Embed
Email

Terry Pratchett - Piramidy - ebook

Document Sample

Shared by: Monika Sz.
Stats
views:
19
posted:
10/22/2011
language:
Polish
pages:
20
2 - Piramidy

Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment

pełnej wersji całej publikacji.



Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.

Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie

rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez

NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można

nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są

jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody

NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej

od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.

Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie

internetowym Bookarnia Online.

Tytu∏ orygina∏u:

PYRAMIDS



Copyright © Terry and Lyn Pratchett 1989

First published by Victor Gollancz Ltd, London.









Projekt ok∏adki

Z ombie S putnik C orporation

Ilustracja na ok∏adce:

Josh Kirby



Redakcja:

Jacek Ring



Redakcja techniczna:

El˝bieta Babiƒska



Korektor:

Micha∏ Za∏uska



Sk∏ad komputerowy:

Anna Pianka









ISBN 978-83-7648-726-7







Fantastyka





Wydawca:

Prószyƒski Media Sp. z o.o.

02-651 Warszawa, ul. Gara˝owa 7



Druk i oprawa:

Drukarnia Naukowo-Techniczna

Oddzia∏ Polskiej Agencji Prasowej SA

03-828 Warszawa, ul. Miƒska 65

Tego samego autora polecamy:

KOLOR MAGII NA GLINIANYCH NOGACH

H H

BLASK FANTASTYCZNY WIEDèMIKO¸AJ

H H

RÓWNOUMAGICZNIENIE WOLNI CIUTLUDZIE

H H

MORT BOGOWIE, HONOR,

H ANKH-MORPORK

CZARODZICIELSTWO H

H OSTATNI KONTYNENT

ERYK H

H CARPE JUGULUM

TRZY WIEDèMY H

H PIÑTY ELEFANT

PIRAMIDY H

H PRAWDA

STRA˚! STRA˚! H

H Z¸ODZIEJ CZASU

RUCHOME OBRAZKI H

H ZIMISTRZ

NAUKA ÂWIATA DYSKU I, II I III H

H STRA˚ NOCNA

KOSIARZ H

H POTWORNY REGIMENT

WYPRAWA CZAROWNIC H

H PIEK¸O POCZTOWE

POMNIEJSZE BÓSTWA H

H ¸UPS!

PANOWIE I DAMY H

H

ÂWIAT FINANSJERY

ZBROJNI H

H

HUMOR I MÑDROÂå

MUZYKA DUSZY ÂWIATA DYSKU

H H

CIEKAWE CZASY NIEWIDOCZNI AKADEMICY

H H

MASKARADA ZADZIWIAJÑCY MAURYCY

H I JEGO EDUKOWANE GRYZONIE

OSTATNI BOHATER H

H W PÓ¸NOC SI¢ ODZIEJ¢

CZ¢Âå I

Ksi´ga WyjÊcia









2 - Piramidy

N ic tylko gwiazdy, rozsypane w mroku, jakby Stwórca rozbi∏

szyb´ w swoim samochodzie i nie zatrzyma∏ si´, ˝eby zmieÊç

od∏amki.

To otch∏aƒ mi´dzy wszechÊwiatami, lodowata g∏´bia kosmosu, za-

wierajàca jedynie z rzadka jakàÊ przypadkowà moleku∏´, kilka za-

gubionych komet i…

…kràg czerni przesuwa si´ lekko, oko na nowo ocenia perspek-

tyw´, i to, co wydawa∏o si´ niezmierzonà dalà mi´dzygwiezdnej…

czegoÊ mi´dzygwiezdnego, staje si´ Êwiatem okrytym nocà, a jego

gwiazdy to Êwiat∏a tego, co litoÊciwie nazwiemy cywilizacjà.

Âwiat sunie leniwie i okazuje si´, ˝e jest on Êwiatem Dysku –

p∏askim, okràg∏ym, niesionym przez kosmos na grzbietach czterech

s∏oni, stojàcych z kolei na skorupie Wielkiego A’Tuina, jedynego

˝ó∏wia, który figuruje na diagramie Hertzsprunga–Russella, ˝ó∏wia

d∏ugiego na dziesi´ç tysi´cy mil, obsypanego szronem martwych

komet, z krostami kraterów meteorytowych i oczami majàcymi al-

bedo. Nikt nie zna przyczyny tego stanu rzeczy, ale prawdopodob-

nie jest kwantowa.



2 - Piramidy

9

 W IAT D YSKU



Wiele z tego, co dziwne, mo˝e si´ zdarzyç w Êwiecie jak ten,

umieszczonym na grzbiecie ˝ó∏wia.

Ju˝ si´ zdarza.

Gwiazdy w dole to ogniska na pustyni i Êwiate∏ka ma∏ych wiosek

w wysokich górach. Miasteczka to niewyraêne mg∏awice, miasta to

ogromne konstelacje. Wielkie, rozleg∏e miasto Ankh-Morpork, na

przyk∏ad, b∏yszczy jak zderzajàce si´ galaktyki.

Tu jednak, z dala od g∏ównych skupisk ludnoÊci, gdzie Okràg∏e

Morze styka si´ z pustynià, b∏yszczy linia zimnego b∏´kitnego ognia.

Ku niebu wzoszà si´ p∏omienie lodowate jak zbocza Piek∏a. Upior-

ne Êwiat∏o migocze na piasku.

To piramidy w staro˝ytnej dolinie Djelu oddajà w ogniu swojà

moc.

Energia sp∏ywajàca z ich parakosmicznych wierzcho∏ków mo˝e

– w dalszych cz´Êciach – rozjaÊniç wiele tajemnic: dlaczego ˝ó∏wie

nienawidzà filozofii, dlaczego przesadna religijnoÊç êle wp∏ywa na

kozy i co naprawd´ robià podr´czne.

Z pewnoÊcià wyjawi, co nasi przodkowie by pomyÊleli, gdyby

˝yli do dzisiaj. Ludzie wspó∏czeÊni cz´sto spekulujà na ten temat.

Czy podoba∏oby im si´ nowoczesne spo∏eczeƒstwo, pytajà; czy za-

chwyci∏yby ich nasze zdobycze? OczywiÊcie, pomija to kluczowe za-

gadnienie. Nasi przodkowie, gdyby ˝yli do dzisiaj, myÊleliby: „Dla-

czego tu jest tak ciemno?”







Najwy˝szy kap∏an Dios otworzy∏ oczy w ch∏odzie poranka.

Od pewnego czasu prawie nie sypia∏. Nie pami´ta∏ ju˝, kie-

dy spa∏ po raz ostatni. Sen by∏ zbyt podobny do tego dru-

giego stanu, a zresztà i tak go nie potrzebowa∏. Wystarczy∏o troch´

pole˝eç – a w ka˝dym razie pole˝eç tutaj. Trucizny zm´czenia zni-

ka∏y jak wszystko pozosta∏e. Na pewien czas.

Ale czas dostatecznie d∏ugi.

Zsunà∏ nogi z p∏yty w swojej ma∏ej komorze. Niemal bez Êwia-

domego ponaglenia mózgu, prawa d∏oƒ chwyci∏a oplecionà w´˝a-

mi lask´, symbol jego urz´du. Dios zatrzyma∏ si´ jeszcze, by wydra-

paç kolejny znak na Êcianie, owinà∏ si´ szatà i dziarsko ruszy∏ po-

chylonym korytarzem na zewnàtrz. W myÊlach uk∏ada∏y si´ ju˝ s∏o-



10

PIRAMIDY



wa Inwokacji Nowego S∏oƒca. Noc min´∏a, nadchodzi∏ dzieƒ. Wie-

le rad i wskazówek czeka∏o, by ich udzieli∏, a Dios ˝y∏ tylko po to, by

s∏u˝yç.

Dios nie mia∏ najdziwniejszej sypialni na Êwiecie. By∏a to jedy-

nie najdziwniejsza sypialnia, z której ktokolwiek wyszed∏.







S∏oƒce sun´∏o po niebie.

Wielu ludzi zastanawia si´, dlaczego to robi. Niektórzy sà-

dzà, ˝e popycha je gigantyczny skarabeusz. Temu wyjaÊnie-

niu brakuje jednak pewnej technicznej dok∏adnoÊci. Ma tak˝e t´

wad´, ˝e – jak wyka˝à niektóre wydarzenia – mo˝e byç w istocie

prawdziwe.

S∏oƒce dotar∏o do zachodu i nic szczególnie nieprzyjemnego

mu si´ nie zdarzy∏o*, a jego przygasajàce promienie przypadkiem

b∏ysn´∏y przez okno w mieÊcie Ankh-Morpork i odbi∏y si´ od lustra.

By∏o to lustro wysokoÊci cz∏owieka. Wszyscy skrytobójcy majà

w pokojach takie du˝e lustra, poniewa˝ by∏oby dla cz∏owieka strasz-

liwà obrazà, gdyby zosta∏ zabity przez kogoÊ nieodpowiednio ubra-

nego.

Teppic przyjrza∏ si´ sobie krytycznie. Wszystkie pieniàdze wyda∏

na kostium z czarnego jedwabiu. Kostium szeleÊci∏ bardzo cicho

przy ka˝dym ruchu. By∏ ca∏kiem niez∏y.

Przynajmniej ból g∏owy ustawa∏. Dr´czy∏ dziÊ Teppica od same-

go rana i ch∏opak ba∏ si´, ˝e wystartuje do biegu i fioletowe plam-

ki b´dà mu migaç przed oczyma.

Westchnà∏, otworzy∏ czarne puzderko, wyjà∏ pierÊcienie i wsu-

nà∏ je na palce. Inne pude∏ko mieÊci∏o w sobie zestaw no˝y z klat-

chiaƒskiej stali, o ostrzach przyczernionych kopciem z lampy. Roz-

maite chytre i skomplikowane aparaty wysup∏a∏ z aksamitnych

mieszków i wsunà∏ do kieszeni. Dwa tlingas o d∏ugich ostrzach, s∏u-

˝àce do rzucania, trafi∏y do pochewek w butach. Cienkà jedwabnà

lin´ ze sk∏adanà kotwiczkà Teppic owinà∏ wokó∏ pasa, na kolczu-

dze. Dmuchawk´ na skórzanym rzemieniu zawiesi∏ na plecach

i ukry∏ pod p∏aszczem. Zabra∏ te˝ cienki metalowy pojemnik z kom-



* Na przyk∏ad zakopanie w piasku i z∏o˝enie w nim jaj.





2 - Piramidy

11

 W IAT D YSKU



pletem strza∏ek; ich ostrza by∏y zabezpieczone korkiem, a drzewca

oznaczone kodem Braille’a dla ∏atwej identyfikacji w ciemnoÊci.

Skrzywi∏ si´, sprawdzi∏ kling´ rapiera i zawiesi∏ go na bandole-

cie przerzuconym przez prawe rami´, by zrównowa˝yç ci´˝ar wor-

ka o∏owianej amunicji do procy. Po namyÊle otworzy∏ szuflad´ ko-

mody, wyjà∏ pistoletowà kusz´, buteleczk´ oliwy, zestaw wytrychów,

a po krótkim wahaniu doda∏ te˝ sztylet, mieszek ró˝nych rozmia-

rów kolczastych kulek i kastet.

Si´gnà∏ po kapelusz, sprawdzi∏, czy pod podszewkà znajduje

si´ kawa∏ek drutu. Potem wcisnà∏ go zawadiacko na g∏ow´, po raz

ostatni z satysfakcjà spojrza∏ w lustro, odwróci∏ si´ na pi´cie i bardzo

powoli upad∏ na pod∏og´.







W Ankh-Morpork trwa∏o upalne lato. W∏aÊciwie by∏o nawet

bardziej ni˝ upalne. By∏o cuchnàce.

Wielka rzeka zmieni∏a si´ w g´stà jak lawa maê pomi´dzy

Ankh, cz´Êcià miasta z lepszymi adresami, i Morpork na drugim

brzegu. Morpork nie mia∏o dobrych adresów. Morpork by∏o mia-

stem bliêniaczym do∏u ze smo∏à. Niewiele mo˝na by∏o uczyniç, by

zmieniç Morpork w gorsze miejsce. BezpoÊrednie trafienie mete-

orytem, na przyk∏ad, zosta∏oby uznane za renowacj´.

Wi´kszà cz´Êç rzecznego koryta pokrywa∏a warstwa pop´kane-

go, zaschni´tego b∏ota. Za dnia s∏oƒce przypomina∏o wielki mie-

dziany gong przybity do nieba. ˚ar, który wysuszy∏ rzek´, sma˝y∏

miasto za dnia i dopieka∏ nocà, przypala∏ stare deski, zmienia∏ tra-

dycyjne uliczne b∏oto w drobny, duszàcy py∏ koloru ochry.

Taka pogoda nie by∏a typowa dla Ankh-Morpork. Ze swej natu-

ry miasto mia∏o bowiem sk∏onnoÊci do mgie∏ i m˝awek, deszczów

i ch∏odów. Teraz dysza∏o ci´˝ko niby ropucha na piecu. I nawet w tej

chwili, ko∏o pó∏nocy, upa∏ nie zel˝a∏, okrywajàc ulice niczym zw´-

glony aksamit, przypalajàc powietrze i t∏umiàc oddech.

Wysoko na pó∏nocnej Êcianie budynku Gildii Skrytobójców za-

brzmia∏o ciche szcz´kni´cie i jedno z okien stan´∏o otworem.

Teppic, który z ci´˝kim sercem pozby∏ si´ co bardziej masyw-

nych elementów uzbrojenia, g∏´boko wciàgnà∏ do p∏uc goràce, st´-

ch∏e powietrze.



12

PIRAMIDY



Nadszed∏ czas.

Nadesz∏a ta noc.

Mówili, ˝e cz∏owiek ma jednà szans´ na dwie, chyba ˝e egza-

minatorem b´dzie stary Mericet, gdy˝ wtedy równie dobrze mo˝-

na od razu poder˝nàç sobie gard∏o.

Mericet w ka˝dy czwartek po po∏udniu wyk∏ada∏ Strategi´ i Teo-

ri´ Trucizn, a Teppic nie radzi∏ sobie z tym najlepiej. Internaty a˝

szumia∏y od plotek o Mericecie, o liczbie zabójstw, o niesamowitej

technice… W swoim czasie Mericet pobi∏ wszelkie rekordy. Podob-

no zabi∏ nawet Patrycjusza Ankh-Morpork. Nie obecnego, ma si´ ro-

zumieç. Jednego z nie˝yjàcych.

Mo˝e uda si´ trafiç na Nivora, który by∏ weso∏y i gruby, lubi∏

dobrze zjeÊç, a we wtorki prowadzi∏ Pu∏apki i Zapadnie. Teppicowi

dobrze wychodzi∏y pu∏apki i mistrz go lubi∏. A mo˝e przyjdzie

Kompt de Yoyo od J´zyków Wspó∏czesnych i Muzyki. Teppic nie

mia∏ uzdolnieƒ w ˝adnym z tych kierunków, ale Kompt by∏ tak˝e

zapalonym wspinaczem i lubi∏ ch∏opców, którzy dzielili z nim en-

tuzjazm dla wiszenia na jednej r´ce wysoko ponad ulicami miasta.

Teppic postawi∏ nog´ na parapecie, odwinà∏ lin´ z kotwiczkà,

zaczepi∏ jà o rynn´ dwa pi´tra wy˝ej i wyÊliznà∏ si´ za okno.

˚aden skrytobójca nigdy nie korzysta ze schodów.







Nadesz∏a chyba w∏aÊciwa chwila, by – dla uzasadnienia cià-

g∏oÊci akcji i póêniejszych wydarzeƒ – poinformowaç, ˝e

najwi´kszy matematyk Êwiata Dysku le˝a∏ w tej chwili i spo-

kojnie jad∏ kolacj´. Interesujàce jest to, ˝e ze wzgl´du na swojà przy-

nale˝noÊç gatunkowà, matematyk jad∏ na kolacj´ swój obiad.







Dzwony w ca∏ym Ankh-Morpork wybi∏y pó∏noc, gdy Tep-

pic wspià∏ si´ na ozdobny parapet cztery pi´tra nad ulicà

Filigranowà. Serce bi∏o mu mocno.

Ostatnie resztki blasku po zachodzie s∏oƒca oÊwietla∏y jakàÊ ciem-

nà sylwetk´. Teppic zatrzyma∏ si´ obok wyjàtkowo obrzydliwego gar-

gulca i rozwa˝y∏ sytuacj´.



2 - Piramidy

13

 W IAT D YSKU



Praktycznie pewna klasowa plotka g∏osi∏a, ˝e inhumacja egza-

minatora przed testem automatycznie gwarantuje dyplom. Ch∏o-

piec wysunà∏ z pochwy na udzie nó˝ numer trzy i ostro˝nie zwa˝y∏

go w d∏oni. OczywiÊcie, ka˝da próba, ka˝dy pochopny ruch, który

chybia∏, powodowa∏ natychmiastowà pora˝k´ i utrat´ przywilejów*.

Sylwetka sta∏a w absolutnym bezruchu. Teppic spojrza∏ na labi-

rynt kominów, gargulców, otworów wentylacyjnych, mostków i dra-

bin, tworzàcych dachowà sceneri´ miasta.

No tak, myÊla∏. To jakaÊ kuk∏a. Liczy, ˝e jà zaatakuj´, a to ozna-

cza, ˝e obserwuje mnie skàdÊ.

Czy potrafi´ go znaleêç? Nie.

Z drugiej strony, mo˝e w∏aÊnie mam pomyÊleç, ˝e to kuk∏a.

Chyba ˝e o tym te˝ pomyÊla∏…

Zab´bni∏ palcami o gargulca i szybko si´ opanowa∏. Co w ta-

kiej sytuacji dyktuje rozsàdek?

Daleko w dole ha∏aÊliwa grupa, zataczajàc si´, przesz∏a przez

ka∏u˝´ blasku na ulicy.

Teppic schowa∏ nó˝ i wsta∏.

– Sir – oznajmi∏ g∏oÊno. – Jestem.

– Doskonale – odpowiedzia∏ niezbyt wyraênie osch∏y g∏os tu˝

ko∏o jego ucha.

Teppic patrzy∏ prosto przed siebie. Mericet pojawi∏ si´ przed

nim, Êcierajàc w koÊcistej twarzy szary py∏. Wyjà∏ z ust kawa∏ek rur-

ki, odrzuci∏ jà i si´gnà∏ pod p∏aszcz po notatnik. Mimo upa∏u by∏

grubo opatulony. Mericet nale˝a∏ do ludzi, którzy marznà nawet

we wn´trzu wulkanu.

– Aha – mruknà∏. Jego g∏os wyra˝a∏ g∏´bokà dezaprobat´. –

Pan Teppic. Dobrze.

– Pi´kna noc, sir – rzek∏ Teppic.

Egzaminator rzuci∏ mu lodowate spojrzenie, sugerujàce, ˝e

uwagi o pogodzie natychmiast zyskujà punkt ujemny. Zanotowa∏

coÊ.

– Najpierw kilka pytaƒ – oznajmi∏.

– Jak pan sobie ˝yczy, sir.

– Jaka jest maksymalna dopuszczalna d∏ugoÊç no˝a do rzutów?

– warknà∏ Mericet.



* Prawa do oddychania, na poczàtek.



14

PIRAMIDY



Teppic zamknà∏ oczy. Przez ostatni tydzieƒ czyta∏ jedynie Cordat;

teraz widzia∏ w∏aÊciwà stronic´, p∏ynàcà kuszàco tu˝ pod powiekami.

Nigdy nie pytajà o d∏ugoÊci i ci´˝ary, powtarzali studenci. Liczà, ˝e

wykujesz na blach´ d∏ugoÊci, ci´˝ary i odleg∏oÊci rzutów, ale nigdy…

Groza zwar∏a obwody mózgu i pami´ç wrzuci∏a bieg. Stronica

wyostrzy∏a si´.

– Maksymalna d∏ugoÊç no˝a do rzutów wynosi dziesi´ç grubo-

Êci palca; podczas deszczu dopuszczalne jest dwanaÊcie – wyrecyto-

wa∏. – Odleg∏oÊç rzutu…

– Wymieƒ trzy trucizny nadajàce si´ do aplikowania przez

ucho.

Dmuchnà∏ wietrzyk, ale nie och∏odzi∏ powietrza. PrzemieÊci∏

jedynie ˝ar.

– Sir… Komarzy agar, achorionowa purpura i mustyk – odpar∏

natychmiast Teppic.

– Dlaczego nie spim? – zapyta∏ Mericet, szybki jak wà˝.

Teppic otworzy∏ usta. Przestàpi∏ z nogi na nog´, unikajàc prze-

nikliwego wzroku egzaminatora.

– S-sir, spim nie jest truciznà – wykrztusi∏ w koƒcu. – To nie-

zwykle rzadkie antidotum na jady pewnych w´˝y, otrzymywane… –

Uspokoi∏ si´ troch´. D∏ugie godziny poÊwi´cone wertowaniu sta-

rych s∏owników, przynios∏y jednak korzyÊç. – Otrzymywane z wàtro-

by nadymajàcej mangusty, która…

– Co oznacza ten symbol? – przerwa∏ mu Mericet.

– …˝yje wy∏àcznie w…

Teppic umilk∏. Przyjrza∏ si´ skomplikowanym runom na kar-

cie w d∏oni Mericeta, po czym znowu wbi∏ wzrok w przestrzeƒ za

uchem egzaminatora.

– Nie mam poj´cia, sir.

Zdawa∏o mu si´, ˝e s∏yszy najcichsze westchnienie, najdelikat-

niejszy Êlad zadowolonego mrukni´cia.

– Ale gdyby odwróciç jà do∏em do góry, sir – podjà∏ – by∏by to

z∏odziejski symbol, oznaczajàcy „Ha∏aÊliwe psy w domu”.

Przez chwil´ trwa∏a cisza. Potem, tu˝ przy ramieniu ch∏opca,

g∏os starego skrytobójcy zapyta∏:

– Czy garotà mogà pos∏ugiwaç si´ wszystkie kategorie?

– Sir, regulamin mówi o trzech pytaniach – zaprotestowa∏

Teppic.



2 - Piramidy

15

 W IAT D YSKU



– Aha… Wi´c tak brzmi twoja odpowiedê?

– Nie, sir. To by∏a tylko uwaga. Sir, odpowiedê, której pan ocze-

kuje, brzmi: wszystkie kategorie mogà nosiç garot´, ale tylko skry-

tobójcy trzeciego stopnia mogà jej u˝ywaç, stanowi jednà z trzech

mo˝liwoÊci.

– JesteÊ tego pewien?

– Tak, sir.

– Mo˝e si´ jeszcze zastanowisz?

G∏osem egzaminatora mo˝na by smarowaç osie wozów.

– Nie, sir.

– Doskonale.

Teppic odpr´˝y∏ si´ nieco. Tunika przylgn´∏a mu do pleców,

ch∏odna i wilgotna od potu.

– Teraz z pr´dkoÊcià, jaka ci odpowiada, udasz si´ na ulic´ Ksi´-

gowych – przemówi∏ spokojnym tonem Mericet. – Przestrzegajàc

wszystkich znaków i tak dalej. B´d´ na ciebie czeka∏ w komnacie

pod dzwonnicà na rogu Alei Audytu. Aha… Weê to, jeÊli ∏aska.

Wr´czy∏ Teppicowi niewielkà kopert´.

Teppic odda∏ pokwitowanie. Potem Mericet wstàpi∏ w plam´

cienia za kominem i zniknà∏.

Tyle jeÊli chodzi o ceremonie.

Teppic odetchnà∏ g∏´boko i wysypa∏ na d∏oƒ zawartoÊç koper-

ty. By∏ to czek gildii na dziesi´ç tysi´cy ankh-morporkiaƒskich dola-

rów, wystawiony na „Okaziciela” – imponujàcy dokument, opatrzo-

ny piecz´cià gildii z podwójnym krzy˝em i sztyletem w p∏aszczu.

Teraz ju˝ nie mia∏ odwrotu. Przyjà∏ pieniàdze. Albo prze˝yje,

a w takim wypadku zgodnie z tradycjà ofiaruje te pieniàdze na fun-

dusz pomocy wdowom i sierotom gildii, albo odbiorà ten czek jego

trupowi. Czek mia∏ troch´ zawini´te rogi, ale Teppic nie znalaz∏ na

nim Êladów krwi.

Sprawdzi∏ no˝e, przesunà∏ pas z rapierem, obejrza∏ si´ i ruszy∏

truchtem.

Przynajmniej tutaj sprzyja∏o mu szcz´Êcie. Wed∏ug tradycji, pod-

czas testów wykorzystuje si´ najwy˝ej pó∏ tuzina tras; latem mrowi∏

si´ na nich t∏um studentów, wspinajàcych si´ na dachy, wie˝e, oka-

py i kolumny miasta. Wspinaczka by∏a popularnym sportem i dzie-

dzinà wspó∏zawodnictwa mi´dzy internatami. By∏a te˝ jednà z nie-

licznych dziedzin, w których Teppic radzi∏ sobie doskonale. Zosta∏



16

PIRAMIDY



nawet kapitanem dru˝yny, która pokona∏a Dom Skorpiona w fina-

∏ach Igrzysk Âcianowych. A czeka∏a go jedna z naj∏atwiejszych tras.

Zeskoczy∏ lekko z dachu, wylàdowa∏ na parapecie, bez trudu

przebieg∏ wzd∏u˝ milczàcego budynku, przesadzi∏ wàskà szczelin´

i znalaz∏ si´ na dachówkach sali gimnastycznej Reformowanych-

-Kultystów-Ropiejàcego-Boga-Shamharotha Stowarzyszenia M∏o-

dych M´˝czyzn. Przebieg∏ po spadzistym dachu, bez zwalniania tem-

pa pokona∏ dwunastostopowà Êcian´ i trafi∏ na szeroki, p∏aski dach

Êwiàtyni Âlepego Io.

Nad horyzontem wisia∏ pomaraƒczowy ksi´˝yc w pe∏ni. Wia∏a

bryza, niezbyt mocna, ale odÊwie˝ajàca jak prysznic. Teppic przy-

spieszy∏, cieszàc si´ ch∏odnym podmuchem na twarzy. Zeskoczy∏

z kraw´dzi dachu dok∏adnie na wàskà, drewnianà k∏adk´ ponad

Alejà Blaszanej Pokrywki.

Którà to k∏adk´ ktoÊ – wbrew wszelkim oczekiwaniom – w∏a-

Ênie usunà∏.







W takich chwilach ca∏e ˝ycie przewija si´ cz∏owiekowi

przed oczami…







Ciotka p∏aka∏a. DoÊç teatralnie, uzna∏ Teppic, gdy˝ starsza

pani by∏a twarda jak podeszwa hipopotama. Ojciec wyglà-

da∏ surowo i godnie – jeÊli tylko o tym nie zapomina∏ –

i próbowa∏ usunàç z umys∏u kuszàce obrazy urwisk i ryb. S∏u˝ba sta-

∏a w szeregach wzd∏u˝ sali, od g∏ównego wejÊcia: podr´czne z jednej

strony, eunuchowie i lokaje z drugiej. Dygali kolejno, gdy przecho-

dzi∏, generujàc doÊç ∏adnà sinusoid´, którà najwi´kszy matematyk

Dysku z pewnoÊcià by doceni∏, gdyby nie by∏ akurat zaj´ty przyjmo-

waniem razów kija i s∏uchaniem krzyków ma∏ego cz∏owieczka odzia-

nego w coÊ w rodzaju nocnej koszuli.

– Ale… – Ciotka Teppica wytar∏a nos. – Ale to przecie˝ fach…

– Nonsens, kwiecie pustyni. – Ojciec poklepa∏ jej d∏oƒ. – To

profesja. Co najmniej profesja.

– A jaka mi´dzy nimi ró˝nica? – za∏ka∏a.



2 - Piramidy

17

 W IAT D YSKU



Ojciec westchnà∏.

– Pieniàdze, jak rozumiem. Dobrze mu zrobi taka wyprawa.

Pozna nowych ludzi, nab´dzie og∏ady… B´dzie mia∏ jakieÊ zaj´cie

i uniknie pokus.

– Ale… skrytobójstwo… Jest taki m∏ody i nigdy nie przejawia∏

˝adnych inklinacji… – Otar∏a oczy. – Nie odziedziczy∏ tego po na-

szej cz´Êci rodziny – doda∏a oskar˝ycielskim tonem. – Ten twój szwa-

gier…

– Wuj Vyrt – wtràci∏ ojciec.

– Jeêdzi po Êwiecie i zabija ludzi!

– Oni chyba nie u˝ywajà tego s∏owa. Mówià raczej: konkludu-

je lub anuluje. Albo inhumuje. Tak s∏ysza∏em.

– Inhumuje?

– Inhumacja to chyba coÊ w rodzaju ekshumacji, o p∏ynàce wo-

dy, tylko ˝e zanim ci´ pochowajà.

– Uwa˝am, ˝e to okropne. – Pociàgn´∏a nosem. – Ale s∏ysza-

∏am od lady Nooni, ˝e tylko jeden ch∏opiec na pi´tnastu zdaje koƒ-

cowy egzamin. Mo˝e rzeczywiÊcie, pozwólmy mu si´ wyszaleç.

Król Teppicymon XXVII sm´tnie pokiwa∏ g∏owà i oddali∏ si´, by

pomachaç synowi na po˝egnanie. Nie by∏ tak mocno jak siostra

przekonany o okropnoÊciach skrytobójstwa. Z ociàganiem, ale jed-

nak od dawna zajmowa∏ si´ politykà i uwa˝a∏, ˝e choç skrytobójstwo

jest gorsze od debaty, to jednak z pewnoÊcià lepsze od wojny, choç

pewni ludzie uwa˝ajà, ˝e wojna to to samo, tylko g∏oÊniejsze. Trze-

ba te˝ przyznaç, ˝e m∏ody Vyrt zawsze mia∏ mnóstwo pieni´dzy i cz´-

sto przybywa∏ do pa∏acu z kosztownymi podarkami, egzotycznà opa-

leniznà i porywajàcymi opowieÊciami o ludziach, których pozna∏

w obcych stronach, zwykle na krótko.

˚a∏owa∏, ˝e w tej chwili Vyrt nie mo˝e mu doradziç. Jego wyso-

koÊç tak˝e s∏ysza∏, ˝e tylko jeden student na pi´tnastu zostaje praw-

dziwym skrytobójcà. Nie by∏ pewien, co dzieje si´ z pozosta∏à czter-

nastkà. Podejrzewa∏ jednak, ˝e marnych studentów w szkole skryto-

bójców spotyka coÊ wi´cej ni˝ rzucanie w nich kredà przy tablicy

i ˝e szkolne obiady niosà z sobà dodatkowe zagro˝enie.

Wszyscy za to zgadzali si´, ˝e szko∏a skrytobójców gwarantuje

najlepsze wykszta∏cenie ogólne na Êwiecie. Wykwalifikowany skryto-

bójca powinien umieç si´ zachowaç w ka˝dym towarzystwie i graç

przynajmniej na jednym instrumencie. Ka˝dy inhumowany przez



18

Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment

pełnej wersji całej publikacji.



Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.

Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie

rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez

NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można

nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są

jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody

NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej

od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.

Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie

internetowym Bookarnia Online.


Related docs
Other docs by Monika Sz.
By registering with docstoc.com you agree to our
privacy policy

You are almost ready to download!

You are almost ready to download!