród skał           GCDG      Że skrzydła nosi w plecaku      CG
   o tym deszczu co z chmury trochę wody dał   G C D G D7   Nawet przy dobrej pogodzie      aea
   Świerki zapatrzone w horyzontu kres,                     Anioły są całe zielone,
   głowy pragną wysoko, jak najwyżej wznieść                Zwłaszcza te w Bieszczadach
                                                            Łatwo w trawie się kryją
Tęczą kwiatów barwny połoniny łan,                          I w opuszczonych sadach
słońcem wypełniony jagodowy dzban.                          W zielone grają ukradkiem
                                                            Nawet karty mają zielone
Pachnie świeżym sianem pokos pysznych traw,
                                                            Zielone mają pojęcie
owiec dzwoneczkami cisza niebu gra                          A nawet zielony kielonek

Serenadą świerszczy, kaskadami gwiazd                          Anioły bieszczadzkie         CG
noc w zadumie kroczy mroku ścieląc płaszcz.                    Bieszczadzkie anioły          a
Wielkim Wozem księżyc rusza na swój szlak,                     Dużo w was radości            C
                                                               I dobrej pogody              Ga
pozłocistym sierpem gasi lampy dnia.                           Bieszczadzkie anioły
                                                               Anioły bieszczadzkie
                                                               Gdy skrzydłem cię dotkną
                                                               Już jesteś ich bratem

                                                            Anioły są całkiem samotne
                                                            Zwłaszcza te w Bieszczadach
                                                            W kapliczkach zimą drzemią
                                                            Choć może im nie wypada
                                                            Czasem taki anioł samotny
                                                            Zapomni dokąd ma lecieć
                                                            I wtedy całe Bieszczady
                                                            Mają szaloną uciechę

                                                            Anioły są wiecznie ulotne
                                                            Zwłaszcza te w Bieszczadach
                                                            Nas też czasami nosi
                                                            Po ich anielskich śladach
                                                            One nam przyzwalają
                                                            I skrzydłem wskazują drogę
                                                            I wtedy w nas się zapala
                                                            Wieczny bieszczadzki ogień
Bieszczadzkie reggae                          Blues dla Małej

Porannej mgły snuje się dym            dCdC   Wystukaj po torach do mnie list          C h7-5
Jutrzenki blask na stokach gór         dCdC   Wtedy naprawdę nie wyjedziesz cała          aG
Nowy dzień budzi się, budzi się        FCdC   Niech będzie w nim lokomotywy gwizd         FC
Melodię dnia już rosa gra              dCdC   Tylko to zrób jeszcze dla mnie - Mała   h7-5 E a

   Reggae, bieszczadzkie reggae        dCdC   Wystukaj po torach do mnie list
   Słońcem pachnące, ma jagód smak.           Choćby w alfabecie Morse'a
   Reggae, bieszczadzkie reggae               Moja ulica jeszcze twardo śpi
   Jak potok rwący przed siebie gna.          Jeśli tak chcesz w liście zostań

Połonin czar ma taką moc                      A mogliśmy - Mała - razem łąką iść          h7-5
Że gdy je ujrzysz pierwszy raz                Świt witać po kolana w rosie                  a
Wrócić chcesz znów za rok                     A mogliśmy - Mała - razem piwo pić            G
Z poranną rosą czekać dnia.                   Dom nasz zamienić na sto pociech              E

                                              A mogliśmy - Mała - konie kraść               F
                                              Z niebieskiego boskiego pastwiska             C
                                              A mogliśmy - Mała - w środku lata           h7-5
                                              Zbudować słoneczną przystań                 Ea

                                              Napisz od serca do mnie list
                                              I zamieszkaj w tym liście cała
                                              Niech śmiechu dużo będzie w nim
                                              Obiecaj mi to dzisiaj - Mała

                                              Napisz od serca do mnie list
                                              Lecz - proszę - nie wysyłaj go nigdy
                                              W szufladzie zamknij go na klucz
                                              Niech czeka wciąż lepszych dni
Bolero                                                    Bukowina I

W małym miasteczku, gdzieś na krańcach Hiszpanii     AG   W Bukowinie góry w niebie postrzępionym          d7 e7 a7
Stary krawiec Amigo szył bolero najtaniej            FE   W Bukowinie rosną skrzydła świętym bukom    C7+ G C7+ a7
Pan był bogaty czy biedny, pan był biedny czy cieć   AG   Minął dzień wiatrem z hal rozdzwoniony           d7 e7 a7
Każdy takie bolero chciał mieć                       FE   I nie mogę znaleźć Bukowiny
                                                          I nie mogę znaleźć
  Bo to bolero                                        A   Chociaż gwiazdy mnie prowadza ciągle szukam   d7 a7 e7 a7
  Dla bogatych Kawaleros                              G
  W tym bolero będziesz senior                       FE   W Bukowinie zarośnięte echem lasy
  Prezentował się jak struś                          FE   W Bukowinie liść zieleni się i złoci
  Na bolero, Kawaleros ty się skuś!                  FE   Śpiewa czasem baniom ciemnym basem
                                                          I nie mogę znaleźć Bukowiny
Na korridę gdy wyjdziesz w swe bolero okryty              I nie mogę znaleźć
Mocniej serce zabije, serce twej seniority                Choć już szukam godzin krocie i dni krocie
A gdy ona zemdlona na twe łono bez sił
Padnie szepcąc Amigo, kto to szył?                        W Bukowinie deszczem z chmur opada
                                                          Okrzyk ptasi zawieszony w niebie
Jakie chcesz pan bolero: białe, czarne, różowe            Nocka gwiezdna gadkę górom gada
Zapinane od tyłu czy wkładane przez głowę                 I nie mogę znaleźć Bukowiny
Stary krawiec Amigo naszej drużynie kochanej              I nie mogę znaleźć
Może uszyć bolero najtaniej                               Choć mnie wola Bukowina wciąż do siebie
Bukowina II                                                    Całuj mnie

Dość wytoczyli bań próżnych przed domy kalecy     CdFC         DAhGADAhGA
Żyją jak żyli – bezwolni, głusi i ślepi           CdFC         Kupiłem sobie „dżiny”, buty, czapkę i pas.
Nie współczuj – szkoda łez i żalu                   dGe        Opuszczam Amerykę, byłem tam pięć lat,
Bezbarwni są, bo chcą być szarzy                dGCea          Lecz tęsknię już tak bardzo, że nie mogę spać, nie mogę jeść.
Ty wyżej, wyżej bądź i dalej                  e F Fis G C      Marzeniem moim twarz zobaczyć twoją jest.
Niż ci co się wyzbyli marzeń                        dGC        Wiozę torby z darami w aucie z alufelgami,
                                                               Portfel cały wypchany dolarami, a ty...
   Niechaj zalśni Bukowina w barwie malin                CFG
   Niechaj zabrzmi Bukowina w wiatru szumie              CFG   DAhGADAhGA
   Dzień minął, dzień minął – nadszedł wieczór           CdC   A ty całuj mnie, to taka piękna gra!
   Świece gwiazd zapalił                                  FC   Całuj mnie, ja ci to wszystko dam!
   Siadł przy ogniu, pieśń posłyszał i umilkł.          CdFC
                                                               Podjadę pod okienko twe, zastukam co sił.
Po dniach zgiełkliwych, po nocach wyłożonych brukiem           Nie będę stukał, bo szybę bym zbił,
W zastygłym szkliwie gwiazd neonowych trudno szukać            A ty mi zaraz otworzysz, jestem bogaty więc możesz,
Tego, co tylko zielonością                                     Twój ojciec, co w polu orze, nie będzie mnie bił.
Na palcach zaplecionych drzemią                                Dam ci torby z darami, auto z alufelgami,
Rozewrzyj dłonie mocniej, mocniej                              Portfel cały wypchany dolarami, a ty...
Za kark chwyć słonce, sięgnij w niebo
                                                               GEGA
Odnaleźć musisz – gdzie góry chmurom dłoń podają               Dam ci torby z darami, auto z alufelgami,
Gdzie deszcz i susze, gdzie lipce, październiki, maje          Portfel cały wypchany dolarami
Staja się rokiem, węzłem życia
Twój dom bukowy zawieszony
U nieba pnia, kropla żywicy
Błękitny, zloty i zielony
Chłopaki nie płaczą                                  Chodź pomaluj mój świat

Mówisz, życie jak cukierek                      Dh   Piszesz mi w liście, że kiedy pada     ad
Gorzkie jest czasami                          DhA    Kiedy nasturcje na deszczu mokną.      Ga
Mówisz panna zostawiła                          Dh   Siadasz przy stole, wyjmujesz farby    CG
Kumple dawno cię olali                         Dha   I kolorowe otwierasz okno.            dEa
Ale nie bój nic – minie jakiś czas           BACH
Poczuj chłodny świt, wszystko przejdzie ci   GAGA    Trawy i drzewa są takie szare,        Cd
                                                     Barwę popiołu przybrały nieba.        FC
   U–u–u chłopaki                              DG    W ciszy tak smutno szepcze zegarek    Cd
   U–u–u nie płaczą                            DG    O czasie, co mi go nie potrzeba.      FG
   U–u–u chłopaki                              eA
   U–u–u nie płaczą                            eA       Więc chodź, pomaluj mój świat      Cd
   Nie nie nie nie nie nie                   hBDA       Na żółto i na niebiesko.           FC
                                                        Niech na niebie stanie tęcza       Cd
Nie masz kaski – odpuść sobie                           Malowana twoją kredką.             FG
Jutro przecież tez jest dzień                           Więc chodź pomaluj mi życie,
Może kiedyś ci pomogę                                   Niech świat mój się zarumieni,
Może ty nie wystawisz mnie                              Niech mi zalśni w pełnym słońcu
Ale nie bój nic – minie jakiś czas                      Kolorami całej Ziemi.
Poczuj chłodny świt, wszystko przejdzie ci
                                                     Za siódmą górą, za siódmą rzeką
                                                     Moje sny zamieniasz na pejzaże
                                                     Niebem się wlecze wyblakłe słońce
                                                     Oświetla ludzkie, wyblakłe twarze.
Chory na wyobraźnię                                    Chrystus bieszczadzki

                                                aGFG   Siedzisz na swym pniaczku jak bieszczadzki gazda          hA
Dawno w mieście drwił z niego każdy,              ad   Błogosławisz ptakom wracającym do gniazda                GDA
pośmiewiskiem był ludziom na co dzień             ad   Tym, co przyszli do Ciebie bo z serca chcieli             hA
Ot - wariat, chory na wyobraźnię,               FCFC   I tym co wśród pożogi odejść stąd musieli                 GA
wiecznie w drodze spóźniony przechodzień          dE
                                                          Wskaż nam Panie drogę po Bieszczadzkich szlakach   D – D/h/A
Dokąd idziesz? Pytali go bliscy,                          Zagubionym – bądź echem w strumieniach i ptakach   G – G/A/D
Z tego bracie to trzeba się leczyć                        I światłem w ciemności, jak twój księżyc blady     D – D/h/A
A on brał tekturową walizkę                               Gdzie umilkły cerkwie i zdziczały sady             G – G/A/D
i wychodził swym obrazom naprzeciw mówiąc
                                                       Zieleń skryła blizny – zostały wspomnienia
   Idę tam, gdzie bezmiar błękitów,             CGda   W sercach został smak tamtego cierpienia
   Światłocienie cyprysów przy drodze           CGda   Znad tych samych ognisk inne pieśni płyną
   Feerią barw każdy ranek rozkwita             FCFC   Gnane ciepłym wiatrem do wzgórz nad Soliną
   Chociaż wiem, że do celu nie dojdę             dE
                                                       Tym, co zeszli ze szlaku by prawem zwyczaju               cis H
Gdy malował świat milkł jak zaklęty                    Podziękować Tobie za przedsionek raju                     AEH
kurczył się w skrawek płótna na ramach                 Za ptasie koncerty o porannym brzasku                     cis H
A on pieścił je jak pierś kobiety                      I za lipcowe noce przy księżyca blasku                     AH
W siedmiobarwnych tęcz kreskach i plamach
Kiedy skończył wpatrywał się w ciszy                   Wskaż nam Panie drogę po Bieszczadzkich szlakach      E– E/cis/H
by natchnieniem nasycić snów duszę                     Zagubionym – bądź echem w strumieniach i ptakach      A – A/H/E
A gdy już dał się marszandom wykpić                    I światłem w ciemności, jak twój księżyc blady
Pił noc całą, by z brzaskiem wyruszyć mówiąc:          Gdzie umilkły cerkwie i zdziczały sady
Ciągle pada                                                           Corazón espinado

Ciągle pada. Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby     A fis   !!Vámonos!!
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej                          fis D
Żeby przejrzeć się w zmarszczonej deszczem wodzie             D E7    Esa mujer me está matando,
A ja? A ja chodzę desperacko i na przekór wszystkim moknę     A fis   me ha espinado el corazón,
Patrzę w niebo chwytam w usta deszczu krople                  fis D   por más que trato de olvidarla
Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie. To nic.          D E7    mi alma no da razón.
Ciągle pada. Ludzie biegną bo się bardzo boją deszczu         fis D   Mi corazón aplastado,
Stają w bramie ledwo się w tej bramie mieszcząc                DH     dolido y abandonado
Ludzie skaczą przez kałuże na swej drodze                      HE     !A ver! !A ver! Tú sabes, dime mi amor
A ja? A ja chodzę nie przejmując się ulewa ani spiesząc       fis D
                                                                      ?Cuánto amor y qué dolor nos quedó?
Czując jak mi krople deszczu usta pieszczą                    D H7
Ze złożonym parasolem idę pieszo. O tak.                      H7 E
                                                                         Aah aah !ay! Corazón espinado.
Ciągle pada. Alejkami już strumienie wody płyną                          !Cómo duele, me duele mamá!
Jakaś para się okryła peleryną                                           Aah aah !ay! Cómo me duele el amor.
Przyglądając się jak mokną bzy w ogrodzie
A ja? A ja chodzę w strugach wody ale z czołem podniesionym           Cómo duele, cómo duele el corazón
Żadna siła mnie nie zmusza i nie goni                                 cuando uno es bien entregado,
Idę niby zwiastun burzy z kwiatem w dłoni. O tak!                     pero no olvides mujer, que algún día dirás
                                                                      !Ay! !ay! !ay! Cómo me duele el amor.
Ciągle pada. Nagle ogniem otworzyły się niebiosa
Potem zaczął deszcz ulewny siec z ukosa                                  Aah aah !ay! Corazón espinado.
Liście klonu się zatrzęsły w wielkiej trwodze                            !Cómo duele, me duele mamá!
A ja? A ja chodzę i nie straszna mi wichura ni ulewa                     Aah aah !ay! Cómo me duele el amor.
Ani piorun który trafił obok w drzewa
Słucham wiatru który wciąż inaczej śpiewa                                Aah aah !ay! Corazón espinado.
                                                                         Aah aah !ay! Cómo me duele el amor.

                                                                      !!Échale mi Carlitos!!

                                                                      Cómo me duele el olvido,
                                                                      cómo duele el corazón,
                                                                      cómo me duele estar vivo,
                                                                      sin tenerte a un lado amor.

                                                                      Corazón espinado. (4x)

                                                                      Corazón espinado. (4x)
Co Ty tutaj robisz                                                   Córka rybaka

I co ja robię tu, co ty tutaj robisz?                           CG                                                 CFCG
12 ciężkich szczerozłotych koron moją głowę zdobi.             FCG   Gdy księżyc świecił na niebie dla ciebie       CGC
Jest tyle różnych dróg, co ty tutaj robisz?                          Poczułem miłość co przyszła jak wiatr            G
Kolejny piękny marmurowy pomnik koło domu stoi.                      Me serce było w gorącej potrzebie                G
                                                                     Córką rybaka ty byłaś ja - góral z Tatr         CG
    Już każdy powiedział, to co wiedział,                       FG   Jelenie gdzieś nad jeziorem sennie ryczały     CGC
    Trzy razy wysłuchał dobrze mnie.                            FG   Ryby w jeziorze już poszły dawno spać            F
    Wszyscy zgadzają się ze sobą,                               Ce   Rzekłaś wtedy do mnie Mój Mały!                  C
    A będzie nadal tak jak jest.                                FG   Cóż ci mogę w te parną, mazurską noc dać       FGC
I co ja robię tu, co ty tutaj robisz?
                                                                        Córko rybaka, Mazura z Mazur                 CG
Są takie rzeczy, że nikt nie zaprzeczy, po co tu się głowić,
                                                                        Popatrz jaki na jeziorze wonny glazur         G
Z daleka słychać szum, co ty tutaj robisz?
                                                                        Daj mi swe usta, weź mnie w ramiona          FC
Dla wielkich oraz osłów, by się rzucić z mostu no i łowić.
                                                                        Niech się przekonam ile słodyczy             FG
I co ja robię tu, co ty tutaj robisz?                                   Jest w słowie Ilona                           C
Mieć te przestrzenie na jedno skinienie, wiele wynagrodzi,
Nie trzeba tęgich głów, co ty tutaj robisz?                          Lato minęło lecz uczucie ogniem płonie
Takie okazje, bale i lokale są bym się narodził.                     Choć odległość dziś tak wielka dzieli nas
                                                                     Ciągle czuję na mym ciele twoje dwie dłonie
                                                                     W uszach moich szumi woda, szemrze las
                                                                     Zakopane całe śniegiem zasypane
                                                                     A ty piszesz: na jeziorze gruba kra
                                                                     Przesyłasz całuski i dwie rybie łuski
                                                                     Zima minie, lato złączy serca dwa
Czasem nagle smutniejesz              Czarny blues o czwartej nad ranem

Czasem nagle smutniejesz       dBC      Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie            A cis
To jakby dnia ubywa            AgA      Może mnie odwiedzisz                              DA
I nie wiem jak ci pomóc         Bg                                                        E fis
Więc tylko proszę wybacz       A A7                                                    DEA
                                      Czemu cię nie ma na odległość ręki?                 AE
Czasem łzy w twoich oczach        d   Czemu mówimy do siebie listami?                   fis cis
Na krótką chwilę zagoszczą        B   Gdy ci to śpiewam – u mnie pełnia lata              DA
I nie wiem czy coś mówić          g   Gdy to usłyszysz – będzie środek zimy            DEA
I nawet nie wiem po co         A A7   Czemu się budzę o czwartej nad ranem                AE
                                      I włosy twoje próbuję ugłaskać                    fis cis
Puszczam więc wtedy latawce           Lecz nigdzie nie ma twoich włosów                   DA
Ze śmiechu mego śmieszne              Jest tylko blada nocna lampka, łysa śpiewaczka   D E fis
I znowu dnia przybywa                 Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem               AE
Powietrze staje się lżejsze           Tak cicho, by nie zbudzić sąsiadów                fis cis
                                      Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie                DA
I lżejsza staje się wędrówka          Myślałby kto, że rodem z Manhattanu              DEA
Z plecakiem coraz cięższym
Nad domem przysiadła tęcza            Herbata czarna myśli rozjaśnia
Na nieba niebieskiej gałęzi           A list twój sam się czyta
                                      Że można go śpiewać za oknem mruczą bluesa
                                      Topole z Krupniczej
                                      I jeszcze strażak wszedł na solo
                                      Ten z Mariackiej Wieży
                                      Jego trąbka jak księżyc biegnie nad topolą
                                      Nigdzie się jej nie spieszy

                                        Już piąta, może sen przyjdzie
                                        Może mnie odwiedzisz
Czerwony jak cegła                                         Człowiek z liściem

Nie wiem jak mam to zrobić                           EA    G F C F C /x2 C E7
Ona zawstydza mnie                                   EH    Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie        ae
Strach ma tak wielkie oczy                           EA    Nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie           GD
Wokół ciemno jest                                    EH    Tylko się każdy gapi, tylko się każdy gapi i nic   FGCFC
Czuje się jak Beniamin                               EA    Siedzi w autobusie człowiek z liściem na głowie
I udaję, że śpię                                     EH    O liściu w swych rzadkich włosach nieprędko się dowie
Może walnę kilka drinków                             EA    Tylko się w okno gapi, tylko się w okno gapi i nic
Może nakręcą mnie                                    HE
Nakręcą mnie                                      A E H7      Uważaj to nie chmury, to Pałac Kultury           dGCFC
                                                              Liście lecą z drzew, liście lecą z drzew        GFCFCE
Nie wiem jak mam to zrobić
By mężczyzną się stać                                      I tak siedzi w autobusie człowiek z liściem na głowie
I nie wypaść ze swej roli                                  Nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie
Tego co pierwszy raz                                       Tylko się każdy gapi, tylko się każdy gapi i nic
Gładzę czule jej ciało
Skradam się do jej ust                                     Wsiadł drugi podobny nad człowiekiem się zlitował
Wiem, że to jeszcze za mało                                Tamten się pogłaskał w główkę liścia sobie schował
Aby ciebie mieć                                            Bo ja, mówi jestem z lasu, bo ja, mówi jestem z lasu i już
Aby mieć

   Czerwony jak cegła                                 A
   Rozgrzany jak piec                                 A
   Muszę mieć, muszę ją mieć                          E
   Nie, nie mogę odejść                              H7
   Gdy kusi mnie grzech                               A
   Muszę mieć, muszę ją mieć                          E

H7
Nie wiem jak to się stało
Ona chyba już śpi
Leżę obok pełen wstydu
Krótki to był zryw
Będzie lepiej, gdy pójdę
Nie chcę patrzeć jej w twarz
Może kiedyś da mi szansę
Spróbować jeszcze raz, jeszcze jeden, jeden raz
Cztery piwka                                                                       Czy te oczy mogą kłamać
Ze Świnoujścia do Walvis Bay                                        a
Droga nie była krótka,                                                             a E //x4
A po dwóch dobach, albo mniej,                                                     A gdy się zejdą, raz i drugi,                              da
Już się skończyła wódka.                                                           Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach,          Ea
"Do brydża!" – krzyknął Siwy Flaka                                                 Bardzo się męczą, męczą przez czas długi,                  da
I z miejsca rzekł – "Dwa piki",
A ochmistrz w "telewizor" wlał
                                                                                   Co zrobić, co zrobić z tą miłością?                        Ea
Nie byle jakie siki.                                            E7 a
                                                                                   On już je zna, już zna te dziewczyny,                      da
    Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,                   AD                 Z poszarpanymi nerwami, co wracają nad ranem nie same, d a a d
    Jakąś Damę roześmianą Król przytuli wnet.                  E7 A
    Gdzieś między palcami sennie płynie czas.                  A7 D
                                                                                   On już słyszał o życiu złamanym.                           Ea
    „Czwarta ręka, Króla bije As...”                            E7 a
                                                                                   Ona już wie, już zna tę historię,                          da
A w karcie tylko jeden As                                                          Że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią,          d
I nic poza tym nie ma,
Ale nie powiem przecie – „Pas”,
                                                                                   Ona na pamięć to umie.                                     Ea
Może zagrają szlema?
„Kontra” – mu rzekłem, taki bluff,                                                 A gdy przyjdzie zapomnieć i w pamięci to zatrzeć?          da
By nieco spuścił z tonu,                                                           Lepiej milczeć przytomnie i patrzeć.                       Ea
A Fred mu na to – „Cztery trefl!”
Przywalił bez pardonu.
                                                                                      Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie!                        d
A „mój” w dwa palce obtarł nos,                                                       Czy ja mógłbym serce złamać? I te pe...                    a
To znaczy: nie ma nic...                                                              Kiedyś to zrozumiesz sama… To był błąd!                   E
I wtedy Flak, podnosząc głos,                                                         Czy te oczy mogą kłamać? Ależ skąd!                    a E/a
Powiedział – „Cztery pik!”
I kiedy jeszcze cztery Króle
                                                                                      a E //x4
Pokazał mu jak trza,
To Fred, z renonsem – „Siedem pik” –                                               A gdy się czasem w życiu uda
Powiedział – „Niech gra Flak!”                                                     Kobiecie z przeszłością, mężczyźnie po przejściach,
A ja mu – „Kontra”, on mi – „Re”,                Już nie pamiętam, ile dni
                                                                                   Kąt wynajdują gdzieś u ludzi
Ja czuję pełen luz,                               W miesiące złożył czas.          I łapią, i łapią trochę szczęścia.
Bo widzę w moich kartach, że                     Morszczuki dosyć dobrze szły
Jest atutowy tuz.                                 I grało się nie raz              On zapomina na rok te dziewczyny
Więc strzelam! Kiedy karty Fred                  Lecz nigdy więcej Siwy Flak,      Z bardzo długimi nogami, co wracają nad ranem nie same.
Wyłożył mu na blat,                               Klnę na jumprowe wszy,
To każdy mógł zobaczyć, jak                      Choćbyś go prosił tak, czy siak
                                                                                   Woli ciszę z radzieckim szampanem.
Siwego Flaka trafia szlag.                        Nie zasiadł już do gry!
                                                                                   Ona już ma, już ma taką pewność,
    W popielniczkę pet, cztery piwka na stół                                       O którą wszystkim wam chodzi, zasypia bez żadnych proszków,
    Już tej Damy roześmianej nie przytuli Król
    Gdzieś nam się zapodział atutowy As,
                                                                                   Wino w lodówce się chłodzi.
    Tego Szlema z nami wygrał czas
                                                                                   A gdy przyjdzie zapomnieć i w pamięci to zatrzeć?
                                                                                   Lepiej milczeć przytomnie i patrzeć.
Dla ciebie                                                  Długość dźwięku samotności

Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko                   Ge        I nawet, kiedy będę sam             Fd
Co zechcesz powiedz tylko                            eC        Nie zmienię sie, to nie mój świat   aG
Bo naprawdę na dużo mnie stać.                       aG        Przede mną droga, którą znam
Dla ciebie mógłbym wszystko zmienić,                           Którą ja wybrałem sam
Mógłbym nawet uwierzyć,
Bo naprawdę na dużo mnie stać.                                 Tak, zawsze genialny                BF
                                                               Idealny musze być                   dC
Dla ciebie zrywam polne kwiaty                                 I musze chcieć, super luz i juz
wybieram te najrzadsze                                         Setki bzdur i juz, to nie ja
Naprawdę na dużo mnie stać
Najchętniej zamknąłbym cię w klatce                         Wiesz, lubię wieczory
Bo kocham na Ciebie patrzeć                                 Lubię sie schować na jakiś czas
Naprawdę na dużo mnie stać                                  I jakoś tak, nienaturalnie
                                                            Trochę przesadnie, pobyć sam
   To wszystko czego chcę                          DCD      Wejść na drzewo i patrzeć w niebo
   To wszystko czego mi brak                         CD     Tak zwyczajnie, tylko ze
   To wszystko czego ja                              Ce     Tutaj też wiem kolejny raz
   Nigdy nie będę miał                                ea    Nie mam szans być kim chcę
   Otwórz oczy zobacz sam                        F7+ C G
   Przed nami mgła.                                GDa      Noc, a nocą gdy nie śpię
                                                            Wychodzę choć nie chce spojrzeć na
Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko                          Chemiczny świat, pachnący szarością
Co zechcesz powiedz tylko                                   Z papieru miłością, gdzie ty i ja
Naprawdę na dużo mnie stać                                  I jeszcze ktoś, nie wiem kto
Przez Ciebie wpadłem w głęboką depresję                     Chciałby tak przez kilka lat
Już teraz nie wiem kim jestem                               Zbyt zachłannie i trochę przesadnie
Bo naprawdę na dużo mnie stać.                              Pobyć chwile sam, chyba go znam

Zamykam oczy nie chcę widzieć nie chcę czuć
Czy to koniec już? To koniec już...           F7+ C G D a
Dni których jeszcze nie znamy                                 Do kołyski

Tyle było dni do utraty sił                        aCGC       Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi             hAhGe
Do utraty tchu tyle było chwil                     daCG       Bo nie jesteś sam                                        Ah
Gdy żałujesz tych, z których nie masz nic                     Śpij, nocą śnij
Jedno warto znać, jedno tylko wiedz, że                       Niech zły sen cię nigdy więcej nie obudzi,           h G h Fis e
                                                              Teraz śpij                                                  Ah
   Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy   dGCFG
   Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy       Niech dobry Bóg zawsze cię za rękę trzyma
                                                              Kiedy ciemny wiatr porywa spokój,
Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad                         Siejąc smutek i zwątpienie
Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł                         Pamiętaj, że
Choć majątek prysł, on nie stoczył się
Wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie, że                     Jak na deszczu łza,                         heAGeAheA
                                                              cały ten świat nie znaczy nic, o nic
Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?         aeCG      Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?        aeCG      Najlepszą z twoich chwil
Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję?               daFC
Odpowiedzi szukaj czasu jest tak wiele.             aeCG      Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia,
                                                              Żeby umieć żyć
                                                              Bez znieczulenia, bez niepotrzebnych niespełnienia
                                                              myśli złych

                                                              Jak na deszczu łza,
                                                              cały ten świat nie znaczy nic, o nic
                                                              Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
                                                              Najlepszą z twoich chwil

                                                              Jak na deszczu łza,
                                                              cały ten świat nie znaczy nic, o nic
                                                              Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
                                                              Najlepszą z twoich chwil
Dobranoc                                                    Dom (marzenie o…)

Dobranoc!                                           CC CC   Odpłyniemy – nie będzie nas obchodził świat             DGDG
Niech ci się przyśni drzewo wiśni.      FF GG aa aa FF GG   Nie odbierze skrzydeł nam                                DGA
A rano                                              CC CC   Odejdziemy tam gdzie nikt nie będzie mógł nas znać      DGDG
niech diabeł spadnie z fortepianu       FF GG aa aa FF GG   Smutek niech zostanie sam                                 GA
i niech powie                                     FF FF G
ci „na zdrowie!”                                            Ukryjemy bicie serca w ciszy prostych słów                   fc
i że ciągle śnię...                               FF FF G   Sama śmierć trop zgubi w nich                                fc
że ciągle śnie o Tobie.                     CC CC FF GG     Żyć będziemy gdzieś gdzie nic nam nie przeszkodzi żyć      Gga
Ciągle śnię o Tobie               aa aa FF GG aa aa FF GG   – we śnie                                                   BA
                                                            Nawet zimy krótkie dni
Kiedy we śnie                                      FF FF
jem czereśnie,                                   GG GG      Ref: Zbudujemy dom                                   h7 h7 C7 C7
kiedy we śnie jem...                        aa aa FF GG     a w nim będziemy pleść marzeń nić                        h7 C7 A
Kiedy we śnie                                      FF FF    Przez okno puszczać ją na wiatr                              eD
jem czereśnie,                                   GG GG      Chwytać szczęście                                    h7 h7 C7 C7
kiedy we śnie jem...                              aa aa F   – nałapiemy szczęścia pełną garść                        h7 C7 A
Wtedy słyszę twe „Dobranoc                                  Wystarczy tyle żeby trwać
niech ci się przyśni drzewo wiśni.”                         By po prostu być
A rano
niech wazon spadnie z fortepianu                            Odnajdziemy zgubiony wspólnych nocy sens
i nie mówi nic                                              Aż po świt co zaprze dech
tylko słucha, jaka…                                         Odszukamy – otrząśniemy z kurzu oczu blask – ten sam
jaka ta porcelana krucha,                                   Będzie stać nas znów na śmiech
jaka ona krucha,
jaka ta porcelana krucha.                                   Przetrzymamy obcych spojrzeń lodowaty deszcz
                                                            Sami ogrzejemy się
Kiedy we śnie                                               I przetrwamy – a gdy nam zabraknie kiedyś sił by śnić
jem czereśnie,                                              Rozpłyniemy się we mgle
kiedy we śnie jem...
Kiedy we śnie
jem czereśnie,
kiedy we śnie jem...

Twój diabeł mówi mi „dobranoc”
Dobranoc!
Dobranoc!
Dobranoc!
Drogi lesie                                          Dym z jałowca

Na polanie na śniadanie                    GGEGGE    Dym z jałowca łzy wyciska          Ca
Przyszły sobie dwie młode łanie            GGEGGE    Noc się coraz wyżej wznosi         dG
Jedna łania trochę większa                      D    Strumień srebrną falą błyska
A ta druga – ciut mniejsza                   CGGE    Czyjś głos w leśnej ciszy prosi

Drogi lesie, kręta drogo                        GD      Żeby była taka noc              Ca
I ty piękna górska wodo                         CD      Kiedy myśli mkną do Boga        dG
Jak daleko w kilometrach                                Żeby były takie dni
A jak blisko mego serca                                 Że się przy Nim ciągle jest
                                                        Żeby był przy tobie ktoś
Nad górami, nad lasami                                  Kogo nie zniechęci droga
Słońce bawi się w berka z chmurami                      Abyś plecak swoich win
Byle dalej od zachodu –                                 Stromą scieżką umiał nieść.
Jutro harce znów od wschodu
                                                     Tuż przed szczytem się zatrzymaj
Być człowiekiem – to pytanie                         Spójrz jak gwiazdy w dół spadają
Jakże czasem trudno odpowiedzieć sobie na nie        Spójrz jak drży kosodrzewina
Trzeba tylko więcej dawać, mniej zabierać            Góry z tobą zawołają
Więcej kochać
                                                     Ogrzej dłonie przy ognisku
                                                     Płomień twarz ci zarumieni
                                                     Usiądziemy przy nim blisko
                                                     Jedną myślą połączeni
Dzieci wybiegły                                        Dziękuję

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły                  da   Dziękuję Ci                                    a F G d E7
Zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki                 Za każdy uśmiech Twego serca
Chodnik zapluły, ludzi przepędziły                     Za to że jesteś przy mnie
Siedzą na ławeczkach i ryczą do siebie                 Gdy ja w oddali błądzę
                                                       Za górą, rzeką i doliną
   Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy
   Hej, hej, la, la, la, la, hej, hej, hej, hej        Jesteś jak
                                                       Nadzieja nigdy nie gasnąca
Tony papieru, tony analiz                              Ostatni promyk słońca
Genialne myśli, tłumy na sali                          Gdy noc pochłania jasność
Godziny modlitw, lata nauki                            Biegnę do Ciebie jak po tęczy
Przysięgi, plany, podpisy, druki
                                                          aFCG
Wzorce, przykłady, szlachetne zabiegi                     Przyjacielu mojej drogi krętej               a C d E7
Łańcuchy dłoni, zwarte szeregi                            Wędrowaniem złączone światy dwa
Warstwy tradycji, wieki kultury                           Przyjacielu mojej drogi krętej
Tydzień dobroci, ręce do góry                             Jeszcze nie jeden przejdziemy razem szlak

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły                       aGFE
Zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki                 Dziękuję Ci
Chodnik zapluły, ludzi przepędziły                     Za Twoje cierpliwe czekanie
Siedzą na ławeczkach i ryczą do siebie..               Za noce prześpiewane
                                                       I dźwięki wolnej ciszy
                                                       Przy jednym stole i herbacie

                                                       Szczęściem jest
                                                       Że można razem ruszyć w drogę
                                                       Cieszyć się obecnością
                                                       Odkrywać rzeczy nowe
                                                       Biegnę do Ciebie jak po tęczy
Dziś prawdziwych cyganów już nie ma                    Dżdżownica

Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma,          c G7 c       Nie umieraj, nie umieraj, nie umieraj, dżdżownico   CGaF
Bo czy warto po świecie się tłuc?        C7 f B7 Es        Nie umieraj, nie umieraj, nie umieraj, dżdżownico   CgaF
Pełna miska i radio „Poemat”              G7 c C7 f    Leci bocian ponad lasem CG
Zamiast płaczu, co zrywał się z płuc…     f c D7 G7    Wymachuje swym... ogonem aFG
                                                       Wymachuje swym ogonem CG
Dawne życie poszło w dal,                  C7 f C7 f   Pozdrawiając przy tym żonę aFg
Dziś na zimę ciepły szal.               B7 Es B7 Es
                                                       Tam na wierzy widać trupa
Tylko koni, tylko koni, tylko koni,         f6 c D7    Z okna mu wystaje... głowa
Tylko koni żal.                              D7 G7     Z okna mu wystaje głowa
                                                       A dokładnie jej połowa
Dawne życie poszło w dal,
Dziś pierogi, dzisiaj bal.                             Gdzieś w Wenecji na gondoli
                                                       Młoda para się... kołysze
Tylko koni, tylko koni, tylko koni,                    Młoda para się kołysze
Tylko koni żal.                                        Zakłócając przy tym ciszę

Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma,                   Na polanę wpadli zbóje
Cztery kąty i okna ze szkła.                           Po kolana mieli... miecze
                                                       Po kolana mieli miecze
Egzaminy i szkoła, i trema,                            Bo to było średniowiecze
I do taktu harmonia nam gra.
                                                       Przed bocianem leci mucha
Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma                    Zaraz bocian ją wy... przedzi
I do szczęścia niewiele już brak.                      Zaraz bocian ja wyprzedzi
                                                       Bo zlecieli się sąsiedzi
Pojaśniało to życie jak scena,
Tylko w butach przechadza sie ptak.                    Na kamieniu leży glizda
                                                       Mówi, że ja boli... głowa
                                                       Mówi, że ją boli głowa
                                                       Bo to strefa atomowa

                                                       Koloniści idą w grupie
                                                       Wychowawców mają... w domu
                                                       Wychowawców mają w domu
                                                       Niepotrzebni są nikomu

                                                       Maryś, Maryś, moja Maryś
                                                       Maryś nie zamiataj izby
                                                       Bo po izbie lata mucha
                                                       Ona wpadnie ci do ucha
Ela                                                       Every breath you take
                                                          Every breath you take    G9 G9 e9 e9
Byłaś naprawdę fajna dziewczyna                     Ce    And every move you make
I było nam razem naprawdę milo                     C7 a   Every bond you break, every step you take
Lecz tamten to chłopak był bombowy                  dF    I’ll be watching you     C9 D9 G9
Bo trafiał w dziesiątkę w strzelnicy sportowej    dFG
                                                          Every single day
                                                          And every word you say
Gdy rękę trzymałem na twoim kolanie                       Every game you play,
To miałem o tobie wysokie mniemanie                       Every night you stay
Lecz kiedy z nim w bramie piłaś wino                      I’ll be watching you
Cos we mnie drgnęło cos się zmieniło.                     Oh, can’t you see
                                                          You belong to me?
Och, Ela straciłaś przyjaciela                   FGCa     How my poor heart aches
Musisz się wreszcie nauczyć                        FG     With every step you take
Że miłości nie wolno odrzucić                      Ca     Every move you make
Że miłości nie wolno odrzucić                     FGC     Every vow you break
                                                          Every smile you fake,
Pytałem, błagałem, ty nic nie mówiłaś                     Every claim you stake
Nie byłaś juz dla mnie taka mila                          I’ll be watching you
Patrzyłaś tylko z niewinna mina                           Since you’ve gone I’ve been lost without a trace
I zrozumiałem, ze cos się skończyło                       I dream at night, I can only see your face
                                                          I look around, but it’s you I can’t replace
Aż wreszcie poszedłem po rozum do głowy                   I feel so cold, and I long for your embrace
                                                          I keep crying baby, baby please,
Kupiłem na targu nóż sprężynowy                           Oh, can’t you see
Po tamtym zostało tylko wspomnienie                       You belong to me?
Czarne lakierki, co jeszcze nie wiem.                     How my poor heart aches
                                                          With every step you take

                                                          Every move you make,
                                                          Every step you take
                                                          I’ll be watching you

                                                          Every bomb you make
                                                          Every job you take
                                                          Every heart you break,
                                                          Every Irish wake
                                                          I’ll be watching you

                                                          Every wall you build
                                                          Every one you’ve killed
                                                          Every grave you’ve filled,
                                                          All the blood you’ve spilled
                                                          I’ll be watching you
Gdybym miał gitarę                              Gdzie ta keja

Gdybym miał gitarę                          a   Gdyby tak ktoś przyszedł i zapytał:                      a
To bym na niej grał                    E a A7   Stary, czy masz czas?                                  Ga
Opowiedziałbym o tej miłości               da   Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz,             C G7 C
Którą przeżyłem sam                   E7 a A7   Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy,                 C7 F d
                                                Rejs na całość, rok, dwa lata, to powiedziałbym:    a E7 a
A wszystko te czarne oczy
Gdybym ja je miał                                  Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht,             E7 a
Za te czarne cudne oczęta                          Gdzie ta koja wymarzona w snach,                  GC
Serce, duszę bym dał                               Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat,       g A7 d
                                                   Gdzie ta brama na szeroki świat.                a E7 a
Fajki ja nie palę
Wódki nie piję                                     Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht,
Ale z żalu wielkiego                               Gdzie ta koja wymarzona w snach.
Ledwo co żyję                                      W każdej chwili płynę w taki rejs,
                                                   Tylko gdzie to jest, no gdzie to jest?
Ludzie mówią głupi
Po co ty ją brał                                Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż,
Po coś to dziewczę czarne, figlarne             Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz,
Mocno pokochał?                                 W kompasie igła zardzewiała, lecz kierunek znam,
                                                Biorę wór na plecy i przed siebie gnam.

                                                Przeszły lata zapyziałe, rzęsą zarósł staw,
                                                A na przystani czółno stało – kolorowy paw.
                                                Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał step,
                                                Lecz dalej marzy o załodze ten samotny łeb.
Gloria                                                       Golonka

Chwała najsampierw komu                                Ge    Wczoraj w nocy znów o niej śniłem,
Komu gloria na wysokościach?                  G a C D G G7   Czemu jej nie ma przy mnie, czy coś źle zrobiłem?
Chwała najsampierw tobie                               CD    Nie było nawet jednej krótkiej chwili
Trawo przychylna każdemu                                 e   Byśmy razem sam na sam byli.
Kraino na dół od Edenu                               CDC     A przecież tak bardzo, chcę ją mieć blisko siebie,
Gloria! Gloria!                                        DG    bo kiedy jej nie ma przy mnie, coś się we mnie ... kolebie.
                                                             Kolacja przy świecach – tylko ja i ona.
Chwała tobie, słońce                                         No może jeszcze polędwica smażona..
Odyńcu ty samotny
Co wstajesz rano z trzęsawisk nocnych                          Golonka, golonka i piwo bezalkoholowe...
I w góry bieżysz, w niebo sam się wzbijasz
I chmury czarne białym kłem przebijasz                       Nie mówię, że nie lubię klusek śląskich ze stekiem.
I to wszystko bezkrwawo – brawo, brawo                       Ogórki kiszone zapijam kwaśnym mlekiem.
I to wszystko złociste i nikogo nie boli                     Ale gdy ona na boczku leży
Gloria! Gloria in excelsis soli!                             wtedy gardzę nawet salcesonem ! Świeżym !

Z słońcem pochwalonym teraz pędźmy razem                     Nie mówię, że nie lubię schabowych kotletów
Na nim, na odyńcu, galopujmy dalej                           Albo na przykład rybnych filetów.
                                                             Lecz gdyby podano nawet grzyby ze śmietaną.
Chwała tobie wietrze                                         Albo kurczaki z rożna ja i tak z nią zostanę..
Wieczny ty młodziku
Sieroto świata, ulubieńcze losu
Od złego ratuj i kąkoli w zbożu
Łagodnie kołysz tych co są na morzu
Gloria! Gloria in excelsis soli!

Chwała wam ptaszki śpiewające
Chwała wam ryby pluskające
Chwała wam zające na łące
Zakochane w biedronce
Chwała wam: zimy, wiosny, lata i jesienie
Chwała temu co bez gniewu idzie
Poprzez śniegi, deszcze, blaski oraz cienie
W piersi pod koszulą – całe jego mienie
Gloria! Gloria!
Goniąc kormorany                               Gór mi mało (dożywocie gór)

Dzień gaśnie w szarej mgle,              Ga    C d G G* G / x2
Wiatr strąca krople z drzew.             CD    Drogi Mistrzu, Mistrzu mojej drogi        CG
Sznur kormoranów w locie splątał się,    Gh    Mistrzu Jerzy i Mistrzu Wojciechu         dG
Pożegnał ciepły dzień,                    a    Przez was w górach schodziłem nogi        CG
Ostatni dzień w mazurskich stronach. |    D    Nie mogąc złapać oddechu                  dG

Zmierzch z jezior żagle zdjął,            Ga   Gór, co stoją nigdy nie dogonię
Mgieł porozpinał splot,                   CD   Znikających punktów na mapie
Szmer tataraku jeszcze dobiegł nas.       Gh   Jakie miejsce nazwę swym domem
Już wracać czas...                       aDG   Jakim dotrę do niego szlakiem

Noc się przybrała w czerń,                        Gór mi mało i trzeba mi więcej         CG
To smutny lata zmierzch.                          Żeby przetrwać od zimy do zimy          ae
Już kormorany odleciały stąd,                     Ktoś mnie skazał na wieczną wędrówkę   FC
Poszukać ciepłych stron,                          Po śladach, które sam zostawiłem       dG
Powrócą z wiosną na jeziora.
                                                  Góry, góry i ciągle mi nie dość
Nikt nas nie żegna tu,                            Skazanemu na gór dożywocie
Dziś tak tu pusto już,                            Świat na dobre mi zbieszczadział
Mgły tylko ściga wśród sitowia wiatr.             Szczyty wolnym mijają mnie krokiem
Już wracać czas...
                                               Pańscy święci, święci bezpańscy
                                               Święty Jerzy, Mikołaju, Michale
                                               Starodawni gór świętych mieszkańcy
                                               Imię wasze pieśniami wychwalam

                                               Gór, co stoją nigdy nie dogonię
                                               Znikających punktów na mapie
                                               I chaty, by nazwać ją swym domem
                                               Do której żaden szlak by nie trafił
Góralska opowieść                                           Harley mój

Kiedy góral umiera, to góry z żalu sine              D D7   Kiedy siedzę na maszynie               A D2
Pochylają nad nim głowy, jak nad swoim synem.         GD    Totalny czuję luz                        D2
Las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową         eGD    Włączam silnik, daję kopa
A on długo sposobi się przed najdalszą drogą.        eGD    Za mną tylko kurz
                                                            To wspaniała jest maszyna
Kiedy góral umiera, to nikt nad nim nie płacze,             Chodź ma czterdzieści lat
Siedzi, czeka aż kostucha w okno zakołacze.                 Stary mój też ją dosiadał
Oczy jeszcze raz podniesie wysoko do nieba,                 To samo czuł mój starszy brat
By pożegnać góry swoje, by im coś zaśpiewać.
                                                               Harley mój, to jest to, kocham go   A D2
Góry moje, wierchy moje, otwórzcie swe ramiona,       De       Harley mój, to jest to, kocham go     D2
Niech na miękkim z mchu posłaniu                       G
Cichuteńko skonam.                                     D    Odmienił moje życie
Ojcze mój, halny wietrze, powiej ku północy,          De    Odkąd poskładałem go
                                                            Bo wyleczył mnie z kompleksów
Ciepłą, drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy,        GD    Dał mi swoją moc
Bym mógł w ziemię wrosnąć, strzelić potem              e    Nigdy mnie nie zdradził
Do słońca smreczyną                                   GD    Nie zawiódł ani raz
I na zawsze szumieć już nad swoją dziedziną.         eGD    To wspaniała jest maszyna
                                                            Choć ma już ze czterdzieści lat
Kiedy góral umiera, to dzwony mu nie grają,
Cicho wspina się pod bramy góralskiego raju,
Tylko strumień na kamieniach żałobną nutę składa,
Tylko nocka chmurnooka górom opowiada.

A gdy góral już umrze, to nikt nie układa baśni,
Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka zgaśnie.
Ziemia twardą, szorstką ręką tuli go do siebie,
By na zawsze mógł już zostać pod góralskim niebem.
Hej przyjaciele                             Hej w góry

Tam, dokąd chciałem, już nie dojdę,    CG   Zagrajcie nam, może się cofnie czas                     Cd
Szkoda zdzierać nóg.                   FC   Do tamtych dni z naszych marzeń.                       FCG
Już wędrówki naszej wspólnej           CG   Do dni spędzonych pośród sennych skał
Nadchodzi kres                        FGC   Gdy czas umykał w pełni zdarzeń
Wy pójdziecie inną drogą,                      Hej w góry, w góry, w góry, popatrz tam wstaje blady świt
Zostawicie mnie,                               Jeszcze tak nieporadnie chce ominąć szczyt.
Odejdziecie – sam zostanę                      Hej, miły panie czekaj zaraz my też będziemy tam,
Na rozstaju dróg                               Nie będziesz musiał schodzić z połoniny sam.
   Hej, przyjaciele                    CG   Bywały dni, że słońca złoty blask
   Zostańcie ze mną                    FC   W zawody szedł z sennym brzaskiem.
   Przecież wszystko to, co miałem,     G   To dziwne więc, że dzisiaj skoro świt
   Oddałem Wam.                       FGC   I wiatr, i deszcz razem tańczą.
   Hej, przyjaciele
   Choć chwilę jedną                        Muzyka gór, moją miłością jest
   Znowu w życiu mi nie wyszło,             Upaja mnie zapach lasu,
   Znowu będę sam.                          Potoków szum, leśnych ptaków śpiew
                                            Wspomnieniem są lepszych czasów.
Znów spóźniłem się na pociąg
I odjechał już
Tylko jego mglisty koniec
Zamajaczył mi.
Stoję smutny na peronie
Z tą walizką jedną,
Tak jak człowiek, który zgubił
Od domu swego klucz.
Tam, dokąd chciałem, już nie dojdę,
Szkoda zdzierać nóg.
Już wędrówki naszej wspólnej
Nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą,
Zostawicie mnie,
Zamazanych drogowskazów
Nie odczytam już.
Historia jednej znajomości                                            Hiszpańskie dziewczyny

Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew H7 e C e H7 e      Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny         eCe
Wszystko to w letnie dni przypomina Ciebie mi            G G7 C       Żegnajcie nam dziś marzenia ze snów               eCD
Przypomina Ciebie mi                                     e C H7       Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora,        eCe
                                                                      Lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów.            F H7 e
  Sia la la la la la-a                                         e H7
  Sia la la la la la-a                                                   I smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny,
                                                                         W noc ciemną i złą nam będzie się śnił.
Szłaś przez skwer, z tyłu pies "Głos Wybrzeża" w pysku niósł             Leniwie popłyną znów rejsu godziny,
Wtedy to pierwszy raz uśmiechnęłaś do mnie się                           Wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił.
Uśmiechnęłaś do mnie się
                                                                      Niedługo ujrzymy znów w dali Cap Deadman
Odtąd już dzień po dniu upływały razem nam                            I głowę baranią sterczącą wśród wzgórz,
Rano skwer, plaża lub molo, gdy zapada zmierzch                       I statki stojące na redzie przy Plymouth.
Molo, gdy zapada zmierzch                                             Klarować kotwicę najwyższy czas już.

Płynął czas, letni czas, aż wakacji nadszedł kres                     A potem znów żagle na masztach rozkwitną,
Przyszedł dzień, w którym już rozstać musieliśmy się                  Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight.
Rozstać musieliśmy się                                                I znów stara łajba potoczy się ciężko
                                                                      Przez fale w kierunku na Beachie Fairlie Land.
Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew
Wszystko to w letnie dni przypomina Ciebie mi                         Zabłysną nam biel? skał zęby pod Dover.
Przypomina Ciebie mi                                                  I znów noc w kubryku, wśród legend i bajd.
                                                                      Powoli i znojnie tak płynie nam życie
                                                                      Na wodach i w portach South Foreland Light.
Hit the road Jack                                                   Idę

        Am G       F              E7 Am         G        F          Idę sobie drogą taką,                                aCGa
Hit the road Jack. Don't you come back no more, no more, no more,   Jaką wolny sam obrałem
E7                                                                  Idę, śpiewam dumny z tego,
no more.                                                            Że swej duszy nie sprzedałem.
Hit the road Jack and don't you come back no more.
                                                                    I może ktoś powie mi,                                aGaG
     Am         G             F        E7                           Że to tak jakoś głupio brzmi                         aGCG
Oh woman, oh woman, don't treat me so mean,                         I może zarzucić też, że                                aGa
You're the meanest woman I've ever seen.                            Prowadzę nieznaną z nim grę.                           aGa
I guess if you say so
I'll have to pack my things and go.                                 A ja sobie idę i wybija takt                         aCGa
                                                                    I czuję się wolny, wolny jak ptak
Hit the road Jack and don't you come back no more, no more, no      I wiem, że mi więcej do szczęścia nie trzeba,
more, no more.                                                      Prócz dachu nad głową i kromki chleba.
Hit the road Jack and don't you come back no more.
                                                                    I dzięki Ci Panie Boże na niebiosach,                aCGa
Now baby, listen baby, don't-a treat me this-a way                  Że mogę się położyć na złocistych kłosach.
For I'll be back on my feet some day.                               I dzięki Ci Panie Boże na niebiosach,
                                                                    Że mogę się wytarzać w babich lata włosach.
Don't care if you do 'cause it's understood
you ain't got no money you just ain't no good.                      Dziękować Ci Panie nigdy nie przestanę               aGaG
                                                                    Za deszcz, za chmury, za wiersze śpiewane            aGaG
Well, I guess if you say so                                         Za trzciny, za źdźbło trawy, za wszystko listowie,   aGCG
I'd have to pack my things and go. (That's right)                   Za to co w mym sercu i co w mojej głowie jest.       aGaG

Hit the road Jack and don't you come back no more, no more, no
more, no
more.
Hit the road Jack and don't you come back no more.
Co ja robie tu                                          I just called to say I love you

C e F C G /x2                                           No New Year's Day to celebrate
                                                        No chocolate covered candy hearts to give away
I co ja tutaj robię /u–u/ co ty tutaj robisz      Ce    No first of spring, no song to sing
Dwanaście ciężkich                                 F    In fact here's just another ordinary day
Szczerozłotych koron moją głowę zdobi             CG
                                                        No April rain, no flowers bloom;
Jest tyle różnych dróg /u–u/ co ty tutaj robisz         No wedding Saturday within the month of June
Kolejny piękny                                          But what it is, is something true
Marmurowy pomnik koło domu stoi                         Made up of these three words that I must say to you

    Już każdy powiedział to co wiedział           dFG      I just called to say I love you
    Trzy razy wysłuchał dobrze mnie               dFG      I just called to say how much I care
    Wszyscy zgadzają się ze sobą                   Ce      I just called to say I love you
    A będzie nadal tak jak jest                    FG      And I mean it from the bottom of my heart

I co ja robię tu /u–u/ co ty tutaj robisz               No summer's high, no warm July
Są takie rzeczy                                         No harvest moon to light one tender August night
Że nikt nie zaprzeczy po co tu się głowić               No autumn breeze, no falling leaves
                                                        Not even time for birds to fly to southern skies
Z daleka słychać szum /u–u/ co ty tutaj robisz
Dla wielkich oraz osłów                                 No Libra sun, no Halloween
By się rzucić z mostu no i łowić                        No giving thanks to all the Christmas joy you bring
                                                        But what it is, though old so new
                                                        To fill your heart like no three words could ever do
Irlandia (kocham Cię jak Irlandię)         Ja stawiam

Mieszkałaś gdzieś w domu nad Wisłą    Ce   Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak – ja stawiam!          eDe
Pamiętam to tak dokładnie             ad   – Ja stawiam!
Twoich czarnych oczu bliskość         BF   Czy los mi sprzyja, czy idzie mi wspak – ja stawiam!         eDe
Wciąż kocham Cię jak Irlandię         CG   – Ja stawiam!
                                           Czy mam dziesięciu kompanów, czy dwóch,                        eG
   A Ty się temu nie dziwisz          Ce   Czy mam ochotę na rum, czy na miód,                         A C H7
   Wiesz dobrze co było by dalej      ad   Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak – ja stawiam!           eDe
   Jakbyśmy byli szczęśliwi           BF   – Ja stawiam!
   Gdybym nie kochał Cię wcale       CGC
                                           Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie – ja stawiam!
I przed szczęściem żywisz obawę            Czy mi kompani ufają, czy nie – ja stawiam!
Z nadzieja, że mi je skradniesz            Czy ja ścigam wroga, czy wróg ściga mnie,
Wlokę ten ból przez Włocławek              Dopóki mój okręt nie leży na dnie,
Kochając Cię jak Irlandię                  Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie – ja stawiam!

Gdzieś na ulicy fabrycznej                 A gdy mnie dziewka porzuci jak psa – ja stawiam!
Spotkać nam się wypadnie                   Gąsiorek biorę i piję do dna – ja stawiam!
Lecz takie są widać wytyczne               Kompanię zbieram i siadam za stół,
By kochać Cię jak Irlandię                 I nie ma wtedy płacenia na pół,
                                           Bo gdy mnie dziewka porzuci jak psa – ja stawiam!
Czy mi to kiedyś wybaczysz
Działałem tak nieporadnie                  Ja stawiam żagle jak kufel na stół – ja stawiam!
Czy to dla Ciebie coś znaczy               Czy fala mnie niesie, czy w górę, czy w dół – ja stawiam!
Że kocham Cię jak Irlandię                 Czy tam dopłynę, gdzie kończy się świat,
A Ty się temu nie dziwisz...               Czy aż do piekła poniesie mnie wiatr,
                                           Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół – ja stawiam!

                                           Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół – ja stawiam!
                                           Ja stawiam żagiel, jak kufel na stół – ja stawiam!
Jak                                                          Jak okiem sięgnąć

Jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem    DAGD   Los łaskawie zwykł mnie wieść                   G
Jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem         eGD   Drogą małych miejskich szczęść                  h
Jak wyciągnięte tam powyżej gwieździste ramiona wasze        Lecz zostawiam czasem milion ważnych spraw    CaG
A tu są nasze, a tu są nasze,                                Teraz ścieżka pośród traw                       G
                                                             Wiedzie mnie w cudowny świat                    h
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc                           Do przyjaciół, których z mapy dobrze znam     CaG
Jak winny – li – niewinny sumienia wyrzut
Że się żyje gdy umarło tylu, tylu, tylu                         Zabieram marzeń garść na drogę             Da
                                                                Myśl o wolności i pogodę                   De
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc                              Ducha, co wzrasta z każdym dniem          DCD
Jak lizać rany celnie zadane
Jak lepić serce w proch potrzaskane                             Bo tutaj w górach jest mój dom               G
                                                                Śpią marzenia, gwiazdy lśnią                 h
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc                              Tu przestrzenią karmię serce                Ca
Pudowy kamień, pudowy kamień                                    Żyć, co krok pragnę więcej!                 CD
Ja na nim stanę, on na mnie stanie
On na mnie stanie, spod niego wstanę                         Za mną już niejeden szczyt
                                                             Choć wysoki, prostszy niż
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc                           Czasem, z czasem stanąć twarzą w twarz
Jak złota kula nad wodami                                    W codzienności znaleźć sens
Jak świt pod spuchniętymi powiekami                          I móc wrócić wiedząc, że
                                                             Życiu trzeba gór nadawać kształt
Jak zorze miłe, śliczne polany
Jak słońca pierś                                             Bo tutaj w górach jest mój dom               CGaD
Jak garb swój nieść                                          Wysoko w górach jest mój dom
Jak do was, siostry mgławicowe                               Jak okiem sięgnąć – dom
Ten zawodzący śpiew

Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz
Cudne manowce, cudne manowce, cudne, cudne manowce
Jak wiatr                                                        Jaka jesteś

Rozhulanych liści pora, sinych traw skulony łan          GD      Jesteś bitwą moją nie skończoną               Ga
Niebem burych chmur kołtuny, po horyzont strat i skarg   GD      W której ciągle o przyczółek walczę          CDG
Wiatr próbuje smagać twarz, łzy wyciskać, siły kraść     eD      Jesteś drzwiami które otworzyłem
Ty, promieniu, któryś ponad, drogę wskaż                 AG      A potem przycięły mi palce

Aż nad górami słońce i wszystko proste tak            hAGD       Jesteś kartką z kalendarza
Nagle światem jestem, mną cały świat             h A fis G A h   Zagubioną gdzieś pomiędzy szufladami
Wiary tyle i nadziei mam                                AGD      I ulicą na której co dzień
Mogę być, jak wiatr, mogę być jak wiatr                  eGA     Uciekałem między latarniami

Ponad górami słońce i wszystko proste tak                        Jesteś mgłą ogromną nie zmierzoną ciszą
Cały światem jestem, mną cały świat                              W huku i łoskotem w ciszy
Wiary tyle i nadziei mam                                         Jesteś piórem i wyblakłą kartką
Mogę być, jak wiatr, mogę być jak wiatr                          Którymi na której dzisiaj piszę

Dobrym mrozem skuty w skałę bezcielesny błota łan                Przyszłaś do mnie a ja nie spostrzegłem
A skrzypiące pod nogami melancholie; małe tak                    Dzisiaj tylko mogę mówić byłaś
Po jeziorze śniegu iść, nie sięgnąć nigdy dna                    Nie wiem czy na jawie wzięłaś mnie za rękę
I pogodę nieść tam, gdzie mrok i mgła                            Czy jak wszystko ty się tylko śniłaś

Ponad górami słońce i wszystko proste tak
Cały światem jestem, mną cały świat
Wiary tyle i nadziei mam
Mogę być, jak wiatr, mogę być jak wiatr
Jaki był ten dzień                                       Ja mam tylko jeden świat

Późno już, otwiera się noc                        dBCa   Kiedy w piątek słońce świeci         De
Sen podchodzi do drzwi na palcach jak kot         BFga   Serce mi do góry wzlata             A7 D
Nadchodzi czas ucieczki na aut                           Gdyż w sobotę wezmę plecak
Gdy kolejny mój dzień wspomnieniem się stał              W podróż do mojego świata

Ref: Jaki był ten dzień, co darował co wziął               Bo ja mam tylko jeden świat        De
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy porzucił na dno            Słońce, góry, pola, wiatr         A7 D
Jaki był ten dzień, czy coś zmienił, czy nie               I nic mnie więcej nie obchodzi
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe                      Bom turystą się urodził

Łagodzi mrok osłania mi twarz                            Dla mnie w mieście jest za ciasno
Jakby przeczuł, że chcę być sobą choć raz                Wśród pojazdów, kurzu, spalin,
Nie skarżę się, że mam to co mam,                        Ja w zieloną jadę ciszę,
Że przegrałem coś znowu i znów jestem sam                W ścieżki pełne słodkich malin.

Miliony gwiazd ze snu budzi cię                          Myślę, leżąc pośród kwiatów,
Swe promienie ci ślą więc chciej przyjąć je              Czy w jęczmienia żółtym łanie
Miniony dzień złóż u nieba wrót                          Czy przypadkiem za pół wieku
Niech popłynie melodia z księżycowych nut                Coś z tym światem się nie stanie

                                                         Chciałbym, żeby ten mój świat
                                                         Przetrwał jeszcze tysiąc lat,
                                                         Żeby mogły nasze dzieci
                                                         Z tego świata też się cieszyć
Jaskółka uwięziona                                  Jaworzyna

aGdE                                                Letni deszcz po dachówkach szumi,                      a
Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru    Spać się kładzie każdy, kto umie zasnąć              eG
Nagła smutku kotwica, z niewidzialnego jachtu       Zasnąć, gdy pada letni deszcz                     A F7 G
Katedra ją złowiła w sklepienia sieć wysoką         Rzeki się pod mostami cisną
Jak śmierć kamienna bryła                           Tysiące kropel drąży swe pismo, na szybach
Jak wyrok na prostokąt.                             Na szybach cienie kładzie zmierzch
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
Tnie jak czarne nożyce lęk który ją ogarnia            Jaworzyna górom się kłania                       CF
                                                       Spod obłoków szczyty odsłania                    CF
aCeGa                                                  Pogoda będzie i jutro będzie ładny świt        GCFG
Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca               Rozchmurzyła się Jaworzyna
Ponad głowami ludzi w których się troska błąka         Już nie płacze, śmiać się zaczyna
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna         Pogoda będzie i jutro nie będzie smutny nikt
D
Zwabiona w chłód katedry chrzest Boga i modlitwa    Noc się ściele na lasach mokrych
                                                    Gasną światła w oknach domów samotnych
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą       W nocy samotność gorsza jest
Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą           Ludzie się kryją w swoich myślach
Przeraża mnie ta chwila która jej wolność skradła   Zamknięte drzwi, zamknięte oczy, sen blisko
Jaskółka czarny brylant wrzucony tu przez diabła    Blisko za oknem szczeka pies

aCeGa
Na wieczne wirowanie na bezszelestną mękę
Na gniazda nie zaznanie na przeklinanie piękna
Jedyne co mam                              Jedzie pociąg

Jedyne co mam to złudzenia           aCa   Nic nie robić, nie mieć zmartwień,                  A D A (E D)
Że mogę mieć własne pragnienia       CGa   chłodne piwko w cieniu pić
Jedyne co mam to złudzenia            da   Leżeć w trawie liczyć chmury,                 A D (A E) (A E D)
Że mogę je mieć.                      Ga   gołym i wesołym być
                                           Nic nie robić, mieć nałogi,                         A D A (E D)
Miałem siebie na własność            aCa   bumelować gdzie się da
Ktoś zabrał mi prywatność            CGa   Leniuchować, świat całować,                         A D (A E) A
Co mam zrobić bez siebie – jak żyć    da   dobry Panie pozwól nam
Bez siebie – jak żyć.                 Ea
                                              Jedzie pociąg z daleka na nikogo nie czeka            (D E) A
Miałem słowa własne                           Konduktorze łaskawy byle nie do Warszawy
Ktoś stwierdził, że zbyt ciasne               Jedzie pociąg z daleka na nikogo nie czeka
Co mam zrobić bez słów – jak żyć              Konduktorze łaskawy byle nie do Warszawy
Bez słów – jak żyć.                           o, nie, byle nie do Warszawy

Jedyne co mam to złudzenia...              Nic nie robić nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić
                                           Leżeć w trawie, liczyć chmury, gołym i wesołym być
Miałem serce dla wszystkich                A prywatnie być blondynem, mieć na głowie włosów las
Ktoś klucz do niego obmyślił               I na łóżku z baldachimem robić coś niejeden raz
Co mam zrobić bez serca – jak żyć
Bez serca – jak żyć.                       Być ponad to co nas boli, co ośmiesza tylko nas
                                           Wypić z wrogiem beczkę soli, dobry panie pozwól nam
Miałem myśli spokojne                      Nie oglądać „Wiadomości”, paru gościom krzyknąć „pas”
Lecz ktoś wywołał w nich wojnę             Złotej rybce ogryźć ości za to, co przyniosła nam
Co mam zrobić teraz – jak żyć
Jak teraz żyć
Jesień                               Jest już za późno

Jesień, Jesień, Jesień               Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,       CdC
złote liście spadają z drzew         Tęskność zawrotna przybliża nas.                           FCd
Jesień, Jesień, Jesień               Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwóch planet,
dzieci liście zbierają na wf         Cudnie spokrewnią się ciała nam.

Jesień, Jesień, Jesień                  Jest już za późno!                                         e
złote liście spadają w dół              Nie jest za późno!                                         F
Jesień, Jesień, Jesień                  Jest już za późno!                                         e
Marcin znalazł tylko liścia pół         Nie jest za późno!                                        FG

Jesień, Jesień, Jesień               Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
za to Zosia aż cztery w całości      Z oknem na rzekę lub też na park;
Jesień, Jesień, Jesień               Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem;
Znowu piątka w dzienniczku zagości   Schodzić będziemy codziennie w świat.

                                     Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
                                     Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
                                     Wojna to będzie straszna, bo czas nas będzie chciał zniszczyć,
                                     Lecz nam się uda zachwycić go.
Jestem z miasta                                               Jolka, Jolka
                                                              Jolka, Jolka pamiętasz lato ze snu,             CGa
   Jestem z miasta, to widać                       aGCG       Gdy pisałaś: Tak mi źle,                        CGa
   Jestem z miasta, to słychać                     aGCG       Urwij się choćby zaraz, coś ze mną zrób,       CGda
   Jestem z miasta, to widać, słychać i czuć   a G C E7 a e   Nie zostawiaj mnie samej, o nie.                CGF

W cieniu sufitów, w świetle przewodów                aeae     Żebrząc wciąż o benzynę gnałem przez noc.
W objęciach biurek, w krokach obchodów               aeae     Silnik rzęził ostatkiem sił,
Rodzą się rzeczy jasne i ciemne                       GF      Aby być znowu w Tobie, śmiać się i kląć,
                                                              Wszystko było tak proste w te dni.
Ja nie rozróżniam ich, nie ufam, wiec                  ae
                                                              Dziecko spało za ścianą, czujne jak ptak.
W rytmie zachodów, w słowach kamieni                          Niechaj Bóg wyprostuje mu sny.
W spojrzeniu ptaków, w mowie przestrzeni                      Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak,
Rodzi się spokój – mówią, po jednym roku                      Słodkie były jak krew Twoje łzy.
Leczą się myśli, mnie to nie bierze
                                                                  Emigrowałem                                 dFC
W świetle przewodów, w cieniu sufitów                  ae         z objęć Twych nad ranem,                    dFC
                                                                  Dzień mnie wyganiał,                        dFC
W wietrze oddechów, w błocie napisów                   Ce         nocą znów wracałem.                         dFG
Rodzą się szajby małe i biedne                         GF         Dane nam było
Karmie się nimi i karmić się będę                      ae         słońca zaćmienie,
                                                                  Następne będzie,
                                                                  może za sto lat.

                                                              Plażą szły zakonnice, a słońce w dół
                                                              Wciąż spadało nie mogąc spaść.
                                                              Mąż tam w świecie za funtem odkładał funt,
                                                              Na toyotę przepiękną, aż strach.
                                                              Mąż Twój wielbił porządek i pełne szkło,
                                                              Narzeczoną miał kiedyś jak sen,
                                                              Z autobusem Arabów zdradziła go,
                                                              Nigdy już nie był sobą, o nie.
                                                              W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak,
                                                              Wypełzaliśmy na suchy ląd.
                                                              Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas,
                                                              Meta była o dwa kroki stąd.
                                                              Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak,
                                                              Czemu zgasło, też nie wie nikt.
                                                              Są wciąż różne koło mnie, nie budzę się sam,
                                                              Ale nic nie jest proste w te dni.
Justysia                                                  Kakao

Na Justysię czekałem przy studni               CGCG       Skończyła się już noc
Już myślałem, że przeminął wiek                   CGd     żaluzje się rozjechały
Nagle krok Justysi zadudnił                 G C (F G C)   na głowę naciągam koc
Na mosteczku co wisiał w poprzek                          jest dla mnie za mały
                                                          nogi wystają mi
  Sia la la… a wieczór taki upojny                 dGC    jest mi zimno w nie
  Sia la la… najważniejsze, że jestem przystojny          nie kocham już ciebie
                                                          coś się musiało między nami
Wreszcie jesteś Justysiu Ty ma,                           skomplikować
Moja jedyna, jedyna kochana.                              miłość
Popatrz księżyc na chmurkę się pcha                       nie ma jej
A Ty byś pewnie chciała na siano.
                                                          Jak to, jak to się stało,
Na gałązce siadł sobie ptak,                              że mi wypiłaś
Pewnie gałąź się pod nim nie złamie.                      moje kakao
Bo by ptak upadł na wznak,                                przecież to mój kubeczek
A Ty byś pewnie chciała na sianie.                        to mój kubeczek
                                                          z wiewiórką jest
Ty byś chciała i ja też bym chciał,
Wrócić kiedyś do naszego zadupia.
Bo nas los na poniewierkę skazał,
Bo tak chciał, czego ryczysz głupia.

Raz zagroda spłonęła nam cała,
I chałupa kryta dachówką.
Tyś mi jedna Justysiu została,
Holenderskiej rasy jałówka.
Kiedy byłem małym chłopcem                   Killer

Kiedy byłem                              a   To co się dzieje                 D
Kiedy byłem małym chłopcem hej               Naprawdę nie istnieje            D
Wziął mnie ojciec                        d   Wiec nie warto mieć niczego     AG
Wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł    a   Tylko karmić zmysły              D
Najważniejsze co się czuje               e
Słuchaj zawsze głosu serca hej          da   Będzie co ma być
                                             Już wiem, ze stąd nie zwieję
Kiedy byłem                                  Poczekam i popatrzę
Kiedy byłem dużym chłopcem hej               Nie cofnę kijem Wisły
Wziął mnie ojciec
Wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł           Już tylko killer                 h
Głosem serca się nie kieruj                     O sobie tylko tyle           fis e
Tylko forsa w życiu ważna jest                  Wiem co za ile                Ah
                                                Nie musze dbać o bilet       fis e
Wicher wieje
Wicher słabe drzewa łamie hej                   Mam wszystko w tyle
Wicher wieje                                    Są czasem takie chwile
Wicher silne drzewa głaszcze hej                Ze się nie mylę
Najważniejsze to być silnym                     Choć czasem nie wiem ile
Wicher silne drzewa głaszcze hej
                                             Nie kiwnąłem nawet palcem       GD
                                             By się znaleźć w takiej bajce    A
                                             Teraz w pace swe ostatnie       GD
                                             Resztki image'u tracę            A
Kim właściwie była ta piękna pani?         King

Nikt nie zna ścieżek gwiazd;         aG    Mówiono o nim King, w mieście Świętej Wieży                  e
Wybrańcem kto wśród nas?              ea   Pamiętam z podstawówki jak całował się z papieżem            G
Zapukał ktoś...                        d   Przejeżdżał też sekretarz, gdy przecinano wstęgę             e
To do mnie gość?!                    CG    King poszedł na wagary, pomarzyć o czym innym                G
Włóczyłem się jak cień               aG    Był zawsze trochę z boku, na bakier trochę był          aeae
Czekałem na ten dzień;                ea   W szkole nikt nie wiedział, czym King na prawdę był     a e H7
Już stoisz w drzwiach...               d
Jak dziwny ptak.                     CG    To było trochę później, już miał przyjaciółkę Ewę
                                           Mieszkali więc bez ślubu i klepali słodką biedę
   Więc bardzo proszę, wejdź,        FG    Dawali czasem czadu bo lubili lekkie draki
   Tu siadaj, rozgość się            ea    Znajomych było wielu, wieczory i poranki
   I zdradź mi, kim tyś jest,         F    Uważaj na sąsiadów swych, bo lubią dawać cynk
   Madame?                            G    Ty wiesz kto rządzi w mieście tu – biskup z komisarzem, King!
   Albo nie zdradzaj mi,             ea
   Lepiej nie mówmy nic.              G    Tak mówił mu przyjaciel, długi chudy Lolo
   Lepiej nie mówmy nic.             FC    Gdy wyszli na ulicę zapalić spliffa z colą
                                           Mam dosyć tego miasta, czerwono – czarnej mafii
Nieśmiało sunie brzask,                    Czy mnie rozumiesz Lolo? Czy wiesz co mnie trapi?
Zatrzymać chciałbym czas.                  Tymczasem blada Ewa wytłumaczyć pragnie wszystko
Inaczej jest...                            Bo komisarz wszedł przez okno a spod łóżka wyszedł biskup
Czas musi biec.
Gdzieś w dali zapiał kur,                  Co masz w kieszeni King, komisarz spytał w drzwiach
Niemodny wdziewasz strój,                  Wy palicie wciąż to świństwo, mieliśmy wiele skarg
Już stoisz w drzwiach...                   A biskup łypie z boku, to na Kinga to na Ewę
Jak dziwny ptak.                           Wy żyjecie tu bezbożnie, myślicie że nic nie wiem
                                           Za posiadanie zielska ty dostaniesz parę latek
   Więc jednak musisz pójść,
   Posyłasz mi przez próg                  Dziś King siedzi w celi i wspomina dobre dni
   Ulotny uśmiech swój,                    Napisał do papieża bardzo długi list
   Madame.                                 Świąteczną wysłał kartkę do samego prezydenta
   Lecz będę czekać, przyjdź!              Lecz nikt o nim dziś nie mówi, nikt o nim nie pamięta
   Gdy tylko zechcesz, przyjdź!            Był zawsze trochę z boku, na bakier trochę był
   Będziemy razem żyć!                     W szkole nikt nie wiedział, czym King naprawdę był
Klub wesołego szampana                                Knockin’ on the heaven’s door

A gdybym miał cię zjeść,                         aF   Mama, take this badge from me                 G D Am7
To co byś powiedziała?                            a   I can't use it anymore                          GDC
A gdybym ugryźć chciał,                          dB   It's gettin' dark, too dark to see
Czy coś byś przeciw miała?                        d   Feels like I'm knockin' on heaven's door

   Chciałabym, chciała, chciałabym, chciała.   CFCE      Knock, knock, knockin' on heaven's door
                                                         Knock, knock, knockin' on heaven's door
A gdybym był krogulcem,                                  knock, knock, knockin' on heaven's door
To co byś powiedziała?                                   Knock, knock, knockin' on heaven's door.
I gdybym przyszedł z teczką
Do łóżka i twego ciała?                               Mama, put my guns in the ground,                GDC
                                                      I' can't shoot them anymore.
   Chciałabym, chciała, chciałabym, chciała.          That long black cloud is comin' down,
                                                      I feel like I'm knockin' on heaven's door.
A gdybym był młotkowym,
W fabryce z młotkiem szalał?                          Baby stay right here with me
To co byś powiedziała,                                'Cause I can't see you anymore...
Czy coś byś przeciw miała?                            This ain't the way it's supposed to be...
                                                      I feel I'm knocking on heaven's door…
   Drżałabym, drżała, drżałabym, drżała.
                                                      Son won't you remember me?...
A gdybym musiał odejść                                I can't be with you anymore…
Z teczką od twego ciała?                              A lawman's life is never free…
Uciekać do robala,                                    I feel I'm knocking on heaven's door...
To co byś powiedziała?

   Żałowałabym
Kochać inaczej                                              Kolorowe jarmarki

Kochać to nie znaczy zawsze to samo                   aDa   Kiedy patrzę hen za siebie                                a
Można kochać tak lekko, można kochać bez granic             W tamte lata co minęły                                    d
Kochać, żeby zawsze i wszędzie być razem                    Czasem myślę co przegrałam                                G
Wierzyć, że jest dobrze, gdy jesteśmy sami                  Ile diabli wzięli                                      C E7
                                                            Co straciłam z własnej woli                             dG
Kochać to nie znaczy zawsze to samo                         Ile przeciw sobie                                       Ca
Kiedy jesteś daleko kochasz przecież inaczej                Co wyliczę to wyliczę                                     E
A kiedy pragniesz tak mocno, żebyś nie żałował              Ale zawsze wtedy powiem, że najbardziej mi żal:        E7 a
Kiedy jesteś daleko możesz wszystko stracić
                                                               Kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków       A7 d G C
   A kiedy przyjdzie na ciebie czas                  CGF       Pierzastych kogucików, baloników na druciku   a d E7 a A7
   A przyjdzie czas na ciebie                          F       Motyli drewnianych, koników bujanych                dGC
   Porwie cię wtedy wysoko tak                                 Cukrowej waty i z piernika chaty            a d E7 a (A7)
   Do góry cię uniesie
   A kiedy przyjdzie na ciebie czas                         Gdy w dzieciństwa wracam strony
   A przyjdzie czas na ciebie                               Dobre chwile przypominam
   Porwie cię wtedy do góry tak                             Mego miasta słyszę strony
   Wysoko cię uniesie                                       Czy ktoś czas zatrzymał
   Lecz nagle możesz zacząć spadać w dół               aD   I gdy pytam cicho siebie
   To już nie to samo                                aDaD   Czego żal dziś tobie
                                                            Co wyliczę to wyliczę
Kochać to nie znaczy zawsze to samo                         Ale zawsze wtedy powiem, ze najbardziej mi żal:
Trzeba stale uważać, żeby kogoś nie zranić
Nie tak łatwo jest kochać, nie tak łatwo być razem
Kiedy wszystko najlepsze dawno już za nami
Kolorowy wiatr                                                 Kołysanka dla Joanny I

Masz mnie za głupią dzikuskę                             cB    C C7+ C C7+ C5
Lecz choć cały świat zwiedziłeś,                          c
Zjeździłeś wzdłuż i wszerz.                               g
I mądry jesteś tak,                                      cg
                                                               Zanim mi sen na oczy spłynie                  Ce
Że aż słów podziwu brak                                  cB    Moje myśli szybują przez lufcik              dCG
– Dlaczego, powiedz mi, tak mało wiesz?                 cBG    Żeby cię ujrzeć w ową chwilę                  Ce
Mało wiesz?                                              gC    Gdy włosy czeszesz przed lustrem             aCG
Na lądzie, gdy rozglądasz się lądując,                   Ca
Chcesz wszystko mieć na własność, nawet głaz.            Ca    A kiedy zaśniesz w ciepłej pościeli
A ja wiem, że ten głaz ma także duszę,                  Fed    Zmęczone długim przelotem
Imię ma i zaklęty w sobie czas.                         dea    Jak ptaki głowy w skrzydła wtulają
Ty myślisz, że są ludźmi tylko ludzie,                   Ca    Patrząc na sen twój spokojny          C C C7+ C5 C
Których ludźmi nazywać chce twój świat.                CaG
Lecz jeśli pójdziesz tropem moich braci,                Fed    Niech Ci się przyśnią pory roku
Dowiesz się największych prawd, najświętszych prawd.   dGC
                                                               Niech grają we śnie twoim i tańczą
Czy wiesz czemu wilk tak wyje                             a    Jesień prężąca liście do lotu                 CG
W księżycową noc,                                       eF     Lato w upale słonecznym                       CG
I czemu ryś tak zęby szczerzy rad?                       ae
Czy powtórzysz tę melodię co z gór płynie,             FGC
Barwy, które kolorowy niesie wiatr,                    dFG     A jeśli zima to w śniegu cała                 CG
Barwy, które kolorowy niesie wiatr?                    dFC     Wiosna w miłków wiosennych łąkach             CG
Pobiegnij za mną leśnych duktów szlakiem,
                                                               Śpij moje myśli nad tobą czuwają              CF
Spróbujmy jagód w pełne słońca dni.                            Na parapecie za oknem                        eGa
Zanurzmy się w tych skarbach niezmierzonych
I choć raz o ich cenach nie mów nic.
Ulewa jest mą siostrą, strumień bratem,
A każde z żywych stworzeń to mój druh.
Jesteśmy połączonym z sobą światem,
A natura ten krąg życia wprawia w ruch.
Do chmur każde drzewo się pnie                          Fea
– Skąd to wiedzieć masz, skoro ścinasz je?               dG
To nie tobie ptak się zwierza                              a
W księżycową noc,                                        eF
Lecz ludziom wszelkich ras i wszelkich wiar               ae
Więc zanućmy tę melodię, co z gór płynie –              FGC
Barwy, które kolorowy niesie wiatr.                     dFG
Możesz zdobyć świat,                                     dG
Lecz to będzie tylko świat,                              eF
Tylko świat –                                              a
Nie barwy, które niesie wiatr.                         eFdC
Kołysanka dla Misiaków                     Kołysanka dla nieznajomej

W tym pokoju bardzo cicho dziś         D   Gdy nie bawi cię już                                   Ca
Po trzech dniach nareszcie śpisz      D7   Świat zabawek mechanicznych                             F
Gdzieś za drzwiami został ból         GD   Kiedy dręczy cię ból                                   Ca
Całych siebie chcemy dać               D   Niefizyczny                                             F
Kilku ludzi dobrze nas zna            D7   Zamiast słuchać bzdur                                   C
Tylko czasem słabnie nam puls         GD   Głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz      aeFCF
                                           Spytaj siebie czego pragniesz                          Ga
   Już dobrze, dobrze już            CGD   Dlaczego kłamiesz że miałaś wszystko                   FG

Może trzeba upaść na twarz                 Gdy udając że śpisz
Swoje rzeczy ubogiemu dać                  W głowie tropisz bajki z gazet
I zacząć malować bez farb                  Kiedy nie chcesz już śnić
Przeklinamy dzień za dniem                 Cudzych marzeń
Spisz bo życie Twoje nie jest snem         Boso do mnie przyjdź
Taki ciężar tylko zgina ci kark            I od progu bezwstydnie powiedz mi czego chcesz
                                           Słuchaj jak dwa serca biją
W kącie siedzi anioł stróż                 Co ludzie myślą – to nieistotne
Strzeże naszych ciał i dusz
Za godzinę muszę wyjść                        Kochaj mnie                                   C G7 a7 G C
Przyjdź po bliskość moich ust                 Kochaj mnie
Chcę Ci dać trochę wiary w cud                Kochaj mnie nieprzytomnie                        C G7 a7
Póki możesz moje wino pij                     Jak zapalniczka płomień                                e
                                              Jak sucha studnia wodę                              FG
                                              Kochaj mnie namiętnie tak                        FGaF
                                              Jakby świat się skończyć miał                       GC

                                           Swoje miejsce znajdź                                    C
                                           I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens            aeFCF
                                           Słuchaj co twe ciało mówi                              Ga
                                           W miłosnej studni już nie utoniesz                     FG

                                           Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz                   eF
                                           Na linie nad przepaścią tańcz                          GaF
                                           Aż w jedną krótką chwilę                                Ga
                                           Pojmiesz po co żyjesz                                   FG
Kołysanka dla Nieznajowej                                            Kołysanka księżycowa

Zima powoli sunie w ciszy przez równinę            G G/F e7/9+ C D   Śpisz pięknie tak                            aG
Kopczyki śniegu zamiast ptaków na gałęziach                  GDC     Po kątach cisza gra                          FG
Uciekłem tam gdzie można uciec najskuteczniej      G G/F e7/9+ C D   Szkoda słów resztę dopowie księżyc           Fe
Do tych kapliczek połemkowskich czas nie sięga          e9+ D C9/5   Śpisz staram się                             aG
                                                                     Oddychać szeptem pościel jeszcze pachnie     FG
   Śpij, śpij nadszedł czas                           e7/9+ D C G    Ogniem naszych ciał                         Fea
   W śniegu strumień w słońcu las                         eDCG
                                                                        Kiedyś znajdę dla nas dom                ded
Ktoś tu zbudował kiedyś piec z nierównych cegieł                        Z wielkim oknem na świat                  Gd
Gliniane serce żar rozpala że aż huczy                                  Znowu zaczniesz ufać mi                   ed
Zostało jeszcze kilka półek i obrazek                                   Nie pozwolę ci się bać                    Gd
I coś co każe „Encore jeszcze raz” zanucić                              Kiedyś wszystkie czarne dni               ed
                                                                        Obrócimy w dobry żart                     Gd
Beskid nakryje tutaj mnie pokorną ciszą                                 Znowu będziesz ufał mi                   edG
Zima zasypie cicho ślady zetnie chłodem                                 Teraz śpij                                aG
I to nie ja powrócę jutro przez Rozstajne
Siebie zostawię w białej pustce w Nieznajowej                        Wiem dobrze wiem
                                                                     Potrafię ranić tak jak nikt
                                                                     Przykro mi nie wiem co robić gdy płaczesz
                                                                     Już nie śmiejesz się jak kiedyś
                                                                     Wszystko jest inaczej
                                                                     Kolejny raz proszę się o ostatnią szansę
Koniec                                                     Konik na biegunach

   To już jest koniec, nie ma już nic               GDeC   Za rok może dwa schodami na strych             a
   Jesteśmy wolni, możemy iść                              Odejdą z ołowiu żołnierze                      E
   To już jest koniec, możemy iść                          Przeminie jak wiatr uśmiechów twych świat
   Jesteśmy wolni, bo nie ma już nic                       Kolory marzeniom odbierze                      a
                                                           Za rok może dwa schodami na strych
Robaczek w swej dziurce, jak docent za biurkiem      GD    Za misiem kudłatym poczłapią                   d
I pszczółka na kwiatkach jak kontrol w tramwajach    eC    Beztroskie te dni I zobaczysz                  a
Tak dłubie i gmera, napisze, wymyśli                       Że jednak wspaniały był on...               E E7
Obejdzie wokoło, zabrudzi, wyczyści
                                                              Konik – z drzewa koń na biegunach         AE
I krzaczek przy drodze i brat przy maszynie                   Zwykła zabawka mała huśtawka
Jak noga w skarpecie, sprzedawca w kantynie                   A rozkołysze rozbawi                     A (a)
Kamyczek na polu i strażnik na straży                         Konik – z drzewa koń na biegunach         aE
Lodówka wciąż ziębi, kuchenka wciąż parzy                     Przyjaciel wiosny uśmiech radosny
                                                              Każdy powinien go mieć                      a
Z po co, a po co tak dłubie i dłubie
A za co, a za co tak myśli i skubie                        Kłopotów masz sto I zmartwień masz sto
A tak się przykłada i mówi z ekranu                        Bez przerwy to trwa karuzela
I bredzi latami wieczorem i rano                           Nie lalka co łka ni piłka co gra
                                                           Bez reszty twój czas dziś zabiera
                                                           Ulica szeroka wystawa – to tu
                                                           Na chwilę przystajesz zdumiony
                                                           Uśmiechnij się więc I zawołaj
                                                           Jak wtedy gdy na grzbiecie cię niósł...

                                                           Radosny to dzień wspaniały to dzień
                                                           Wracają z ołowiu żołnierze
                                                           Ze strychu znów w dół schodami aż tu
                                                           Wracają lecz już nie do ciebie
                                                           By ktoś tak jak ty beztroskie miał dni
                                                           Powrócił przyjaciel ten z wiosny
                                                           Dlaczego to każdy już powie
                                                           Na plecach przyniosłeś go tu...
Krajka                                             Kroplą deszczu

Chorałem dźwięków dzień rozkwita            aG     h A f# G A
Jeszcze od rosy rzęsy mokre                  ad    Tak to ja, widzisz, bywa tak                          hA
We mgle turkocze pierwsza bryka             Cd     W zimnym deszczu posłusznie moknę                    fis e
Słońce wyrusza na włóczęgę.                E E7    Za rogiem człowiek, on to lepiej zna                  hA
                                                   Co znaczy czekać, on tu dłużej moknie                fis e
   A ja mam swoją gitarę                     dG    Wpisany w los, milczenia łyk                       h A fis
   Spodnie wytarte i buty stare              Ca    zapisany wierszem                                    GA
   Wiatry niosą mnie na skrzydłach     d E a (A)   Poetą mistrz, a błaznem ja                         h A fis
                                                   Z datą wczorajszego dnia                                 e
Drogą pylistą, drogą polną                  aG
Jak kolorowa pannę krajka                   aG        Kroplą deszczu namaluję Cię                      hD
Słońce się wznosi nad stodołą               Cd        A potem długo sam, sam w to nie uwierzę         eGA
Będziemy tańczyć walca                     E E7       Kroplą deszczu spłynie Twoja twarz               hD
                                                      W tej kropli będę ja i z sobą mnie zabierzesz   eGA
Zmoknięte świerszcze stroją skrzypce        aG
Żuraw się wsparł o cembrowinę                ad    Tak to ja, moim sługą deszcz
Wiele nanosi wody jeszcze                   Cd     Wielkich powstań i upadków mężem
Wielu się ludzi z niej napije              E E7    Mrocznych pieśni, zapisanych nut
                                                   Swoich marzeń otępiałym więźniem
                                                   Tak to ja, a przy mnie Twoja twarz

                                                   Wpisany w los, milczenia łyk,
                                                   zapisany wierszem
                                                   Poetą mistrz, a błaznem ja
                                                   Z datą wczorajszego dnia
Kryzysowa narzeczona                                        Kundel bury

Mogłaś moją być, kryzysową narzeczoną               aFG     Jak był mały to znalazłam go w ogródku              DA
Razem ze mną pić, to co nam tu nawarzono                    I wyglądał jak czterdzieści osiem smutków          A7 D
Mogłaś moją być, przy zgłuszonym odbiorniku                 Taki mały, taki chudy, nie miał pana ani budy     D H7 e
Aż po blady świt, słuchać nowin i uderzać w gaz             Więc go wzięłam, przygarnęłam, no i jest           E7 A
Nie jeden raz, nie jeden raz.
                                                               Razem ze mną kundel bury                      DGDA
   Mogłaś być już na dnie, a nie byłaś             d7 B C      Penetruje wszystkie dziury                   D G D D7
   Nigdy nie dowiesz się, co straciłaś.                        Kundel bury, kundel bury,                     e A D E7
                                                               Kundel bury, fajny pies                          eAD
Mogłaś moją być, kryzysową narzeczoną
Pomalutku żyć, tak jak nam to naznaczono                    Gdy jest obiad to o kundlu najpierw myślę,
Mogłaś moją być, jakoś ze mną przebiedować                  Gdy jest brudny, to go latem kąpię w Wiśle.
Zamiast życzyć mi, na pocztówce nie wiadomo skąd            Ma numerek i obrożę
Wesołych Świąt, Wesołych Świąt                              I wygląda nie najgorzej,
                                                            Chociaż czasem ktoś zapyta: co to jest?

                                                            Ludzie mają różne pudle i jamniki,
                                                            Ale ja bym nie zamienił się tam z nikim.
                                                            Tylko mam troszeczkę żalu,
                                                            Nie nie dadzą mu medalu,
                                                            Bo mój kundel to na medal przecież jest.
Lato z ptakami odchodzi                          Lecące bociany

Lato z ptakami odchodzi,                   ada   (G D G G D e C h7 a7 D7)
Wiatr skręca liście w warkocze.           daEa   Obudzić się rosie rozkażę,             GDGGDe
Dywanem pokrywa szlaki,                    ada   Nawet gdy dzień zaśpi,                  C h7 a7 D7
Szkarłaty wiesza na zboczach.             daEa   A kiedy już wstaną pejzaże             GDGGDe
                                                 I zakwitnie jaśmin:                     C h7 a7 D7
Przyobleka myśli w kolory,                 dG
W liści złoto, buków purpurę...            Ca       Wtedy ręce rozłożę jak bociek         CDeGD
Palę w ogniu letnie wspomnienia,           dG       I jak Chrystus                          CDe
Idę wymachując kosturem.                   Ca       Zastygnę w locie,                        GD
                                                    Spojrzę na góry                         CDe
   Idę w góry cieszyć się życiem,          dG       Jak na piersi dziewczęce                 GD
   Oddać dłoniom halnego włosy,            Ca       I znów jak bociek rozłożę ręce.         C D7
   W szelest liści wsłuchać się pragnę,    dG
   W odlatujących ptaków głosy.            CE    Słońce przywitam jak gospodarz domu,
                                                 W którym garnki nie płaczą.
Słony smak czuję w ustach,                       Zasieję pieśni i nie zdradzę nikomu
Dzień spracowany ucieka,                         Ile dla mnie znaczą.
Anioł zapala gwiazdy,
Oświetla drogę człowieka.                        (C h7 e C h7 C h7 C D7) /x2

Już niedługo rozpalę ogień,                      A kiedy noc uroczyście oblecze
Na rozległej, górskiej polanie.                  Swój czarny garnitur,
Już niedługo szałas przytulny,                   Rozpalę ogień i zaproszę wędrowców –
Wśród dostojnych buków powstanie.                Pośpiewamy do świtu.
Lipka                                                   Łemata

Z tamtej strony jeziora                           aea   Pamiętam, tylko tabun chmur się rozwinął       CGae
Stoi lipka zielona                               CFC    I cichy wiatr wiejący ku połoninom            FCGFG
A na tej lipie, na tej zieloniutkiej            eGaE    Jak kamień plecak twardy pod moją głową
Trzej ptaszkowie śpiewają                         aea   I czyjaś postać, co okazała się tobą

Nie byli to ptaszkowie                                     Idę dołem a ty górą                                CG
Tylko trzej braciszkowie                                   Jestem słońcem, ty wichurą                          ae
Co się spierali o jedną dziewczynę                         Ogniem ja, wodą ty                                 FC
Który ci ją dostanie                                       Śmiechem ja, ty ronisz łzy                        GFG

Jeden mówi: „Tyś moja”                                  Byłaś jak słońce w tę zimną noc
Drugi mówi: „Jak Bóg da”                                Jak wielkie szczęście, co zesłał mi los
A trzeci mówi: „Moja najmilejsza,                       Lecz nie na długo było cieszyć się nam
Czemuś taka smutna?”                                    Te kłótnie bez sensu, skąd ja to znam

„Jakże nie mam smutna być?                              I tłumaczyłem, jak naprawdę to jest
Za starego każą iść                                     Że mam swój świat, a w nim setki tych swoich spraw
Czasu tak niewiele                                      A moje gwiazdy to z daleka do mnie lśnią
Jeszcze dwie niedziele mogę miły z Tobą być!”           Śmiechem i łzami witają mój bukowy dom

Z tamtej strony jeziora                                 I czas zakończyć rozważania te
Stoi lipka zielona                                      Przy wodospadzie, tam, gdzie słychać śpiew
A na tej lipie, na tej zieloniutkiej                    W źródlanej wodzie, czas zanurzyć dłoń
Trzej ptaszkowie śpiewają                               Już żegnam was, dziś odchodzę stąd
Lubię mówić z Tobą                Majka

cis E H cis                       Gdy jestem sam, myślami biegnę              GeCD
                                  Do mej najdroższej, jak rzeka wiernej
cis       E
Kiedy z serca płyną słowa           Majka, nie jestem Ciebie wart             GeCD
H       cis                         Majka, zmieniłbym dla Ciebie cały świat
Uderzają z wielką mocą
Krążą blisko wśród nas ot tak     Choć dni mijają i czas ucieka
Dając chętnym szczere złoto       Ty jesteś wierna, wierna jak rzeka

   cis     E H cis                Byłaś mą gwiazdą, byłaś mą wiosną
   I dlatego lubię mówić z Tobą   Sennym marzeniem, myślą radosną
   I dlatego lubię mówić z Tobą
                                  Oddałbym wszystko, bo jesteś inna
Każdy myśli to co myśli           Za jeden uśmiech, jedno spojrzenie
Myśli sobie moja głowa
Może w końcu mi się uda           Miłość tak wielka już się skończyła
Wypowiedzieć proste słowa         Bo przecież Majka mnie opuściła
Majster Bieda                                                     Makatka z aniołem

D G fis e A D                                                     Na twarzy twej rumieńce            GC
Skąd przychodził, kto go znał                             DG      Jakbyś był uduchowiony             DG
Kto mu rękę podał kiedy                                DGA        Przez gruźlicę płuc                  C
Nad rowem siadał, wyjmował chleb                          DA      A dobroć twą nieziemską         G D D7
Serem przekładał i dzielił się z psem                     fis h   Zamykasz na niebieski klucz        eD
Tyle wszystkiego co z sobą miał                     A G fis e     Zamykasz na niebieski klucz      CDG
Majster Bieda                                 A D G fis e A D
                                                                  Najczęściej można spotkać cię      CD
Czapkę z głowy ściągał gdy wiatr gałęzie chylił drzewom.          Nad przepaścią lukrowaną           eC
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd.                          Gdy przez dziurawą kładkę          GC
Drogę bez końca co przed nim szła                                 Przeprowadzasz swoje dzieci     B a7 G
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły.
Majster Bieda                                                     Nocą może chciałbyś
                                                                  Oderwać się od ściany
Nikt nie pytał skąd się wziął gdy do ognia się przysiadał         Ale jedno skrzydło
Wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch                             Gwóźdź ci przedziurawił
Znużony drogą wędrowiec boży.                                     Więc zostajesz z nami
Zasypiał długo gapiąc się w noc                                   Na wieki wieków amen
Majster Bieda

Aż nastąpił taki rok                                      DG
Smutny rok tak widać trzeba                        D D7 G A
Nie przyszedł Bieda zieloną wiosną                        DA
Miejsce gdzie siadał zielskiem zarosło                    fis h
I choć niejeden wytężał wzrok                             AG
Choć lato pustym gościńcem przeszło                       AG
Z rudymi liśćmi, jesieni scheda                           AG
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość                    AG
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość                    AG
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość                 AGA
Majster Bieda                                   D G fis e A D
Makumba                                            Małgośka

Mój ojciec – Makumba – być królem wioski     CFG   To był maj pachniała Saska Kępa                                 a
Ja mieszkać w Afryka, przyjechać do Polski         Szalonym zielonym bzem
Żeby studiować w waszym pięknym kraju              To był maj gotowa była sukienka                                 F
Skinheadzi mi tu jednak żyć nie dają               I noc stawała się dniem                                         a
Ja uczyć się ciężko waszego języka                 Już zapisani byliśmy w urzędzie                                 E
I dostać raz w zęby, gdy iść po ulicach            Białe koszule na sznurze schły                                  a
Polacy rasiści – każdy to powie                    Nie wiedziałam co ze mną będzie                                Fa
I nikt tu nie lubić czarny człowiek                Gdy tamta dziewczynę pod rękę ujrzałam z nim         D7 G d7 G G7

   Makumba, Makumba, Makumba ska              FG      Małgośka mówią mi                                            C
   Polska – Afryka, Afryka – Polska           Ca      On nie wart jednej łzy, on nie jest wart jednej łzy      aCG
   Makumba, Makumba, Makumba ska             FGE      Małgośka wróżą z kart                                        a
                                                      On nie jest grosza wart                                      F
Ja chcieć uciekać, szykować do drogi                  Ach weź go czart, weź go czart                            a D7
Lecz poznać dziewczyna, co ma piękne nogi             Małgośka tańcz i pij
Ja pałać uczuciem i pałać szalenie                    A z niego sobie kpij
I tak się Makumba zakochać w Helenie                  Jak wróci powiedz nie
My szybko wziąć ślub i mieć dużo dzieci               Niech zginie gdzieś na dnie
Rodzice z Afryka przysyłać prezenty                   Ej, głupia ty, głupia ty, głupia ty.                    a D7 a
Ja ciągle studiować i uczyć do rana
Hela się cieszyć z naszego mieszkania              Jesień juz, juz pachną chwasty w sadach
                                                   I pachnie zielony dym
Ja dużo pracować i wiele potrafić                  Jesień juz, gdy zajrzę do sąsiada
Polska teściowa się o mnie martwić                 Pytają mnie czy jestem z nim
Ona się ciągle modlić do Boga:                     Widziałam biały ślub idą święta
„Boże jedyny, Makumbę zachowaj”                    Nie słyszałam z daleka słów
                                                   Może rosną im już pisklęta
Ja kończyć studia i robić kariera                  A suknia tej młodej uszyta jest z moich snów
My mieć samochód i bulteriera
Ja mieszkać tu długo i nie wiedzieć czemu
Nie chcą mnie przyjąć do KPN–u
Mgła                                                   Miłość w Cisnej

Mgła okryła domy i ulice                         aFE   GDeC/GDCD/GDeC/GDCDG
Wpełzła w szpary między okiennice.
Ja w pokoju siedzę, a za oknem                         Jak Cię nie kochać w taką noc             GDCG
Dzieją się tam rzeczy przeokropne.                     Nad Cisną gwiazdy w Wielkim Wozie          heCD
                                                       Swym blaskiem oświetlają nas              GDCG
Patrzę a tam przy cmentarnej bramie                    Wiatr znad połonin je tu przywiał           CDG
Kat jakiegoś gościa kołem łamie.
Kat nad gościem męczy się i poci...                       Jak Cię nie kochać w taką noc            eh
Ludzie patrzą                                             Księżyc przegląda się w Twych oczach     ah
Czyżby kat robotę swoją sknocił?                          I zarys gór ubranych w mgły              eh
Kat straszliwe śruby swe dokręca                          I mógłbym patrzeć w nie bez końca      ahCD
Już nad gościem nie ma siły się znęcać
Nagle w tłumie słychać skargę gościa                   Jak Cię nie kochać w taką noc
„Jejku, jak mnie dzisiaj łamie w kościach...”          W splątanych włosach czuje wiosnę
                                                       I chciałbym wierzyć w uśmiech Twój
Patrzę a tam zaraz za zakrętem                         Gdy Ci nad ranem śpiewam w Cisnej
Wampir jakąś babkę dusi prętem
Taka kolej rzeczy już być musi,                        Nad ranem umilkł gitary śpiew
Wampir jedną babkę w roku musi zdusić.                 Zew morza pognał Cię na północ
„Czemu dzisiaj babkę tę przypierasz?”                  Lecz będę czekać cały rok
Pytam grzecznie damskiego wampira                      Kiedy powrócisz znów do Cisnej
„Czemu dzisiaj brudzisz swe paluszki?”
„Jak to? Przecież właśnie dzisiaj są Zaduszki”

Tam na plantach, tuż obok cmentarza
Mąż żonie wrzątkiem gębę wyparza,
Chyba pójdę tam ze swoją żoną
Ona także gębę ma niewyparzoną.

Jedna baba drugiej takiej babie
Wsadziła do torby grabie
A poza tym całkiem jeszcze nową
Wsadziła jej w torbę bombę atomową.
Teraz zaś niejaki pan Drakula
Babkę z bombą w torbie gdzieś przytula.
Wampir wiele kobiet ma w rezerwie
Lecz ta babka świetnie przecież go rozerwie.
Miłość z gór                                                  Mniej niż zero

Mówią, że góra się z górą nie zejdzie            C e a A A7   DeGDe–GDeGDeGD
Nawet gdy zima zasypie przełęcze                  d C G G7
A my byśmy w górach zeszli się wszędzie                       Myślisz może, że więcej coś znaczysz         eGD
Tak nas miłość przyciąga szaleńczo                            bo masz rozum, dwie ręce i chęć
                                                              Twoje miejsce na ziemi tłumaczy
W drodze nie będą nam przeszkodą                              zaliczona matura na pięć
Uskoki losu ukryte pod śniegiem
Wicher się między nas nie wedrze chłodem                      Są tacy – to nie żart,                        CD
Zawieje nas nie oddalą od siebie                              dla których jesteś wart                       CD

   Nad szczyt, nade wszystko miłość się wzbija                   Mniej niż zerooo – mniej niż zero...   eGDeGD
   Wspina się ponad ziemskie poziomy                             Mniej niż zerooo – mniej niż zero...
   Nad górnolotne słowa, nad wyraz
   Miłość z gór jak góry ogromna                              Zawodowi macherzy od losu
                                                              specjaliści od śpiewu i mas
Mówią, że wiara góry przenosi                                 Choćbyś nie chciał i tak znajdą sposób
A nas miłość niesie ponad doliną                              na swej wadze położą nie raz
Nie musimy zimy o nic prosić
Choćby i bez szlaku przejdziemy nad zimą                      Choć to fizyce wbrew
                                                              wskazówka cofa się
Nie zdoła nas lęk po drodze zmrozić
Przez zaspy prostą przebijemy ścieżkę
Prześlizgniemy się gładko po niepewnym lodzie
Jak lawina całą ogarniemy przestrzeń
Moc                                                     Modlitwa o śmiech

Jestem siłą drzemiącą                       G7+ C7+     Śmiechu mi trzeba          a
Jestem puchem ulotnym                                   Na te dziwne czasy         h
Jestem oparciem bezpiecznym                             Śmiechu zdrowego           C
Jestem siłą szemrzącą                                   Jak źródlana woda         Ga
                                                        Niech mnie kołysze         a
    Bo my tworzymy jedną z wielkich mocy       CDGe     W tej wielkiej podróży     h
    I w nas ukryta jest nadzieja             C D G G7   I niech prowadzi           C
    Lecz gdy rozłączysz jedno od drugiego      CDGe     Gdzie śmieszna gospoda    Ga
    To nie będziemy razem trwać           C D G7+ G7+
                                                           Niech dźwięczy męczy   FC
Jestem wodą źródlaną                                       Aż do zadyszki         aG
Jestem błyskiem nadziei                                    Śmiechu mi trzeba      CG
Jestem wizją zamgloną                                      Przede wszystkim        a
Jestem strumieniem myśli
                                                        Niech się zatrzęsą
Jestem liściem jesiennym                                Od śmiechu ściany
Jestem drzewem nieugiętym                               Niechaj na zawsze
Jestem trawą niezłomną                                  Będę pijany
Jestem jesienią leniwą                                  Nic okrutnego
                                                        Nic cynicznego
Jestem kwiatem zziębniętym                              Śmiechu mi trzeba
Jestem ciepłem natrętnym                                Bardzo ludzkiego
Jestem obroną daremną
Jestem myślą codzienną
Moja ziemia                                   Moje góry łaskawe

Pochyl się nad tą ziemią             DDEDDE   Moje góry łaskawe dajcie mi święty spokój kiedyś      D fis G A
Spoconą od trudu                     DDEDDE   Niechaj żyję tu z wami a potem umrę                       hDA
Gdzie ludzie małej wiary                  C   Na zielonej połoninie                                         G
Gdzie ludzie czekają wciąż cudu...    CGDDE
                                                 Moje góry łaskawe dajcie mi święty spokój kiedyś   D fis G A
   Pokłoń się moim górom                         Niechaj żyję tu z wami a potem umrę...                 hDA
   Gdzie niebo czasami
   Przechodzi w mokrej sukni                  Domem teraz i potem bądźcie mi zawsze                   GAD
   Przechodzi bosymi stopami                  Bo w każdym drzewie chowam duszę
                                              Niech porywa mnie wiatr
Gdzie gorzko się zagnieździł                  Porywa wiatr każdego dnia
Dziki chwast zwątpienia                       W tajemnice górskich dróg                                  GA
Więc w domu rozbrajamy
Rozbrajamy granaty milczenia

Pozdrów jasne potoki
W ramionach doliny
I krople mego serca
I krople w gałęziach kaliny

Pochyl się nad tą ziemią
Gdzie krzyże w zagonach
Załamują nad nami
Załamują zmęczone ramiona

Niech świerki rosną smukłe
Aby na rozstanie
Stolarz mógł wystrugać
Mógł wystrugać ostatnie mieszkanie
Morskie opowieści                              Muszka plujka

Kiedy rum zaszumi w głowie,                a   Muszka plujka i żuczek gnojarek                      aE
Cały świat nabiera treści,                G    Stanowili dość dobraną parę.                         Ea
Wtedy chętniej słucha człowiek           aC
Morskich opowieści.                   G E7 a
                                               Ona była plujka, a on zwykły żuk                     ad
                                               I żyli szczęśliwie, choć mu brakło nóg.              AE
Kto chce, ten niechaj słucha,
Kto nie chce, niech nie słucha,                Muszka plujka i żuczek gnojarek
Jak balsam są dla ucha                         Co dzień rano wokół krowiej kupki odprawiali bale.
Morskie opowieści.
                                               Ona była plujka, a on nie miał wujka,
Hej, ha! Kolejkę nalej!                        A na dodatek jeszcze nie miał nóg ten żuk.
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
To zrobi doskonale                             Muszka plujka i gnojarek żuczek –
Morskim opowieściom.                           Ona była wierna, a on miał jeszcze parę innych suczek.
Łajba to jest morski statek,
                                               Miłosnej euforii szybko mijał czas,
Sztorm to wiatr co dmucha z gestem,            Lecz to trwało krótko, bo zabił ich gaz.
Cierpi kraj na niedostatek
Morskich opowieści.                            Taka to historia, smutna, lecz prawdziwa.
                                               Ona byłą plujka, on był stary dziwak.
Pływał raz marynarz, który
Żywił się wyłącznie pieprzem,
                                               Lecz skąd gaz pytacie, cień się plujki błąka.
Sypał pieprz do konfitury                      Tak to słoń zawinił, bo drań puścił bąka.
I do zupy mlecznej.

Był na "Lwowie" młodszy majtek,
Czort, Rasputin, bestia taka,
Że sam kręcił kabestanem
I to bez handszpaka.

Jak pod Helem raz dmuchnęło,
Żagle zdarła moc nadludzka,
Patrzę – w koję mi przywiało
Nagą babkę z Pucka.

Niech drżą gitary struny,
Niech wiatr grzywacze pieści,
Gdy płyniemy pod banderą
Morskich opowieści.

Od Falklandu–śmy płynęli,
Doskonale brała ryba,
Mogłeś wędką wtedy złapać
Nawet wieloryba.
My cyganie                                         Na co komu dziś

My, Cyganie, co pędzimy z wiatrem,         CG      Stała pod ściana sącząc kakao,                 FAFG
My, Cyganie, znamy cały świat,                e    Kapela cięła walca na sześć.                   FAFG
My, Cyganie, wszystkim gramy                ae     Spytałem skromnie: „czy pójdziesz do mnie?”
A śpiewamy sobie tak                     H7 e E    Kiwnęła głowa zgadzając się.

   Ore, ore, szabadabada amore              CG     Trzeba zawsze żyć biegnącą chwilą              aGCF
   Hej, amore szabadabada,                   ae    Na co komu dziś wczorajszy dzień.
   O muriaty, o szagriaty                    ae
   Hajda trojka na mienia               H7 e (E)   Topiłem smutki w butelce wódki
                                                   Obok Japończyk do lustra pił.
Kiedy tańczę – niebo tańczy ze mną,                Pytam żółtego: „powiedz dlaczego
Kiedy gwiżdżę – gwiżdże ze mną wiatr,              Tez jesteś smutny?” on na to mi:
Zamknę oczy – liście więdną,
Kiedy milknę – milczy świat.                            Na co komu dziś wczorajsza miłość
                                                        Na co komu dziś wczorajszy sen.
Gdy śpiewamy – słucha cała ziemia,                      Po co dalej pić to samo piwo
Gdy śpiewamy – słucha cały świat,                       Kiedy czujesz, że uleciał gaz.
Niechaj każdy z nami śpiewa,
Niech rozbrzmiewa piosnka ta:                      Chciałem być sobą za wielką wodą
                                                   Na czekoladę poczułem chęć.
Będzie prościej, będzie jaśniej,                   Była namiętna, bardzo nieletnia
Całą radość damy wam,                              I dobrze znała refrenu sens.
Będzie prościej, będzie jaśniej
Gdy zaśpiewa każdy z was:                          Spotkałem narzeczoną                          FGAFG
                                                   taką ze szkolnych lat
                                                   próbowaliśmy mocno
                                                   by taniec naszych ciał
                                                   rozgrzała jakaś iskra.
Nadzieja – CJT                                           Nadzieja – Hey

Włosy Twoje jak łany pszenicy                       d    Spróbuj powiedzieć to                       aGd
Złocą się niby pole majowe                          F    Nim uwierzysz, ze                            aG
Jak morska fala księżycem skąpana                   C    Nie warto mówić kocham                        d
Co twarz mą skrzydłem piany muska mimochodem     g a7
                                                         Spróbuj uczynić gest
Czym mam opisać Twych kształtów firmament                Nim uwierzysz, że
Pradawnych bogiń niebiańską skończoność                  Nic nie warto robić
Jak w zwykłych słowach powiedzieć co czuję
Czy mogę widzieć obietnicę w spojrzeniu                    Nic naprawdę nic nie pomoże               aGd
                                                           Jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości
  Nie ma przyszłości, ale jest nadzieja         BFC        Nic naprawdę nic nie pomoże
  W oczach się rodzi, w blasku ust dojrzewa     g a7 d     Jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości
  Pozwala wierzyć w dobry czas
  Gdy nasze dłonie odnajdą się w pustce                  Musisz odnaleźć nadzieje
                                                         I nie ważne, że
W oczach Twoich jest tyle ciepła                         Nazwą ciebie głupcem
Że w ich płomieniach zaraz topnieje                      Musisz pozwolić by
Serca mojego lodowa osłona                               Sny
Co przed światem uczucia kryje                           Sprawiły byś pamiętał, że

W Twoim uśmiechu jest wszystko zawarte                   Moja i twoja nadzieja                  aGFGaGFG
Morze, i niebo, i tęcza jak droga                        Uczyni realnym krok w chmurach
Co przyciąga mnie, kusi i daje                           Moja i twoja nadzieja
Wiarę, że ten uśmiech, będzie kiedyś dla mnie            Pozwoli uczynić dziś cuda
Nadzieja – Ira                                                     Naiwne pytania

Możesz masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja    D C2 G C2    Kiedy byłem mały                                 e e7
Może masz skrzydła których by Tobie pozazdrościł ptak              Zawsze chciałem dojść na koniec świata           a a7
Może masz serce całe ze szlachetnego szkła                         Kiedy byłem mały, pytałem gdzie
Może masz kogoś a może właśnie kogoś Ci brak                       I czy w ogóle kończy się ten świat ?
Nie płacz, nie płacz, o nie                             CDCD       A kiedy byłem mały ooo...

  Nie ma nikt, takiej nadziei jak ja                   D C2 G C2     W życiu piękne są tylko chwile                 GeD
  Nie ma nikt, takiej wiary w ludzi i cały ten świat                 W życiu piękne są tylko chwile, tak, tak
  Nie ma nikt, tylu zmarnowanych lat
  Nie ma nikt, bo któż to wszystko mieć by chciał        D C2 G    Kiedy byłem mały
                                                                   Pytałem co to życie ?
Może masz oczy w których nie gościł dotąd strach                   Pytałem co to jest życie mamo ?
Może masz w sobie niechęć do wojny i brudnych spraw                Widzisz - życie to ja i Ty
Może masz litość a może uczuć już w tobie brak                     Ten ptak, to drzewo i kwiat
Może masz wszystko, lecz nie masz tego co mam ja                   Odpowiadała mi ooo...

Tylko ja                                                 GFCG      Teraz jestem duży i wiem, że
Tylko ja                                                 FFCG      W życiu piękne są tylko chwile
                                                                   Dlatego czasem warto żyć
                                                                   Dlatego czasem warto żyć, no bo....

                                                                     W życiu piękne są tylko chwile \ 4 x
                                                                     Kiedyś, kiedyś byłem mały
                                                                     Pytałem gdzie i czy, tak, tak
                                                                     Kiedyś byłem taki mały...taki mały...mały...
Naprawdę nie dzieje się nic                                     Nasze przebudzenie

  Czy zdanie okrągłe wypowiesz,                            e    Słuchać w pełnym słońcu, jak pulsuje ziemia       CGda
  Czy księgę mądrą napiszesz                              gd    Uspokoić swoje serce, niczego już nie zmieniać
  Będziesz zawsze miał w głowie tę samą                   ag    I uwierzyć w siebie, porzucając sny
  Pustkę i ciszę                                           d    A twój bunt przemija, a nie ty.

Słowo to zimny powiew                                             Nie wiesz, nie wiesz, nie rozumiesz nic         CGda
Nagłego wiatru w przestworze
Może orzeźwi cię, ale do nikąd                                  Widzieć parę bobrów przytulonych nad potokiem
Dojść nie pomoże                                                Nie zabijać ich więcej, cieszyć się widokiem
                                                                Nie wyjadać ich wnętrzności, nie wchodzić w ich skórę
Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum       a G C G C (F C F)   Stępić w sobie instynkt łowcy, wtopić w naturę.
Wódka w parku wypita albo zachód słońca         a G C G E E7
Lecz pamiętaj naprawdę nie dzieje się nic               daG     Wybrać to co dobre, z mądrych starych ksiąg
I nie stanie się nic aż do końca                        dEa     Uszanować swoją godność, doceniając ją
                                                                A gdy wreszcie uda się, własne zło pokonać
Zaufaj tylko warg splotom                                       Żeby zawsze mieć przy sobie, czyjeś ramiona.
Bełkotom niezrozumiałym
Gestom w próżni zawisłym                                        Wyczuć taką chwilę w której kocha się życie
Niedoskonałym                                                   I móc w niej być stale na wieczność w zachwycie
                                                                W pełnym słońcu dumnie, na własnych nogach
                                                                Może wtedy będzie można ujrzeć uśmiech Boga.

                                                                Przejść Wielką Rzekę bez bólu i wyrzeczeń         FCda
Nie nie nie                               Nie płacz, kiedy odjadę

Połóż pistolet na stół               ea     Nie płacz, kiedy odjadę            Dh
I uprzedzenia wyrzuć w kąt         CGD      Sercem będę przy tobie          e A7 D
Na całym świecie są faszyści                Nie płacz, kiedy odjadę            GD
Którzy nienawidzą innych rąk                Zostawię ci te melodię            e A7
Nie nie nie                          e
Nie wszystkich możesz zabić          a    Piosenkę, która przypomni
To niemożliwe uwierz mi            CGD    Niepowtarzalne te chwile
Nie nie nie                               I słowa cicho szeptane
Za dużo możesz stracić                    Tylko tobie jedynej
Bo takie krótkie są nasze dni
                                          Amore – to znaczy kocham
  Tylko nie mów tego mi            eaCD   Tiviato – całuję ciebie
  Nigdy nie mów tego mi             GDe   Gdy jestem z tobą dziewczyno
  Tylko nie mów tego że             aCD   Tak dobrze mi jest jak w niebie
  Nienawidzisz mnie                  GD
                                          Chociaż będę daleko
Więc pomyśl o tym co cię boli             Wrócę miłości śladem
O wszystkich wojnach które znasz          Więc zanuć naszą melodię
To najtrudniejsze zawsze jest             I nie płacz, kiedy odjadę
Powiedzieć nie gdy mówią tak
Nie nie nie
Bądź pozytywnym wojownikiem
Kiedy na ringu zostajesz sam
Tak tak tak
Za dużo dzieci nie ma już
Swoich tatusiów i swoich mam
Nie płacz Ewka                                           Niebo do wynajęcia

Nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak               A fis   Na tablicy ogłoszeń pod hasłem „lokale”                 a7
Na Twe babskie łzy                                  E    Przeczytałem przedwczoraj ogłoszenie ciekawe
Po ulicy miłość hula wiatr                               Na tablicy ogłoszeń fioletowym flamastrem               d7
Wśród rozbitych szyb                                     Ktoś nabazgrał słów kilka, dziwna była ich treść        a7
Patrz poeci śliczni prawdy sens
Roztrwonili w grach                                      Niebo do wynajęcia                               G e7 a7
W półlitrówkach pustych SOS                              Niebo z widokiem na raj                       G D e7 h a7
Wysyłają w świat                                         Tam gdzie spokój jest święty                  G D e7 h a7
                                                         No i święci są pańscy
  Żegnam was, już wiem                            hD     Szklanką ciepłej herbaty
  Nie załatwię wszystkich pilnych spraw        A E fis   Poczęstuje cię Pan
  Idę sam                                        ED
  Właśnie tam                                       A    Pomyślałem „to świetnie takie niebo na ziemi
  Gdzie czekają mnie                                     Grzechów nikt nie przelicza nikt nie szpera w szufladzie”
  Tam przyjaciół kilku mam od lat                        Pomyślałem „to świetnie” i spojrzałem na adres
  Dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram                 Lecz deszcz rozmył litery i już nie wiem gdzie jest
  Jeszcze raz żegnam was nie spotkamy się...
                                                         Gdy wróciłem do domu gdzie się błękit z betonem splata
Proza życia to przyjaźni kat                             W Babel wysoki sięgający do chmur
Pęka cienka nic                                          Zaparzyłem herbatę w swym pokoju nad światem
Telewizor, meble, Mały Fiat                              Myśląc „nic nie straciłem pewnie tak jest i tam”
Oto Marzeń szczyt
Hej prorocy moi z gniewnych lat
Obrastacie w tłuszcz
Już was w swoje szpony swoje dopadł szmal
Zdrada płynie z ust
Niech żyje bal                                                    Niewiele Ci mogę dać

Życie kochanie trwa tyle co taniec                           e    Sto gorących słów, gdy na dworze mróz         CaC
fandango, bolero, be–bop                                     H    W niewyspaną noc jeden koc                  dFCFC
manna, hosanna, różaniec i szaniec                          H7    Solo moich ust, gitarowy blues                CaC
i jazda i basta i stop.                                      e    Kilka dróg na skrót, parę słów ...          dFCFG
Bal to najdłuższy na jaki nas proszą,                        G
nie grają na bis, chociaż żal,                               D       Nie mogę ci wiele dać                        F
zanim wiec serca upadłość ogłoszą                            C       Nie mogę ci wiele dać                       dG
na bal, marsz na bal                                        H7       Bo sam niewiele mam                        CaA
                                                                     Nie mogę dać wiele ci                        F
Szalejcie aorty, ja idę na korty                                     Nie mogę dać wiele ci                       dG
Roboto ty w rękach się pal                                           Przykro mi                                 CFC
Miasta nieczułe mijajcie jak porty
Bo życie, bo życie to bal                                         Osiem znanych nut, McCartneya but
Bufet jak bufet zaopatrzony                                       Kilka niezłych płyt, jeden kicz
Zależy, czy tu, czy gdzieś tam                                    Siedem chudych lat, talię zgranych kart
Tańcz póki żyjesz i śmiej się do żony                             Południowy głód, kurz i bród
I pij... zdrowie dam!
                                                                  Nadgryziony wdzięk, pustej szklanki brzęk
  Niech żyje bal! Bo to życie to bal jest nad bale!     eHeH      Niespełniony sen itp.
  Niech żyje bal! Drugi raz nie zaproszą nas wcale!        H7 e   Podzielony świat, myśli warte kart
  Orkiestra gra! Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte!     eHeH      Zaleczony lęk, weź co chcesz.
  Dzień wart jest dnia! A to życie zachodu jest warte! a H H7 e

Chłopo–robotnik jak boa grzechotnik
z niebytu wynurza się fal,
wiedzie swa mamę i tatę, i żonkę,
i rusza, wyrusza na bal.
Sucha kostucha – ta Miss Wykidajło
wyłączy nam prąd w środku dnia.
Pchajmy wiec taczki obłędu, jak Byron,
bo raz mamy bal!
Nocna piosenka o mieście                              Och, Ziuta

  W mieście jak ryby tramwaje                  CG     Och Ziuta, dziś życie me przegrane jest       hGAh
  A miasto jak studnia bez dna                FaG     Przegrane jest przez jedną noc                  GA
  A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw     C G G7 a   Och Ziuta, naprawdę nie wiem jak się pozbyć
  Schyla się nocą i świtem powstaje             Cd    Jak się pozbyć ciebie stąd
  Nad rybną studnią bez dna                    Eea
                                                      Urodę Świnki Piggy masz                       DGF
Zaułków lipcem sparzonych                    A7 F     Wagą przewyższasz nawet ją
Wyciszyć nie może zmrok                      GFC      We śnie mnie straszy twoja twarz
Zasiedli na ławkach, zasiedli na ławkach      E7 a    A wszystko to przez jedną noc                 DGA
Ludzie, co twarze dniem umęczone               FC
Pod lipiec kładą i zmrok                      GC
Pod lipiec kładą i zmrok                       Ga

Nie śpię, bo spotkać chcę w mieście
Tę ciszę, co gęsta jak noc
Rozmawiać z krokami, swoimi krokami
I idę do nocy naprzeciw
Bo wokół cisza i noc

Czekam, aż neon przytłumi
Rozmyta latarnia dnia
Odnajdą się cienie, odnajdą się cienie
I ludźmi ulice zatłumią
Czekam na przyjście dnia
Odpowie Ci wiatr                                  Ona

Przez ile dróg musi przejść każdy z nas    CFCa     Ona jest ze snu, a ubrana w codzienność             DAG
By móc człowiekiem się stać?                CFG     Dla mnie zrzuca ją kiedy robi się ciemno
Przez ile mórz lecieć ma biały ptak,
Nim w końcu opadnie na piach?                     By nasze życie miało wreszcie jakiś smak         AhGA
Przez ile lat będzie kanion trwał,                Wracam chętnie do chwili i pamiętam pierwszy raz
Nim w końcu rozkruszy go czas?                    Pierwsze spotkanie jak podróż w nieznane         AhAh
                                                  Siedzieliśmy wpatrzeni tak jak dzieci,           AhGA
   Odpowie ci wiatr wiejący przez świat    dGCF   które jeszcze nic nie wiedzą
   Odpowie ci bracie tylko wiatr.
                                                  By w środku nocy tańczyć razem w świetle gwiazd
Przez ile lat przetrwa ten górny szczyt,          Zamykam oczy, tańczy cisza wokół nas
Nim deszcz go na mórz zniesie dno?                Bo całkiem inna jest jej niewinność
Przez ile ksiąg pisze się ludzki byt,             Każdy jej taniec jest wyłącznie dla mnie zawsze już zostanie
Nim wolność w nim wpisze ktoś?
Przez ile lat nie odważy się nikt
Zawołać, że czas zmienić świat?

Przez ile lat ludzie giąć będą kark,
Nie wiedząc, że niebo jest tuż?
Przez ile łez, ile bólu i skarg,
Przejść trzeba i przeszło się już?
Jak blisko śmierć musi przejść obok nas,
By człowiek zrozumiał swój los?

Odpowie ci wiatr wiejący przez świat,
Odpowie ci bracie tylko wiatr.
Odpowie ci wiatr wiejący przez świat,
I ty swą odpowiedź rzuć na wiatr.
Opadły mgły                                                 Oprócz błękitnego nieba

Opadły mgły i miasto ze snu się budzi                  CF   Kiedy jestem sam                                        eD
Górą czmycha już noc                                   CG   Przyjaciele są daleko, ode mnie, ode mnie            H7 C D
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił                      Gdy mam wreszcie czas dla siebie                       H7 e
Do gwiazd jest bliżej niż krok
Pies się włóczy pod murami bezdomny                    CF   Kiedy sobie wspominam
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony    CGC   Dawne, dobre czasy,
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy               CFCG   Czuję się jakoś dziwnie, dzisiaj noc jest czarniejsza
Toczy, toczy się los.
                                                               Oprócz błękitnego nieba                              CDe
  Ty, co płaczesz, a żeby śmiać się mógł się ktoś      CF      Nic mi dzisiaj nie potrzeba
  – Już dość! Już dość! Już dość!                      CG
  Odpędź czarne myśli!                                      Gdzie są wszystkie dziewczęta,
  Dość już twoich łez                                       Które kiedyś tak bardzo kochałem, kochałem
  Niech to wszystko przepadnie we mgle.                     Kto z przyjaciół pamięta ile razy dla Nich przegrałem

  Bo nowy dzień wstaje                                      W gardle zaschło mi
  Bo nowy dzień wstaje                                      I butelka zupełnie, zupełnie, już pusta, już pusta
  Nowy dzień                                                Nikt do drzwi już dzisiaj nie zastuka
  Bo wstaje nowy dzień
                                                            Oprócz drogi szerokiej, oprócz góry wysokiej            CDe
Z dusznego snu już miasto się wynurza                       Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Słońce wschodzi gdzieś tam                                  Oprócz słońca złotego, oprócz wiatru mocnego
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża                      Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Uchodzą cienie od bram
Ciągną swoje wózki dwukółki mleczarze
Nad dachami snują się sny podlotki pełne marzeń
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy
Toczy, toczy się los

Ty, co płaczesz, a żeby śmiać się mógł się ktoś
– Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli
Porzuć błędny wzrok
Niech to wszystko zabierze już noc.
Paw                                                                    Pejzaże harasymowiczowskie

Miałem kiedyś wielki dom piękny ogród otaczał go        g c7 F         Kiedy stałem w przedświcie, a Synaj      GD
Gdzie co noc słychać było pawia krzyk jak zapowiedź losu               Prawdę głosił przez trąby wiatru,        Ce
Kiedy rankiem znajdowałem tam złote jajo                               Zasmreczyły się chmur igliwiem –         GD
Wielki złote jajo                                                      Bure świerki o góry wsparte.            eCD

Nie wiem skąd wziął się tam                             c7 d7 g c7 F   I na niebie byłem ja jeden,
Nigdy przedtem o tym nie, nie myślałem                                 Plotąc pieśni w warkocze bukowe.
Bo po co                                                               I schodziłem na ziemię za kwestą
Kiedy miałem wielki kopiec złotych jaj                                 Przez skrzydlącą się bramę Lackowej.
I przyjaciół wielu otaczało mnie
Nie byłem sam, o nie! nie byłem sam                                      I był Beskid i były słowa             GCG
                                                                         Zanurzone po pępki w cerkwi baniach    GC
Pewnej nocy prysnął czar ptak nie znosił już złotych jaj                 Rozłożyście złotych                    DD
Trefne karty rozdał los, więc przegrałem partię z nim                    Smagających się z wiatrem do krwi.    CDG
A życie toczyło się dalej Ummm...
A życie toczyło się dalej, a życie toczyło się dalej. Aaaa....         Moje myśli biegały końmi
                                                                       Po niebieskich, mokrych połoninach.
Ładnych kilka długich lat minęło od tej nocy                           I modliłem się złożywszy dłonie
Której nigdy nie, nie zapomnę mu | x2                                  Do gór, do Madonny brunatnolicej.
Siedzę teraz sam w ogrodzie, wśród umarłych kwiatów
Nikt już nie, nikt już nie odwiedza mnie | x2                          A gdy serce kroplami tęsknoty
Czasem tylko przyjdzie on, czasem tylko przyjdzie on piękny            Jęło spadać na góry sine,
Czasem tylko przyjdzie on piękny dumny                                 Czarodziejskim kwiatem paproci
Jak to paw, jak to zwykle paw.                                         Rozgwieździła się Bukowina.
Pieśń na wyjście                                 Pieśń XXIX

Idź człowieku idź, rozpowiedz                a   DCGD
Idźcie wszystkie stany                    d d7   Całe życie w niebo idzie                  D2
Kolorowi, biali, czarni                   E E7   Mój połoniński pochód                    C7+
Idźcie zwłaszcza wy, ludkowie              FG    I buki srebrni jeźdźcy                    G6
Przez na oścież otwarte bramy               ae   Nad nimi wiosny sokół                     D2
                                                 I nadał tamtej połoniny wiatr
   Dla wszystkich starczy miejsca        CGae    I chmur wiosennych grzywy
   Pod wielkim dachem nieba                      I na chorągwi wspomnień twarz
                                                 Z włosami wiejącymi
Rozejdźcie się po drogach C e
Po łąkach, po rozłogach     ae                     Jak ciała nasze w mrocznym rytmie     DeGD
Po polach, błoniach i wygonach                     Wznosiły się góry opadały
W blasku słońca, w cieniu chmur                    Tak dzieje się gdy wiosna przyjdzie
                                                   Wypala miłość stare trawy
Rozejdźcie się po niżu      FG
Rozejdźcie się po wyżu                           Całe życie w niebo idzie
Rozejdźcie się po płaskowyżu                     Mój połoniński pochód
W blasku słońca, w cieniu chmur     ae           I buki srebrni jeźdźcy
                                                 Nad nimi wiosny sokół
Dla wszystkich starczy miejsca   Ceae            Jak popiół rozwiały się grzechy
Pod wielkim dachem nieba                         W ciszy ktoś zawilce zasiał
Na ziemi której ja i ty     Ceaa                 I tylko grzmią włosy przestrzeni
Nie zamienimy w bagno krw                        W wielkich oknach mego świata
Piosenka dla Juniora i jego gitary             Piosenka dla Wojtka Bellona

Gdy pokłócisz się z dziewczyną           GD    Powiedz, dokąd znów wędrujesz        DGD
(Nie życzę ci, lecz różnie jest)         eD    Czy daleko jest twój sad             DGD
Nie chciej zaraz marnie ginąć            Gh    Ten w krainy buczynowe               CGD
Zaufaj mi, przekonasz się             C D D7   Ze mną tam układa pieśni wiatr       CGD
                                               Ten w krainy buczynowe                egD
   Skocz w pudło gitary                 aC     Za mną nikogo, tylko wiatr…          eGD
   I tam rozłóż się obozem              GD
   Skocz w pudło gitary                        Zmierzchy grają, a przestrzenie
   Ratunkowym ona kołem                        Własny mi podają dźwięk
   Przeczekaj nachalną nawałnicę,              Takie śpiewy z nimi lub milczenie
   Wyjdź potem ze słońcem na ulicę!            W którym znika każdy dawny lęk
   Wyjdź potem ze słońcem na ulicę.            W takich śpiewach i milczeniu
                                               W szumie świętych buków zginął lęk
Gdy ci będzie jakoś nie tak
(Nie życzę ci, lecz różnie jest)               Zaszumiały się powietrza
Gdy ta słynna smuga cienia                     I ruszyłeś sam na szlak
Przypęta się, przerazi cię                     Ten ostatni, ten najlepszy
                                               Przyszedł czas, Pan dał znak
Aż cię znowu noc dopadnie                      Ten ostatni, ten najlepszy
(Nie życzę ci, lecz różnie jest)               Przyszedł czas, Pan dał Ci znak.
Ciemny Bóg się tobą zajmie,
Lecz wtedy ty wywijasz się

I pomóż słońcu!
I pomóż słońcu!
I pomóż słońcu lśnić!
Piosenka dla Dośki                                           Plastelina

Jeszcze noc, jeszcze cienie się chwieją                GC    Ulepiłem mamie domek z niewidzialnej plasteliny C G F G
Cichym snem oddycha cały dom                       GCeA      Dwa okienka, dwa koniny z niewidzialnej plasteliny.
Moje myśli błądzą między złudą i nadzieją              GC    A w okienkach kwiatki bratki z niewidzialnej plasteliny
A czasami do snów Twoich zajrzeć chcą           G C D G G7   A dla taty krawat w kwiatki z niewidzialnej plasteliny.

  To będzie dobry dzień                               CD     Ulepiłem sobie pieska, łaciatego z czarnym pyszczkiem,
  Jeśli rano mnie przywitasz                          GD     Lalkę Kasię i Tereskę, i pistolet, i siostrzyczkę.
  Ciepłych rąk dotknięciem                              e    Namęczyłem się ogromnie, zbiłem łokieć stłukłem szklankę
  Bez niepotrzebnych słów                            A A7    mamo, tato chodźcie do mnie, mam tu dla was niespodziankę.
  To będzie dobry dzień                               CD
  Z Twojej twarzy to wyczytam                         GC     Czemu na mnie tak patrzycie i zdziwione macie miny
  Dzień się budzi, Ty się budzisz                     GC     Czyście nigdy nie widzieli niewidzialnej plasteliny?
  Witaj dniu                                          DG

Jakie imię chcesz darować mu na drogę
Jakim słowem przywita go nasz dom
Czy gdy jesień przyjdzie będzie jej za osłodę
Wszak we dwoje jesień nie jest porą złą
Płacz                                                    Pocztówka z Beskidu

Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała   eDae   Po Beskidzie błądzi jesień                  CG
W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,        ChA   Wypłakuje deszczu łzy.                      Ae
Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała    eDae   na zgarbionych plecach niesie               FC
Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.         Che   Worek siwej mgły.                           dG
                                                         Pastelowe cienie kładzie                    CG
  Jeszcze płaczu niesytą do piersi Cię tulę,      GDae   Zdobiąc rozczochrany las.                    ae
  A Ty goisz się we mnie niby lgnąca rana,         ChA   Nocą rwie w brzemiennym sadzie              FC
  A ja płacz Twój całuję, biodra i kolana         GDae   Grona słodkich gwiazd, złotych gwiazd.     DGC
  I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę            Che
                                                           Jesienią góry są najszczersze,           FGCa
Lecz karmiony ust Twoich spłakanym oddechem,      eDae     Żurawim kluczem otwierają drzwi.       F G C C7
Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania        ChA     Jesienią smutne piszę wiersze,           FGCa
Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.              eDae     Smutne piosenki śpiewam Ci.               DGC
Odpowiadasz bezładnie – ja słucham z uśmiechem.    Che
                                                         Po Beskidzie błądzą ludzie,
                                                         Kare konie w chmurach rżą.
                                                         Święci pańscy zamiast w niebie
                                                         Po kapliczkach śpią.
                                                         Kowal w kuźni klepie biedę,
                                                         Czarci wydeptują trakt.
                                                         W pustej cerkwi co niedzielę
                                                         Rzewnie śpiewa wiatr, pobożny wiatr
Poezja                                           Polanka

Ty przychodzisz jak noc majowa            a7 e   Liści zielenią zagra nam wiatr                   aGa
Biała noc, uśpiona w jaśminie             FG     A śpiewność ptaków tylko prawdę powie             FE
I jaśminem pachną Twoje słowa                    Choć niepojęty ten cały świat
I księżycem sen srebrny płynie.                  Choć nam nie wszystko chce zmieścić się w głowie

Płyniesz cicha przez noce bezsenne                 To zatańcz ze mną na polanie                   aGa
cichą nocą, tak liście szeleszczą                  Ot tak po prostu                               GFE
Szepcesz sny, szepcesz słowa tajemne               To zatańcz ze mną na polanie                   aGa
W słowach cichych skąpana jak w deszczu            Choć raz prawdziwie, zatańcz ze mną sobie     GFEa
                                                                                               aEaaEa

                                                 Spójrz drzewa takie się uśmiechnięte
                                                 A trawa oświadcza się kwiatom
                                                 Choć nienazwane to piękne przepięknie
                                                 Oddają się wszystkim nie biorąc nic za to

                                                 Drzewa coś szepcą, coś ciągle śpiewają
                                                 I pełno w ich szumie jest twojej piękności
                                                 Choć troszeczkę o jesieni bają
                                                 To i tak las pełen jest naszej miłości
Powroty                                          Pożegnalny ton

Boję się nieba w twoich oczach               D   Chyba dobrze wiesz już, jaką z dróg,                    Cea
Jeszce drżysz ze zmęczenia i potu...         G   Popłyniesz, kiedy serce rośnie Ci nadzieją.            dDG
Świat chcesz dzielić na białe i czarne       A   Że jeszcze są schowane gdzieś,                      F E7 a D
Miły boje się twoich powrotów!             GAD   Nieznane lądy, które szczęście twe odmienią.        CFGC

   Drżysz jeszcze oczy zamglone              G   Chyba dobrze wiesz już, jaką z dróg,
   Zrobisz wszystko o co cię proszę          A   Wśród białej fali piany statek Twój popłynie,
   Musisz wierzyć, przecież mnie kochasz     h   A jeśli tak, spotkamy się,
   Krótka chwila i wracasz                   G   Na jakiejś łajbie, którą szczęście swe odkryjesz.
   Krótka chwila i wracasz                   A
   Krótka chwila i wracasz na morze        GAD      Morza i Oceany grzmią,                        CGCFG
                                                    Pieśni pożegnalny ton.                            FGC
Boję się chmur nad twoim czołem                     Jeszcze nieraz zobaczymy się,                G C G E7 F
Kiedy ręce do krwi otarte                           Czas stawiać żagle i z portu                      CGF
Dumnie kładziesz przede mną na stole                Wyruszać nam w rejs!                               GC
Miły boje się twoich powrotów!
                                                 W kolorowych światłach keja lśni,
Boję się morza w twoich myślach                  A główki portu sennie mruczą do widzenia.
Kiedy jesteś do drogi już gotów                  A jutro, gdy nastanie świt,
Leżysz przy mnie, oczy otwarte                   W rejs wyruszymy, by odkrywać swe marzenia.
Miły boję się twoich powrotów!
                                                 Nim ostatni akord wybrzmi już.
                                                 Na pustej scenie nieme staną mikrofony.
                                                 Ostatni raz śpiewamy dziś.
                                                 Na pożegnanie wszystkim morzem urzeczonym.
Pożegnanie Liverpoolu                                    Preludium dla Leonarda

Żegnaj nam dostojny, stary porcie,            C C7 F C   Na parterze w mojej chacie                       D
Rzeko Mersey żegnaj nam!                          CG     Mieszkał kiedyś taki facet,                     GD
Zaciągnąłem się na rejs do Kalifornii,        C C7 F C   Który dnia pewnego cicho do mnie rzekł:        CGD
Byłem tam już niejeden raz.                    C G7 C    Gdy zachwycisz się dziewczyną,                  CG
                                                         Nie podrywaj jej na kino,                       DA
  A więc żegnaj mi, kochana ma!                 GFC      Ale patrząc prosto w oczy, szepnij słowa te:   CGD
  Za chwilę wypłyniemy w długi rejs.               G
  Ile miesięcy Cię nie będę widział,            C C7     Jestem taki samotny                             hG
  Nie wiem sam,                                  FC      Jak palec albo pies.                            DA
  Lecz pamiętać zawsze będę Cię.                 CG      Kocham wiersze Stachury                         CG
                                                         I stary dobry jazz.                            DAD
Zaciągnąłem się na herbaciany kliper,                    Szczęścia w życiu nie miałem,                   hG
Dobry statek, choć sławę ma złą,                         Rzucały mnie dziewczyny.                        DA
A że kapitanem jest tam stary Burgess,                   Szukam cichego portu,                            C
Pływającym piekłem wszyscy go zwą.                       Gdzie okręt mój zawinie.                        GD

Z kapitanem tym płynę już nie pierwszy raz,              Po tych słowach z miłosierdzia
Znamy się od wielu, wielu lat.                           Padła już nie jedna twierdza
Jeśliś dobrym żeglarzem – radę sobie dasz,               I nie jedna cnota chyżo poszła w las.
Jeśli nie – toś cholernie wpadł.                         Ryba bierze na robaki
                                                         A panienka na tekst taki,
Żegnaj nam dostojny, stary porcie,                       Który zawsze mówię, patrząc prosto w twarz.
Rzeko Mersey żegnaj nam.
Wypływamy już na rejs do Kalifornii,                     Kiedy szał pierwszych zrywów minął
Gdy wrócimy opowiemy wam.                                Zakochałem się w dziewczynie
                                                         Z Którą się na całe życie zostać chce
                                                         Chciałem rzec: będziemy razem
                                                         Zrozumiała mnie od razu
                                                         I jak echo wyszeptała słowa te.

                                                         Jesteś taki samotny…

                                                         Jestem taka samotna…
Prosektorium               Przechyły

Leży na stole głowa        Pierwszy raz przy pełnym takielunku,        eDe
jaka piękna połowa.        Biorę ster i trzymam kurs na wiatr.         eDe
Obok świeża i miękka       I jest jak przy pierwszym pocałunku –       aDe
Leży jakaś ręka.           W ustach sól, gorącej wody smak.           a H7 e

  A ty stoisz                O – ho, ho! Przechyły i przechyły!        aDe
  I się temu przyglądasz     O – ho, ho! Za falą fala mknie!           aDe
  Lecz uśmiechnij się,       O – ho, ho! Trzymajcie się dziewczyny!    aDe
  Bo za chwilę czeka Cię     Ale wiatr, ósemka chyba dmie!            a H7 e
  Twoje ulubione…
  Prosektorium             Zwrot przez sztag, o’key zaraz zrobię!
                           Słyszę jak kapitan cicho klnie.
Na półce wysoko            Gubię wiatr i zamiast w niego dziobem,
leży jedno oko.            To on mnie od tyłu, kumple w śmiech.
A w ciemnej głuszy
nasłuchują uszy.           Hej ty tam z burtę wychylony
                           Tu naprawdę się nie ma z czego śmiać!
Pływają w wanience         Cicho siedź i lepiej proś Neptuna,
nogi, głowy i ręce.        Żeby coś nie spadło ci na kark.
Wszystko się kotłuje,
chyba zwymiotuję.          Krople mgły, w tęczowym kropel pyle
                           Tańczy jacht, po deskach spływa dzień.
Można tutaj znaleźć        Jutro znów wypłynę, bo odkryłem
każdą cząstkę ciała.       Morze, jacht. żeglarską starą pieśń.
Tylko duszy nie ma,
dusza uleciała.
Przemijanie                                   Przewróciło się

Dzień kolejny minął                     aGa   Przewróciło się niech leży                            G
Dzień co nic nie przyniósł             CGae   Cały luksus polega na tym                             e
Jeszcze się nie skończył               CGae   Że nie muszę go podnosić                              C
A już nowy wyrósł                       CGa   Będę się potykał czasem                               G
                                              Będę się czasem potykał ale nie muszę sprzątać     CGDG
Tyle dni minęło, tyle marzeń           CGae
Tyle ludzi przeszło, tyle zdarzeń      CGae   CeaGDG
Tyle marzeń sennych się nie spełniło   CGae
Tyle dobrych gwiazd ubyło.              CGa   Zapuściłem się to zdrowo
                                              Coraz wyżej piętrzą się graty
Tyle słów powiedział                          Kiedyś wszystko poukładam
Słów, co nic nie znaczą                       Teraz się położę na tym
Może kogoś uraził                             To mi się wreszcie należy więc się położę na tym
Czyjeś oczy płaczą
                                              Coś wylało się nie szkodzi
Znowu czasu mijanie,                          Zanim ztęchnie to długo jeszcze
Znowu minął dzień–                            Ja w tym czasie trochę pośpię
Komu przyniósł radość?                        Tym bezruchem się napieszczę
Komu smutek– wiem                             Napieszczę się tym bezruchem potem otworzę okna

                                              W kątach miejsce dla odpadków bo w te kąty nikt nie zagląda
                                              Łatwiej tak i całkiem znośnie
                                              Może czasem coś wyrośnie
                                              Może ktoś zwróci uwagę ale kiedyś się wezmę

                                              Zapuściłem się to zdrowo
                                              Cały luksus polega na tym
                                              Łatwiej tak i całkiem słusznie
                                              Może czasem coś wybuchnie
                                              Będę się czasem potykał ale kiedyś się wezmę
Przeżyj to sam                                              Raj

Na życie patrzysz bez emocji                       Cea      e7 C7+ G* D*
Na przekór czasom i ludziom wbrew             d d7 G G7     Tu, w górach trawy wiosną śpiewają           h7 C
Gdziekolwiek jesteś, w dzień czy w nocy            Cea      Wiatrem się trzęsą w chłodnym poranku        GD
Oczyma widza oglądasz grę                     d d7 G G7     Źdźbła swe z kwiatami przeplatają
                                                            Jak ciała wiernych cichych kochanków
Ktoś inny zmienia świat za ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk                              Ciszę przerywa czasem śpiew ptasi
A ty z daleka, bo tak lepiej                                Lub ryk jelenia gdzieś w leśnej głuszy
I w razie czego nie tracisz nic                             Tutaj spokoju pragnienie zgasisz
                                                            I ukojenie znajdziesz dla duszy
  Przeżyj to sam, przeżyj to sam          C e a d d7 G g7
  Nie zamieniaj serca w twardy głaz              C e E7 a     Tu aniołowie siedzą przy watrze         C7+ D G
  Póki jeszcze serce masz                      d d7 G G7      W gór majestacie Pan cicho śpiewa
                                                              I kątem oka na ludzi patrzy
Widziałeś wczoraj znów w dzienniku                            Czasem spokojny, czasem się gniewa      C7+ D e
Zmęczonych ludzi wzburzony tłum
I jeden szczegół wzrok twój przykul                         Tu, wśród przełęczy i skalnych grani
Ogromne morze ludzkich głów                                 Kamień samotny z ziemi wystaje
                                                            Kwiecień zielony mchem przysiadł na nim
A spiker cedził ostre słowa                                 Już się rozgląda za ciepłym majem
Od których nagła wzbierała złość                            Tu aniołowie siedzą przy watrze...
I począł w tobie gniew kiełkować
Az pomyślałeś milczenia dość
Respect                                                           Rzeka

What you want (hooo) baby I got it                                Wsłuchany w twą cichą piosenkę                     CFCF
What you need (hooo) you know I got it                            Wyszedłem na brzeg pierwszy raz.                   CFea
(Hooo) all I'm asking (hooo) is for a little respect              Wiedziałem już rzeko, ze kocham cię rzeko           Fea
( Just a little bit) when you come home                           Że odtąd pójdę z tobą.                             FedG
(Just a little bit) hey baby ( Just little bit)
When you come home ( Just a Little Bit) Mister                      O, dobra rzeko, o mądra wodo.              CFCFe
                                                                    Wiedziałaś gdzie stopy znużone prowadzić       Fea
I ain't gonna do you wrong while you're gone                        Gdy sił już było brak (było brak).     F e d G…C F
I ain't gonna do you wrong 'cause I don't wanna
All I'm asking is for a little respect when you come home         Wieże miast, łuny świateł.
(Just a Little Bit) Baby ( Just a little bit )                    Ich oczy zszarzałe nie raz.
When you come home ( Just a little Bit) Yeah                      Witały mnie pustką, żegnały milczeniem
                                                                  gdym stał sie twoim nurtem
I'm about to give you all my money
And all I'm asking in return honey                                Po dziś dzień z tobą rzeko.
Is to give me my profits when you get home                        Gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg.
(Justa Justa Justa) Yeah baby when you get home                   Ach życia mi braknie, by szlak twój przemierzyć,
                                                                  by poznać twą melodię.
( Just a little Bit ) Yeah ( Just a little bit )

Hooo your kisses sweeter than honey and guess what so is my
money
All I want you to do for me is give it to me whn you get home
( Re re re re spect) Yeah baby whip it to me
( Just a little bit) when you get home now ( Just a little bit)

R-E-S-P-E-C-T find out what it means to me
R-E-S-P-E-C-T take out the TCP ohhhh (Sock it to me,etc.)

A little respect oh yeah ( Just a little bit)
A little respect ( Just a little Bit)
Sanctus                                               Sen Katarzyny II

Święty, święty, święty blask kłujący oczy             Na smyczy trzymam filozofów Europy,                GDG
Święta, święta, święta ziemia co nas nosi             Podparłam armią marmurowe Piotra stropy,            GDe
                                                      Mam psy, sokoły, konie - kocham łów szalenie,       CDe
Święty kurz na drodze                            e    A wokół same zające i jelenie.                     CDG
Święty kij przy nodze                            C    Pałace stawiam, głowy ścinam                          fis h
Święte krople potu                            D D7    Kiedy mi przyjdzie na to chęć.                    fis G D
Święty kamień w polu                             e    Mam biografów, portrecistów                         CDe
Przysiądź na nim, panie                          C    I jeszcze jedno pragnę mieć...                     CDG
Święty płomyk rosy                            D D7
Święte wędrowanie                                e       Stój Katarzyno! Koronę Carów                   eHeH
                                                         Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć!       eaeDG
   Święty chleb, chleba łamanie               CDG
   Święta sól, solą witanie                   CDG     Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów.
   Święta cisza, święty śpiew                 CDe     Nie bawią mnie umizgi bladych lowelasów.
   Znojny łomot prawych serc                    CD    Ich miękkich palców dotyk budzi obrzydzenie,
   Słupy oczu zapatrzonych                    CDG     Już wolę łowić zające i jelenie.
   Bicie powiek zadziwionych                  CDe     Ze wstydu potem ten i ów,
   Święty ruch i drobne stopy                C D D7   Rzekł o mnie: niewyżyta Niemra!
   Święta święta święta ziemia co nas nosi            I pod batogiem nago biegł,
                                                      Po śniegu dookoła Kremla!
Słońce i ludny niebieski zwierzyniec
Baran, Lew, Skorpion i Ryby sferyczne                 Kochanka trzeba mi takiego jak imperium,
Droga Mleczna, Obłok Magellana                        Co by mnie brał tak jak ja daję - całą pełnią.
Meteory, Gwiazda Przedporanna                         Co by i władcy i poddańca był wcieleniem,
Saturn i Saturna dziwów wieniec                       I mi zastąpił zające i jelenie.
Trzy pierścienie i księżyców dziewięć                 Co by zrozumiał tak jak ja,
Neptun, Pluton, Uran, Mars, Merkury,                  Ten głupi dwór rozdanych ról.
                                                      I pośród pochylonych głów,
                                                      Dawał mi rozkosz albo ból!

                                                      Gdyby się kiedyś kochanek taki znalazł...
                                                      - Wiem, sama wiem! Kazałabym go ściąć!
Sen o Victorii                                    Sen w łemkowskiej wiosce

Dzisiaj miałem piękny sen                    CF   Wędrowałem Beskidu krainą                         eCe
Naprawdę piękny sen                          CF   Leśne ścieżki miałem za siostry                   eCe
Wolności moja, śniłem, że                    CF   Wśród drzew odnalazłem mój spokój                 CDe
Wziąłem z Tobą ślub                         dFC   I zginęły gdzieś wszystkie kłopoty

Słońce nas błogosławiło                           Gdy raz szedłem leśnymi dróżkami
I Księżyc też tam był                             Pośród lasów, trafiłem do wioski.
Wszystkie gwiazdy nieba, nieba                    Wszystko prawie już chwastem zarosło
Wszystkie gwiazdy pod                             W jednej chacie zostałem na nocleg.

  O Victorio, moja Victorio                 CaF     Gdzie stąd odeszli ludzie, którzy piekli chleb?   eCDe
  Dlaczego mam Cię tylko w snach            CaF     Gdzie są ich pieśni, czemu zamarł w cerkwi śpiew?
  Wolności moja i Victorio                  CaF     Gdzie dym z kominów, studziennych żurawi skrzyp?
  Opanuj w końcu cały świat                 dCG     Pozostała pustka, czasem echa tamtych dni.

Och, gdyby tak wszyscy ludzie                     Gdy zasnąłem to dręczyły mnie koszmary,
mogli przeżyć taki jeden dzień                    We śnie widziałem postacie z łemkowskiej wioski
Gdy wolność wszystkich, wszystkich zbudzi         Coś szeptały, ręce do mnie wyciągały,
I powie: "Idźcie tańczyć, to nie sen"             Na ustach zamarł im krzyk bezsilności.

  O Victorio, moja Victorio
  O Victorio ma
Sielanka o domu                                           Sponad kufla piwa

A jeśli dom będę miał,                        A h7 cis7   Jak szczyty do wzięcia, kufle kudłate       E H fis A
To będzie bukowy koniecznie,                    D E7 A    Wynurzają się po sobie i piętrzą w oddali E H fis A H
Pachnący i słoneczny.                           h7 E A    Wspinają się słowa starym znanym szlakiem
Wieczorem usiądę– wiatr gra,                       DE     Szlakiem dawno zdobytych już szklanic
A zegar na ścianie gwarzy:                       ADE
Dobrze się idzie, panie zegarze?              a h7 cis7     I wzrasta słono – słono potem okupiona     A H cis gis
Tik, tak... tik, tak... tik, tak...            h7 E7 A      Wiatrem odarta z drzew Jaworzyna               AHE
Świeca skwierczy i mruga przewrotnie,              DE       Spojrzenie błądzi po szczytach zielonych
Więc puszczam oko do niej                     A h7 cis7     Gubi się w mgłą zasnutych dolinach
Dobry humor dziś pani ma                        h7 E A
Dobry humor dziś pani ma                        h7 E A    Wieczór gdzieś tam z wiatrem ku nocy odpływa
                                                          Po kamieniach pną się myśli w nieskończoność
   Szukam, szukania mi trzeba                      AE     Ku lotom bez granic – sponad kufla piwa
   Domu– gitarą i piórem,                         GDA     Do bożych schronisk niepamięci drogą
   A góry nade mną jak niebo,                      AE
   A niebo nade mną jak góry                      GDA     Przewala się po kątach mej pijanej duszy
                                                          Odchodzi i wraca, potyka i wstaje
Gdy głosy usłyszę u drzwi,                                Grzmot dawno przebrzmiałej, radocyńskiej burzy
Czyjekolwiek– wejdźcie, poproszę,                         I śmiech bez pamięci, i echa wołanie
Jestem zbieraczem głosów,
A dom mój bardzo lubi, gdy                                Z każdym łykiem lżejszy wzbijam się nad domy
Śmiech ściany mu rozjaśnia                                Ponad sady dolin i cerkiewne głowy
I gędźby lubi i pieśni...                                 W rozespanych wspomnieniach nieprzytomnie tonę
Wpadnijcie na parę chwil,                                 Między drogą z Komańczy a bramą Lackowej C D e (E)
Kiedy los Was zawiedzie w te strony,
Bo dom mój otworem stoi
Dla takich jak my, dla takich jak my...

Zaproszę dzień i noc,
Zaproszę cztery wiatry–
Dla wszystkich drzwi otwarte...
Ktoś poda pierwszy ton–
Zagramy na góry koncert
Buków porą pachnącą:
Nasiąkną ściany grą...
A zmęczonym wędrownikom
Odpocząć pozwolę muzyką,
Bo taki będzie mój dom, bo taki będzie mój dom,
Bo taki będzie mój dom
Sprzysiężenie górskiego kamienia                       Stand by me

A4 a A2 a /x2                                          A F#m D E A
Sprzysiężeni budząc się świtem                 aED
Przykrywają palcami oczy                       FCE     When the night has come
By zatrzymać chociaż przez chwilę             aGD      F#m
Nić wysnutą z osnowy nocy                    CEFG      And the land is dark
Nić, co nieba barwą się mieniąc                 CD     DEA
Diratissimę w ścianie kreśli                    CD     And the moon is the only light we'll see
Potem dnia zakładają brzemię                     hA
I ruszają w drogę ku szczęściu                C E7 a   No, I won't be afraid,
                                                       Fm
  Mija dzień, koło się toczy                 aCGE      No, I won't be afraid
  Marzeniami kładą się cienie                aCGF      DEA
  I odradza się każdej nocy                   aGE      Just as long as you stand, stand by me.
  I odradza się każdej nocy                  aCDF
  Sprzysiężenie górskiego kamienia            CEA        So, darling, darling, stand by me,
                                                         Fm
Sprzysiężeni – przyjazne dłonie                          Oh, stand by me.
Plotą węzeł nad ogniem watry                             DEA
I wpatrzeni w gasnący płomień                            Oh, stand, stand by me,
Nucą pieśni pachnące wiatrem                             Stand by me.

Nie rozplotą ni burze, ni waśnie                       If the sea that we look upon
Tego, co złączone przez ogień                          Should tumble and fall
Słońce wokół – wciąż jaśniej i jaśniej                 Or the mountain should crumble in the sea,
Zakwitł kamień dziś górskim głogiem                    I won't cry, I won't cry,
                                                       No, I won't shed a tear
A gdy wiatrem sprzysiężonym w oczy zawieje             Just as long as you stand, stand by me
Bliski uśmiech w cień nocy odejdzie
Bukowina opuszcza ramiona
Bukowina łeb pochyla siwy
Czas odpływa, z czasem smutek kona
Lecz wspomnienia pozostają żywe
Stary bryg                                                Sweet Home Alabama

gdy wypływał z portu stary bryg            e D G (D/e)    Big wheels keep on turning
jego losów nie znał wtedy nikt             e D G (D/e)    Carry me home to see my kin
nikt nie wiedział tego że                          eD     Singing songs about the Southland
statkiem– widmem stanie się stary bryg   A H7 e (D/e e)   I miss Alabamy once again
                                                          And I think its a sin, yes
  Hej, ho! na umrzyka skrzyni                  eGDe
  i butelka rumu                                GDe       Well I heard mister Young sing about her
  Hej, ho! resztę czart uczyni                            Well, I heard ole Neil put her down
  i butelka rumu!                                         Well, I hope Neil Young will remember
                                                          A Southern man don't need him around anyhow
Co z załogą zrobił stary bryg
tego też nie zgadnie chyba nikt                             Sweet home Alabama
czy zostawił w porcie ją                                    Where the skies are so blue
czy na morza dnie nikt nie wie gdzie                        Sweet Home Alabama
                                                            Lord, I'm coming home to you
Przepowiednia zła jest że ho ho!
kto go spotka marny jego los                              In Birmingham they love the governor
ale my nie martwy się,                                    Now we all did what we could do
hej nie martwmy się – rum jeszcze jest                    Now Watergate does not bother me
                                                          Does your conscience bother you?
                                                          Tell the truth

                                                          Now Muscle Shoals has got the Swampers
                                                          And they've been known to pick a song or two
                                                          Lord they get me off so much
                                                          They pick me up when I'm feeling blue
                                                          Now how about you?

                                                          Sweet home Alabama
                                                          Oh sweet home baby
                                                          Where the skies are so blue
                                                          And the governor's true
                                                          Sweet Home Alabama
                                                          Lordy
                                                          Lord, I'm coming home to you
                                                          Yea, yea Montgomery's got the answer
Szałasolot                                                   Szczęśliwej drogi już czas

Przed zaklęsłą stromizną urwiska                  G D C2 G   Los Cię w drogę pchnął        a
s z a ł a s o l o t ulatuje w nieznane.           e D C2 D   I ukradkiem drwiąc się śmiał E
Skrzydłem dachu zagarnia krajobraz                           Bo nadzieję dając Ci F
Płyną przezeń śródleśne przestrzenie.                        Fałszywy klejnot dał E
                                                             A Ty, idąc w świat
   Leśna mądrość obdarzyła go ciszą.             a h C2 G    Patrzysz w klejnot ten co dnia
   Chore drzewo w daremnej podróży.             e D C2 D     Chociaż rozpacz już od lat
   Brakło ognia, aby spełnił się żywot                       Wyziera z jego dna
   pustych piersi, pełnych wciąż wietrznych marzeń.
                                                             Na rozstaju dróg
Przed zaklęsłą stromizną urwiska                             Gdzie przydrożny Chrystus stał
s z a ł a s o l o t – wystrzępione lotki gontów              Zapytałeś, dokąd iść
rozpościera – szykując się w ciszy                           Frasobliwą minę miał
do niemożliwej podniebnej żeglugi.                           Przystanąłeś więc
                                                             Z płaczem brzóz sprzymierzyć się
                                                             I uronić pierwszy raz
                                                             W czerwone wino łzę

                                                             Szczęśliwej drogi już czas          aC
                                                             Mapę życia w ręku masz               G
                                                             Jesteś jak młody ptak               da
                                                             Głuchy jest los                     aC
                                                             Nadaremnie wzywasz go                G
                                                             Bo Twój głos...                      d

                                                             Uuuuuu....                         Gda

                                                             Idziesz wiecznie sam
                                                             I już nic nie zmieni się
                                                             Poza tym, że raz jest za
                                                             Raz przed Tobą Twój cień
                                                             Los Cię w drogę pchnął
                                                             I ukradkiem drwiąc się śmiał
                                                             Bo nadzieję dając Ci
                                                             Fałszywy klejnot dał
Szesnaście ton                                                       Świat baśni

Ktoś mówił, że z gliny ulepił mnie Pan,                   e A7 e/e   Kiedy dzień przemija                                 e a H7
Lecz przecież się składam z kości i z krwi.               e A7 e/e   Przychodzi marzeń chwila                              eaD
Z kości i krwi i z jarzma na kark                    a G a a7 /G a   Wiodąc kroki w czas dziecinnych snów               G C a H7
I pary rąk, pary silnych rąk.                           h7 e/ H7 e   Schodzą z kartek starych
                                                                     Bajki co przed laty
  Co dzień szesnaście ton i co z tego mam?                e A7 e/e   Opowiedział gdzieś tam komuś ktoś
  Tym więcej mam długów im więcej mam lat.                e A7 e/e
  Nie wołaj święty Piotrze, ja nie mogę przyjść,     a G a a7 /G a       Jest taki świat pięknych baśni z dawnych lat   a D7 G C
  Bo duszę swoją oddałem za dług                        h7 e/ H7 e       Który nie przemija, w nim zatrzymał się czas   a H7 e E7
                                                                         Księżniczki, rycerze i paproci kwiat           a D7 G C
Gdy matka mnie rodziła, pochmurny był świt.                              Jest taki baśni świat.                            A H7 e
Podniosłem więc szuflę, poszedłem pod szyb.
Nadzorca mi rzekł – Nie zbawi Cię Pan,                               W gęstwinach huczą jary
Załaduj co dzień szesnaście ton.                                     Drgają drzew konary
                                                                     Ponad lasem srebrny księżyc mknie
Czort może dałby radę, a może i nie.                                 Głaz do głazu gada
Szesnastu tonom podołać co dzień.                                    Dziwy opowiada
Szesnaście ton, szesnaście jak drut,                                 W starym dębie skrzaty kryją się
Co dzień nie da rady nawet i we dwóch.

Gdy kiedyś spotkasz mnie, lepiej z drogi mi zejdź,
Bo byli i tacy – nie pytaj gdzie są.
Nie pytaj gdzie są, bo zawsze jest ktoś,
Nie ten, to ów, co urządzi Cię.

   Co dzień szesnaście ton i co z tego masz?
   Tylko długi, leżysz, słabniesz, nędza bruździ Ci twarz
   O Panie mój ja nie mogę już iść
   Zaprzedałem duszę swoją i to nie od dziś.
Światłem                                                       Ta sama chwila

Jestem jak nieprzepuszczalny promień, promień światła     aG   Mów, niech twoje słowa zbudza krew,                           FCd
Wszystko co mną – światłem jest                           aG   Niech wszystko będzie juz O.K.                                  CB
O–o, Wszędzie, gdzie pędzę, znajdę – znajdę zmierzch           Jest tyle miejsc, do których powrócimy.                 F B Csus4 C
Błękitny zmierzch świetlisty zmierzch                          Mów, niech twoje słowa zburzą mur,
                                                               niech twoje dłonie zniszczą chłód,
  Uciekam w przepaści mroczne głębie                     FGa   Ten nagły chłód, co sercu przyniósł zimę.
  Bo nie wiem jeszcze jak tam jest
  Błękit i fiolet przenika mnie                         FGCa     Nie odnajdzie więcej nas ta sama chwila.      F C d7 B Csus4 C
  Światłem stanę się                                     FGa     Nie odnajdzie więcej nas ta sama chwila.
                                                                 Niech każdy dzień dodaje nam sil,                        Es B F C
Jestem jak niezdobyty szczyt, szczyt skalisty                    Może znajdziemy siebie znów.
Wdrapać do światła musisz się
Nie trzeba lin uprzęży karabinki niepotrzebne                  Mów, chce tego bardziej niż ty sam,
Czasami skała serce ma                                         Miłość mocniejsza jest od skal.
                                                               Obiecaj mi lawinę uniesienia.
Jestem jak trawa najprostsza patrząca w oczy niebu             Mów, chce być przy tobie blisko tak,
czule jak alpejski szczyt                                      Wiem, ze tych słów nie zmieni czas,
Bezdomny jak Cyganie wiatru wolny jak krzyk zabłąkany          Dopóki jest, dopóki jest nadzieja.
W promieniach mgieł ramionach zórz                             Tak bardzo się starałem

                                                               Kto za tobą w szkole ganiał do piórnika żaby wkładał       GGa
                                                               Kto? no powiedz kto?                                       D7 G
                                                               Kto na ławce wyciął serce i podpisał głupiej Elce
                                                               Kto? no powiedz kto?

                                                                 Tak bardzo się starałem                                 C G E7
                                                                 A ty teraz nie chcesz mnie                              a D7 G
                                                                 Dla ciebie tak cierpiałem                               C G E7
                                                                 Powiedz mi dlaczego nie chcesz mnie                      a a7 D
                                                                 G G a D7 G

                                                               Kto dla ciebie nosił brodę, spodnie w kwiatki włożył modne
                                                               Kto, no powiedz kto
                                                               Kto Tuwima wiersz przepisał, jako własny tobie wysłał
                                                               Kto, no powiedz kto

                                                               Ja dla ciebie byłem gotów kilo wiśni zjeść z pestkami
                                                               Ja, tylko ja
Teraz kiedy cię spotykam mówisz mi że się nie znamy   Tańcz głupia tańcz
Czy to ładnie tak?
                                                      U Maxima w Gdyni znów cię widział ktoś,          aFGaFG
                                                      sypał zielonymi mahoniowy gość.
                                                      Bony M zagrało, kelner zgiął się wpół
                                                      Potem odjechało złote BMW.

                                                         Tańcz głupia, Tańcz, swoim życiem się baw,     CGaF
                                                         wprost na spotkanie ognia leć.                  CGa
                                                         Tańcz głupia, Tańcz wielki bal sobie spraw,    CGaF
                                                         To wszystko co dziś możesz mieć.                CGa

                                                      Sama tego chciałaś, pewnie coś był wart
                                                      Zapłacony ciałem kolorowy slajd.

                                                      Czasem tak dla hecy, lubię patrzeć jak
                                                      coraz bliżej świecy ruda krąży ćma..
Teksański                                     Tolerancja

Herbata stygnie zapada mrok             DGA   Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie   DA
A pod piórem ciągle nic                 DGA   Budowa ściany wokół siebie – marna sztuka         AD
Obowiązek obowiązkiem jest                    Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczy             DA
Piosenka musi posiadać tekst                  Czasami tylko tego pragnę, tego szukam        DGADAD
Gdyby chociaż mucha zjawiła się
Mogłabym ją zabić a później to opisać           Na miły Bóg, życie nie po to tylko jest, by brać   ADGA
                                                Życie nie po to, by bezczynnie trwać                DGA
W moich słowach słoma czai się          GAD     I aby żyć siebie samego trzeba dać                  DGA
Nie znaczą nic                          GAD
Jeśli szukasz sensu prawdy w nich             Problemy moje, twoje, nasze, boje, polityka
Zawiedziesz się                               A przecież każdy włos jak nasze lata policzony
                                              Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień, niech rzuci
A może zmienić zasady gry                     Daleko raj, gdy na człowieka się zamyka
Chcesz usłyszeć słowa
To sam je sobie wymyśl

Nabij diabła, chmurę śmierci weź
Pomoże ci
Wnet twe myśli w słowa zmienią się
Wyśpiewasz je sam
Tyle słońca w całym mieście                       Uciekaj moje serce

Dzień – wspomnienie lata                   d A7   Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila,     aEa
Dzień – słoneczne ćmy, a–a!             A7 d D7   Splecione ręce gdzieś na plaży oczu błysk        GC
Nagle w tłumie, w samym środku miasta        gd   Wysłany w biegu krótki list                      A7
Ty, po prostu – ty.                      E7 A7    Stokrotka śniegu dobra myśl,                      d
                                                  To wciąż za mało moje serce, żeby żyć            GC
Dzień – godzina zwierzeń
Dzień – przy twarzy twarz, a–a!                     Uciekaj skoro świt,                             d
Szuka pamięć poplątanych ścieżek,                   Bo potem będzie wstyd                           a
Lecz czy znajdzie nas?                              I nie wybacz nikt chłodu ust twych             Ea

  Tyle słońca w całym mieście,               d    Burzliwe wtorki, które przyjdą po niedzielach
  Nie widziałeś tego jeszcze,                     Kropelka żalu , której winien jesteś ty
  Popatrz, o, popatrz!                       g    Nie prawda że tak miało być,
  Szerokimi ulicami                         A7    że warto w byle pustkę iść
  Niosą szczęście zakochani,                      To wciąż za mało…
  Popatrz, o, popatrz!                       d
                                                  Odloty nagłe i wstydliwe nie zabawne
  Wiatr porywa ich spojrzenia,              D7    Nic nie wiedząc, a zdradzony pies, czy liść
  Biegnie światłem w smugę cienia,                żałośnie chuda kwiatów kiść
  Popatrz, o, popatrz!                       g    I nowa złuda nowa nić
  Łączy serca, wiąże dłonie,               A7     To wciąż za mało....
  Może nam zawróci w głowie też.          A7 d

Dzień – powrotna podróż,
Dzień – podanie rąk, a–a!
Ale niebo całe jeszcze w ogniu,
Chce zatrzymać wzrok!
Urke                                          W górach jest wszystko co kocham

Nic nie przychodzi do głowy              E    W górach jest wszystko co kocham         GhCD
Samotny człowiek w środku dnia          cis   I wszystkie wiersze są w bukach
Zupełnie sam                                  I zawsze kiedy tam wracam
Na ulicy gwar                                 Biorą klony mnie za wnuka

Zgubione szczęście                            Zawsze kiedy tam wracam
Nigdy nie wraca choćbyś chciał                Siadam na ławce z księżycem
Tyle w życiu sie zmienia                      I szumią brzóz kropidła
Zaufaj przeznaczeniu                          Dalekie miasta są niczym

  Pijemy za lepszy czas                  A       Ja się tam urodziłem w piśmie         GaeD
  Za każdy dzien., który w życiu trwa   cis      Ja wszystko górom zapisałem czarnym
  Za każde wspomnienie co żyje w nas             I jeden znam tylko Synaj
  Niech żyje jeszcze przez chwile                Na lasce z jałowca wsparty

Nic nie przychodzi do głowy                   I czerwień kalin jak cyrylica pisze
Nic nie poprawisz choćbyś chciał              I na trombitach jesieni głosi bór
Czekaj na wiatr                               Że jedna jest tylko mądrość
Zjawi sie sam                                 Dzieło zdjęte z gór.

Wykorzystaj te chwile
Może cie spotkać w środku dnia
Nie trać wiary w marzenia
Tyle jest do stracenia
W listopadowym lesie                            Warszawa

Jak łasiczki ścieżka w śniegach           dea   Za oknem zimowo zaczyna się dzień                 H
Droga życia była kręta                   dGC    Zaczynam kolejny dzień życia                  cis A
Teraz z lasów zeszła na mnie              dea   Wyglądam przez okno, na oczach mam sen
Młodych jodeł zieleń święta                Ea   A Grochów się budzi z przepicia
Nieludzką ręką malowany jest                    Wypity alkohol uderza w tętnice
Piękny obraz duszy mojej                        Autobus tapla się w śniegu
Ale Złockiej Ikonie                             Przez szybę oglądam betonu stolicę
Ja nigdy nic nie powiem                         Już jestem na drugim jej brzegu

   Wokół góry, góry i góry                Ea      Gdy patrzę w twe oczy zmęczone jak moje     EHA
   I całe moje życie w górach             Ea      To kocham to miasto zmęczone jak ja
   Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają    CG      Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
   Niż śpiewak płatny na chórach          Ea      Gdzie wiosna spaliną oddycha
   Wokół lasy, lasy i wiatr
   I całe życie w wiatru świstach               Krakowskie Przedmieście zalane jest słońcem
   Wszyscy których kocham wita                  Wirujesz jak obłok, wynurzasz się z bramy
   Modrzewia ikona złocista                     A ja jestem głodny, tak bardzo głodny
                                                Kochanie, nakarmisz mnie snami
Ważne są tylko kopuły pieśni                    Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz
Które na górze wysokiej zostaną                 Rozkwita na drzewach na krzewach
Nikt nie szuka inicjałów cieśli                 ściekami z rzeki kompletnie pijany
Gdy cieśle dom postawią                         Chcę krzyczeć, chcę ryczeć, chcę śpiewać
Przyjaciele, którzy jemiołę czcicie
Dobrze, że chodzicie światem                    Jesienią zawsze zaczyna się szkoła
Wkrótce jodełkę zieloną spalicie                A w knajpach zaczyna się picie
By darzyła was ciepłym latem                    Jest tłoczno i duszno, olewa nas kelner
                                                I tak skończymy o świcie
                                                Jesienią zawsze myślę o latach
                                                Tak starych jak te kamienice
                                                Jesienią wychodzę z tobą na spacer
                                                Przez pełne kasztanów ulice
We wtorek po sezonie                                      Wehikuł czasu

Złotym kobiercem wymoszczone góry                GCG      Pamiętam dobrze ideał swój                   A E fis D
Jesień w doliny przyszła dziś nad ranem         hCaD      Marzeniami żyłem jak król                    AEDA
Buki czerwienią zabarwiły chmury               G C H7 e   Siódma rano, to dla mnie noc
Z latem się złotym właśnie pożegnałem...        C D7 G    Pracować nie chciałem, włóczyłem się
                                                          Za to do puszki zamykano mnie
   We wtorek w schronisku po sezonie           GCDG       Za to zwykle zamykano mnie
   W doliny wczoraj zszedł ostatni gość...      e A7 D    Po knajpach grywałem za piwo i chleb
   Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie       G c H7 e   Na szyciu bluesa tak mijał mi dzień
   I tej herbaty i tych gór mam dość...          CDG
                                                            Tylko nocą do klubu Puls                  /E fis /D A
Szaruga niebo powoli zasnuwa,                               Jam session do rana, tam królował blues
Wiatr już gałęzie pootrząsał z liści.                       To już minęło, ten klimat, ten luz
Pod wiatr, pod górę znowu sam zasuwam                       Ci wspaniali ludzie nie powrócą                    D
Może w schronisku spotkam kogoś z bliskich                  Nie powrócą już

Ludzie tak wiele spraw muszą załatwić                     Lecz we mnie zostało coś z tamtych lat
A czas płynie wolno panta rhei...                         Mój mały intymny muzyczny świat
Do siebie tylko już nie umiem trafić                      Gdy tak wspominam ten miniony czas
Kochać, to więcej z siebie dać, czy mniej...              Wiem jedno, że to nie poszło w las
                                                          Dużo bym dał, by przeżyć to znów
                                                          Wehikuł czasu to byłby cud
                                                          Mam jeszcze wiarę, odmieni się los
                                                          Znów kwiatek do lufy wetknie mi ktoś
Wędrowiec                                                   Wędrujemy (dwa światy)

Nie oglądaj się za siebie, kiedy wstaje brzask         aC   Wędruję ścieżką od ciebie do ciebie                     A9
Ruszaj dalej w świat nie zatrzymuj się                Gda   Choć droga prowadzi tylko przez góry              fis F A9
Sam wybierasz swoją drogę z wiatrem czy pod wiatr      aC   Przez świat zatopiony wierzchołkami w niebie
Znasz tu każdy szlak przestrzeń woła cię              Gda   Dwa światy znam – lecz ten mój to który?

  Przecież wiesz, że dla ciebie każdy nowy dzień     CGda   Góry rozpadły się w stos fotografii                   D E7
  Przecież wiesz, że dla ciebie chłodny lasu cień           Poprzecinane wąwozami miasta                   A9 fis F A9
  Przecież wiesz, jak upalna bywa letnia noc                Ale ty mój świat ułożyć potrafisz
  Przecież wiesz, że wędrowca los to jest twój los          I świat znów zaczyna w góry się zrastać

Lśni w oddali toń jeziora słyszysz ptaków krzyk               Góry to nasze spiętrzone marzenia               CGaF
Tu odpoczniesz dziś i nabierzesz sił                          W górach ludzie jak one rosną ku niebu
Ale jutro znów wyruszysz na swój stary szlak                  Morze szczytów nas w żeglarzy przemienia
Będziesz dale szedł tam gdzie pędzi wiatr                     Sterujących coraz dalej od brzegu

                                                              Góry to ludzie którzy je niosą w plecaku
                                                              Ludzie są jak góry które noszą w sobie
                                                              Gdzie oczy poniosą wędrujemy szlakiem
                                                              A u celu i tak czeka drugi człowiek

                                                            Wędruję ścieżką od ciebie do ciebie
                                                            Choć nie ma drogi poza górami
                                                            Już poza tobą świata nie dostrzegam
                                                            Zawieszony między dwoma światami

                                                            Tęsknię za tobą na pustych szczytach
                                                            Lecz mój wzrok nie sięga w doliny
                                                            U świata krawędzi z chmur skłębionych czytam
                                                            Świat na tobie się kończy na tobie zaczyna
Whisky                                                           Wiara

Mówią o mnie w mieście – co z niego za typ     GCGCGCGC          Teraz popłynę powietrzem        GD
Wciąż chodzi pijany, pewno nie wie co to wstyd G C G C G C G C   Pośród opasłych gwiazd          CG
Brudny, niedomytek – w stajnie ciągle śpi                    D   Dni ponazywam odszedłem
Czego szuka w naszym mieście                           CGaD      Z waszych podniebnych lat.
Idź do diabła – mówią ludzie pełni cnót                  CGa
Ludzie pełni cnót                                    DGCGC       Mam jeszcze dosyć wiary
                                                                 W ciebie i w siebie i w nas
Chciałem kiedyś zmądrzeć, po ich stronie być                     Wziąłem ją z mojej gitary
Spać w czystej pościeli, świeże mleko pić                        Tego nauczył mnie czas.
Naprawdę chciałem zmądrzeć i po ich stronie być
Pomyślałem więc o żonie aby stać się jednym z nich               Ty ze swej drogi nie wracaj
Stać się jednym z nich                                           Choćby dogonił cię krzyk
                                                                 Słowa nic przecież nie znaczą
Już miałem na oku hacjendę – wspaniałą mówię wam                 To tylko umarł nikt.
Lecz nie chciała tam zamieszkać, żadna z pięknych dam
Wszystkie śmiały się wołając, wołając za mną wciąż
Bardzo ładny frak masz Billy, ale kiepski byłby z ciebie mąż
Kiepski byłby mąż

Whisky – moja żono – jednak tyś najlepszą z dam
Już mnie nie opuścisz nie, nie będę sam
Mówią – whisky to nie wszystko, można bez niej żyć
Lecz nie wiedzą o tym, że – że najgorzej to
To samotnym być, to samotnym być – nie
Nie chcę już samotnym być – nie...
Wind of change                                            Windą do nieba
F, Dm, F, Dm, Am7, Dm Am7, G                              Mój piękny panie, raz zobaczony w technikolorze         CaG
I follow the Moskva                                C Dm   Piszę do pana ostatni list                              FGC
Down to Gorky Park                                    C   Już mi lusterko z tym pana zdjęciem też nie pomoże      GaF
Listening to the wind of change                Dm Am7 G   Pora mi dzisiaj do ślubu iść                            CGF
An August summer night                             C Dm
Soldiers passing by                                   C   Mój piękny panie ja go nie kocham, taka jest prawda
Listening to the wind of change                Dm Am7 G   Pan główną rolę gra w każdym śnie
[Interlude:] F9, Dm, F, Dm, Am7, Dm Am7, G                Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama
                                                          Życie jest życiem pan przecież wie
The world is closing in                            C Dm
Did you ever think                                    C     Już mi niosą suknię z welonem                         FGCa
That we could be so close, like brothers       Dm Am7 G     Już cyganie czekają z muzyką
The future's in the air                            C Dm     Koń do taktu zamiata ogonem
I can feel it everywhere                              C     Mendelsonem stukają kopyta                             Fea
Blowing with the wind of change                Dm Am7 G
                                                          Jeszcze ryżem sypną na szczęście
   [Chorus:]                                              Gości tłum coś fałszywie odśpiewa
   Take me to the magic of the moment          C G Dm G   Złoty krążek mi wcisną na rękę
   On a glory night                                 CG    I podwiozą mnie windą do nieba /x3                     FGCG
   Where the children of tomorrow dream away   Dm G Am
   In the wind of change                         Am/F G   Mój piekny panie z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć
Walking down the street                            C Dm   Więc nie mógł mi się pan przyśnić dziś
Distant memories                                      C   I tak odchodzę bez pożegnania jakby znienacka
Are buried in the past forever                 Dm Am7 G
[Chorus]
With you and me                                  Am/F G
[Chorus]
The wind of change blows straight                 Am G
Into the face of time                              Am
Like a stormwind that will ring                      G
The freedom bell for peace of mind                   C
Let your balalaika sing                            Dm
What my guitar wants to say                        EE
[Chorus]
With you and me                                  Am/F G

[Outro:] F, Dm, F, Dm, Am7, Dm
Włosy                                                     Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał
Kiedy jesteś piękny i młody                        aCGE   Ktoś mnie pokochał, świat nagle zawirował, bo        CFG
Nie, nie, nie, nie zapuszczaj wąsów ani brody
                                                          Ktoś mnie pokochał na dobre i na złe
Tylko noś, noś, noś drugie włosy jak my.          aCGEA
                                                          Bezchmurne niebo znów mam nad głową
Kiedy jesteś stary i brzydki                              Bo ktoś pokochał mnie                                  a
Nie, nie, nie, nie używaj maszynki, ani brzytwy
Tylko noś, noś, noś długie włosy jak my                   Ktoś mnie pokochał, niech wszyscy ludzie wiedzą to
                                                          Ktoś mnie pokochał na dobre i na złe
Bo najlepszy sposób na dziewczynę                  aCDE
Zrobić sobie z włosów pelerynę                            Ktoś mnie pokochał, ze snu mnie zbudził
A więc noś, noś bracie długie włosy jak my        aCDEA   Ktoś, kto pokochał mnie
Już cię rodzina z domu wygania
Już cię fryzjer z nożycami gania                          Lampa nad progiem, i krzesło, i drzwi                 FG
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my                    Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał
                                                          Woda i ogień powtarza wciąż mi
Idzie Hippis z długimi włosami                     aCGE   Że mnie ktoś pokochał dziś
Skręcił z Kruczej idzie Alejami
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my            aCGEA
                                                          Pukajcie ze mną w niemalowane drewno, bo
Idzie żołnierz z długimi włosami                          Czasami szczęście trwa tylko chwilę, dwie
WSW go goni Alejami                                       Pukajcie ze mną, bo wiem na pewno
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my                    Że ktoś pokochał mnie
Bo najlepszy sposób na kobietę
Zrobić sobie z włosów bransoletę                          La, la, la, la...
A więc noś, noś, noś długie włosy jak my
Znów cię rodzina z domu wygania                           Lampa nad progiem, i krzesło, i drzwi
Znów cię fryzjer z nożycami gania                         Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my                    Woda i ogień powtarza wciąż mi
                                                          Że mnie ktoś pokochał dziś
Idzie ojciec niesie nowe szachy
Długie włosy wiszą mu z pod pachy
                                                          Pukajcie ze mną w niemalowane drewno, bo
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my
                                                          Czasami szczęście trwa tylko chwilę, dwie
Idzie ciotka, idzie całkiem bosa                          Pukajcie ze mną, bo wiem na pewno
Długie włosy wiszą jej u nosa                             Że ktoś pokochał mnie
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my
Kiedy jesteś piękny i młody
Nie, nie, nie, nie zapuszczaj wąsów ani brody
Tylko noś, noś bracie długie włosy jak my
I niech cię rodzina z domu wygania
Niech cię fryzjer z nożycami gania
A ty noś, noś, noś długie włosy jak my
Wytrąciłaś                                                        Yesterday

   Rata tam tatatam tataratatatatam                        CGaF   Yesterday,                                        G F#m
   tararara tararam                                         CGC   All my troubles seemed so far away         B7 Em Em/D C
                                                                  Now it looks as though they're here to stay    D G G/F#
Byłem jeden okrągły, miałem wszystko na twarzy             CGCG   Oh, I believe in yesterday                    Em A7 C G
Byłem chętny i czuły, miałem o czym pomarzyć
Byłem pełen równości i górą powagi                         CGaF   Suddenly,
Wytrąciłaś mnie z równowagi                                 CGC   I'm not half the man I used to be
                                                                  There's a shadow hanging over me
   Rata tam tatatam tataratatatatam                               Oh, yesterday came suddenly
   Wytrąciłaś mnie z równowagi                              CGC
                                                                                        F#m B7 Em Em/D C G/B Am D G
Świat był piękny i pusty, a ja w porównaniu                         Why she had to go I don't know she wouldn't say
Byłem prosty, gotowy na każde spotkanie                             I said something wrong now I long for yesterday
Świat był drzwiami słabości i ścianą odwagi
Wytrąciłaś mnie z równowagi                                       Yesterday
                                                                  Love was such an easy game to play
Lampa stała na stole, włosy rosły na głowie,                      Now I need a place to hide away
buty spały na szafie, młodzi pili na zdrowie,                     Oh, I believe in yesterday.
jedni mieli pretensje, drudzy mieli uwagi,
Wytrąciłaś mnie z równowagi

Jedno życie w pamięci, drugie życie na zdjęciach,
czasem kropla na głowę, byle nigdy nie cegła,
z jednej strony coś głaszcze, z drugiej strony coś wali,
A ty mnie wytrąciłaś z równowagi
Z aniołami                            Z nim będziesz szczęśliwsza

Wielkiego miasta krzyk                Zrozum to, co powiem,                            e H7
Obudził sie i znikł                   Spróbuj to zrozumieć dobrze                       GD
Zdjął z powiek łuski snu              Jak życzenia najlepsze, te urodzinowe             CG
I pognał do gwiazd co tchu.           Albo noworoczne, jeszcze lepsze może             a H7
                                      O północy gdy składane                            CG
Poczułem wtedy broń,                  Drżącym głosem, niekłamane                         H7
ANIOŁA BRATNIĄ DŁOŃ
nie będę się więcej bał                 Z nim będziesz szczęśliwsza,                 CG
ANIOŁÓW WOKÓŁ MAM                       Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.           a H7
                                        Ja, cóż                                        C
A tymczasem zanim przyjdzie sen         Włóczęga, niespokojny duch,                    G
I oczy szklące mi zamknie powieką       Ze mną można tylko                             a
Weź proszę moje ręce dwie               Pójść na wrzosowisko                          D7
I ponieś je, ponieś, daleko daleko.     I zapomnieć wszystko                           e
                                        Jaka epoka, jaki wiek,                     CGa
Wielkiego miasta krzyk ...              Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień        GaCG
                                        I jaka godzina                                 a
                                        Kończy się,                                    C
                                        A jaka zaczyna                                 e

                                      Nie myśl, że nie kocham
                                      Lub że tylko trochę.
                                      Jak cię kocham, nie powiem, no bo nie wypowiem
                                      Tak ogromnie bardzo, jeszcze więcej może
                                      I dlatego właśnie żegnaj,
                                      Zrozum dobrze, żegnaj

                                        Z nim będziesz szczęśliwsza,
                                        Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.
                                        Ja, cóż
                                        Włóczęga, niespokojny duch,
                                        Ze mną można tylko
                                        Pójść na wrzosowisko
                                        I zapomnieć wszystko
                                        Ze mną można tylko
                                        W dali znikać cicho.
Zakończenie                                                          Zanim pójdę

Oto droga przede mną karta                           C9 F*           Ile jestem ci winien                     ade
Nie spełniona opisem zdarzeń                         C9 F*           Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń
Oto kroki – tykanie zegara                           C9 F*           Ale kiedy wszystko już oddam czy
Aż po czasu najdalszy kraniec                     G* F* C9           Będziesz szczęśliwa i wolna czy
                                                                     Będziesz szczęśliwa i wolna czy
Oto wola ziarno kiełkujące                                           Ale zanim pójdę
Jakże wątło i jakże niespiesznie                                     Ale zanim pójdę
Zasiane byle jak na łące                                             Ale zanim pójdę
Olbrzymiego groźnego powietrza                                       chciałbym powiedzieć ci że                de

   Błazen płacze – śmieje się błazen                  a G*             Miłość to nie pluszowy miś             ade
   Karuzela z twarzami w pędzie                     F* C9              Ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty   ade
   Barwny kram z wyborem przeznaczeń                  a G*             Ani miłość kiedy jedno płacze          adG
   Przy strzelnicy gdzie celem szczęście        F* Gis0 C9             A drugie po nim skacze                  CF
                                                                       Miłość to żaden film w żadnym kinie
   Błazen płacze – błazen się śmieje                                   Ani róże ani całusy małe duże
   Zgiełk przy w łuk ustawionych stołach                               Ale miłość kiedy jedno spada w dół
   Może dziś wiatr inaczej zawieje                                     Drugie ciągnie je ku górze
   Może jutro zamknie się koło
                                                                     Ile jestem ci winien
Ile pytań we mnie a ile                                              Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń
Pustych miejsc przy słowie odpowiedź                                 Ile były warte nasze słowa
W ilu drogach zanurzyłem się w pyle                                  Kiedy próbowaliśmy wszystko od nowa
By i tak nie móc trafić ku sobie                                     Kiedy próbowaliśmy wszystko od nowa
                                                                     Ale zanim pójdę
Wiem co woda powietrze i ogień                                       Ale zanim pójdę
Ale powiedz gdzie znajdę wytchnienie                                 Ale zanim pójdę
Gwiazdo moja która mnie prowadź                                      chciałbym powiedzieć ci że
Po bezkresnych nieba przestrzeniach

Błazen płacze – śmieje się błazen...

C9 – 332030 F* ( F9/7 ) – 887080 G* ( G9/6 ) – 10,10,9,0,10,0 Gis0
– XX3434
Zapiszę śniegiem w kominie                       Zawsze tam gdzie Ty

A jeśli zabraknie na koncie pieniędzy ,    CG    Zamienie każdy oddech w niespokojny wiatr           CaGG
I w kącie zagnieździ się bieda.            FC    By zabrał mnie z powrotem tam gdzie masz swój świat
Po rozum do głowy pobiegnę niech powie,    CG    Poskładam wszystkie szepty w jeden ciepły krzyk
Co sprzedać by siebie – nie sprzedać.      FF    Żeby znalazł sie aż tam gdzie pochowałaś sny

  Zapiszę śniegiem w kominie,              CG      Juz teraz wiem ze dni są tylko po to              FG
  Zaplotę z dymu warkoczyk,                 ae     By do Ciebie wracać każdą nocą złotą              Ca
  I zanim zima z gór spłynie wrócę.       FCG      Nie znam słów co maja jakiś większy sens
  Zapiszę śniegiem w kominie,              FG      Jeśli jedno tylko, jedno tylko wiem
  Warkoczyk z dymu zaplotę,                Ca      Być tam zawsze tam gdzie Ty
  I zanim zima z gór spłynie wrócę,       FCG
  I będę z powrotem.                       FC    Nie pytaj mnie o jutro to za tysiąc lat
                                                 Płyniemy białą łódka w niezbadany czas
A jeśli nie znajdę w swej głowie rozumu          Poskładam nasze szepty w jeden ciepły krzyk
To paszport odnajdę w szufladzie.                By nie uciekły nam by wysuszyły łzy
Zapytam go może, on pewnie pomoże,
Poradzi jak sobie poradzić.                      Budzić sie i chodzić spać we własnym niebie         Ca
                                                 Być tam zawsze tam gdzie ty                         FG
A jeśli zabraknie ci w sercu nadziei,            Żegnać sie co świt i wracać znów do Ciebie
Bo powrót jest zawsze daleko.                    Być tam zawsze tam gdzie ty
Przypomnij te słowa, zaśpiewaj od nowa,          Budzić sie i chodzić spać we własnym niebie        Ca
Bym wiedział, że ktoś na mnie czeka              Być tam zawsze tam gdzie ty. Yeeee.               FGC

  Zapiszę śniegiem w kominie,
  Zaplotę z dymu warkoczyk,
  I zanim zima z gór spłynie wrócę.
  Zapiszę śniegiem w kominie,
  Warkoczyk z dymu zaplotę,
  I zanim zima z gór spłynie wrócę,
  I zawsze już będę z powrotem.
Zazdrość                                            Zegarmistrz światła

Są chwile                                  hGA      A kiedy przyjdzie także po mnie        aG
Gdy wolałabym martwym widzieć Cię   fis h G A fis   zegarmistrz światła purpurowy          Da
Nie musiałabym                                      By mi zabełtać błękit w głowie         CG
Się Tobą dzielić nie, nie                           to będę jasny i gotowy                 Da

Gdybym mogła, schowałabym                           Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
Twoje oczy w mojej kieszeni                         zgasną podłogi i powietrza
Żebyś nie mógł oglądać tych                         Na wszystko jeszcze raz popatrzę
Które są dla nas zagrożeniem                        i pójdę, nie wiem gdzie na zawsze

Do pracy
Nie mogę puścić Cię nie, nie
Tam tyle kobiet
I każda w myślach gwałci Cię
Złotą klatkę sprawię Ci
Będę karmić owocami
A do nogi przymocuję
Złotą kulę z diamentami
Zlećcie się bociany                            Zostanie tyle gór

Jest niewiele takich miejsc,           e9 D    Zostanie tyle gór, ile udźwignąłem na plecach
Gdzie bociany się zlatują,             e9 D    Zostanie tyle drzew, ile narysowało pióro
Jest niewiele takich łąk,             d C7+
Które fruną.                          h7 H7    Tak gotowym trzeba być
                                               do każdej ludzkiej podróży
   Zlećcie się bociany,                e9 e*   Tak zdecydują w niebie
   Usiądziemy, pogadamy –              e9 e*   lub serce nie zechce już służyć
   Tyle z siebie damy                C7+ H7
   Ile mamy.                          e9 H7    Ja tylko zniknę wtedy
   Zlećcie się bociany,                e9 e*   w starym lesie bukowym
   Usiądziemy, zaśpiewamy – C7+ H7             Tak jakbym wrócił do siebie
   Tyle w sobie mamy                 C7+ H7    Po prostu wrócę do domu
   Ile damy.                          E9 H7
                                               I wszystko tam będzie jak w życiu
Bocian to jest stadny ptak                     I stół i krzesła i buty
I samotnik,                                    Te same nieporuszone
Bocian to jest wolny ptak,                     Na niebie zostaną góry
Wciąż powrotny.
                                               Tylko ludzi nie będzie
Na bocianie gniazda patrz –                    Tych co najbardziej kocham
Wypłucz oczy.                                  Czasem we śnie ukradkiem
Na bocianie gniazda spójrz                     Zamienią ze mną dwa słowa
Pod obłoki.
                                               Będą leciały stadem liście
                                               Duszyczki i szepty ich w lesie
Zrozum nasz bociani świat,                     Będzie tak wielki i świsty
Świat odlotów i powrotów.                      Rok cały będzie tam jesień
Poznaj ten bociani świat …
Piękno lotu.                                   Moje drzewa będą szumiały
                                               Na tym i tamtym świecie
Życzenia                                    Moc

Dosyć już słonych pocałunków                Myślisz może, że jak masz lemacik
Dość słów nie tak gorących                  To zadanie rozwiążesz ot tak!
Nigdy już dotknięć zbyt płytkich            Wielkie gały ma cały matmacik
Gestów w pustkę płynących                   Ale w głowie pomysłów wciąż brak
                                            Symbol 2–głowy wąż
Nie chcę szukać bo dotarłem do sedna        A Pasek lami wciąż
Nie chcę czekać – zbyt długo czekałem
Nie chcę wierzyć bo wierzę już w jedno
Nie chcę patrzeć bo wszystko widziałem        Moc /x4

Tylko złożę Ci jeszcze życzenia             Pan Profesor rysuje płaszczaki
Tylko poślę Ci siebie w prezencie           Które żyją w przestrzeni 2D
Chociaż wcale Ci tego nie trzeba            Aby płaszczak uniknął sraki
Chociaż chciałbym Ci dać dużo więcej        Musi kokardę zawiązać se
                                            U Lisa nogi brak
Tylko złożę Ci jeszcze życzenia             A fika śmiesznie tak
Tylko złożę ten wiersz w Twoje ręce
Chociaż nic nie mogę tym zmienić
Ile uczuć pomieszczę w piosence?              Moc /x4

Dosyć już pięści zaciśniętych
Dość łez nie powstrzymanych
Nigdy już spojrzeń zbyt ciężkich
Szeptów nie dosłyszanych

Nie chcę wierszy na próżno pisanych
Nie chcę ciosów znienacka od tyłu
Nie chcę marzeń z ziemią zrównanych
Nie chcę kłamstw że to wszystko się śniło

								
To top